Blog > Komentarze do wpisu
Nieredukowalna heterogeniczność dyskursów

Nie znoszę postmodernizmu. Po części zapewne dlatego, że póki co pracuję z niemal samymi jego wielbicielami, ale mimo wszystko głównie dlatego, że uważam go za to, co Alan Sokal określił mianem "intellectual hoax", intelektualnego oszustwa - gdy później książka jego i Jeana Bricmonta pt. Intellectual impostors została wydana po polsku, otrzymała tytuł Modne bzdury - z mojego obecnego punktu widzenia pasuje jak najbardziej.

Wczorajszy wieczór pogłębił tylko moją niechęć do po-mo. Nie chcąc ryzykować kolejnej awantury o zaniedbywanie obowiązków służbowych (czytaj: olewanie nic mnie nie obchodzących referatów), wybrałam się bowiem na wykład Światłego Kolegi poświęcony Wybitnemu Współczesnemu Poecie. Sam referat byłby jeszcze do zniesienia, albowiem głównie był nudny, ale potem się zaczęło. W dyskusji padały takie mianowicie sformułowania:

  • przedmioty obdarzone funkcją indeksalną
  • liczman nihilizmu
  • dezintegracja wizerunku czytanego tekstu
  • eksces jako poziom wyporności wiersza

Ten ostatni zwłaszcza nie przestaje mnie swą bełkotliwością zachwycać. Po pierwsze bowiem o ile wiem, wyporność to mają statki, po drugie - eksces w języku polskim ma znaczenie zupełnie inne niż zamierzył sobie pretensjonalny pseudo-intelektualista, który zabrał głos w dyskusji (niestety nie mam pojęcia, kto to był, ale wróżę mu wielką przyszłość kolejnego guru w instytucji, w której przyszło mi pracować).

Dyskutant ów mówiąc "eksces" miał oczywiście na myśli "nadmiar" - istotnie, słówko to pochodzi od łacińskiego czasownika excedo, excedere, excessi, excessum, które między innymi (aczkolwiek na dość dalekim miejscu w słowniku) oznacza wychodzenie poza coś, przekraczanie (czegoś). Problem zaś w tym, że "eksces" (częściej w liczbie mnogiej: ekscesy) oznacza nieakceptowalny społecznie wyczyn - owszem, przekroczenie, ale głównie norm społecznych w zachowaniu.

Było w tym coś nostalgicznego, przypomniały mi się bowiem pierwsze zajęcia z gramatyki opisowej, kiedy to po raz pierwszy zetknęłam się z mówieniem "redundantny" zamiast "zbyteczny", "relewantny" zamiast istotny i "irrelewantny" zamiast "nieistotny". Po prawdzie powinnam była już wtedy uciekać z tych studiów - uniknęłabym teraz siedzenia na dyskusjach, w których padają wyżej wymienione frazy.

Dzięki wczorajszemu doświadczeniu zrozumiałam jednak wreszcie, dlaczego PT Prelegent kilka miesięcy temu zapytał mnie, na jakiej podstawie uważam pierwotne znaczenia słów za prawdziwe - wtedy zatkało mnie tak, że nie odpowiedziałam: "zdrowego rozsądku".

Dziś dotarło do mnie, że postmodernizm to taka nowomowa: mówi się "dyskurs filozoficzny" zamiast filozofia, gest zaprzeczenia zamiast sprzeciw, no i nadaje zupełnie dowolne znaczenia starym słowom. A ja niestety jestem tradycjonalistką i lubię rozumieć słowa, których używam, i które słyszę.

Kilka lat temu zabawialiśmy się z moim Eks tworzeniem prowokacji intelektualnej na gruncie polskim (nawiasem mówiąc została opublikowana i nikt się do dziś nie zorientował) - w ramach czego wymyślaliśmy najbardziej absurdalne zestawienia mądrze brzmiących słów. Zatrzymaliśmy się w tej radosnej twórczości, kiedy wymyśliliśmy sformułowanie figurujące jako tytuł niniejszego wpisu, a oznaczające ni mniej ni więcej, tylko niemożność porozumienia. Uznaliśmy, że coś tak idiotycznego nie przejdzie i zostaniemy natychmiast zdemaskowani. Dziś nie jestem już tego taka pewna, przeciwnie, obawiam się, że termin ten mógłby wzbudzić zachwyt Teoretyków. Może go jeszcze kiedyś wykorzystam.

Akrobatka, brąz hellenistyczny, skądinąd uchwyt jakiegoś naczynia, British Museum

PS. Wszystkim, którzy jeszcze wierzą w postmodernizm, polecam - oprócz lektury Sokala/Bricmonta - stronę z "generatorem artykułów postmodernistycznych": http://www.elsewhere.org/pomo

wtorek, 05 czerwca 2007, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/06/05 13:58:39
Cóż, po rocznym kursie u pewnej Pani Ekspert Od Po-Mo (cytuję: "Proszę państwa, Rzym upadł w 600 r. n.e... czy jakoś tak... państwo pamiętają może?") i paru dyskusjach "mówimy-o-wszystkim-ale-broń-Boże-nie-o-literaturze" coraz poważniej zastanawiam się nad przeniesieniem na komparatystykę...
Rzeczona dyskusja zapewne by mnie tylko w tym zamiarze utwierdziła :)

A ta (modny termin) "nieufność wobec języka"? Ludzie używający w SMS-ach "interlokutora" zamiast "rozmówcy" (sic!)?
W porządku - niektórzy słowu nieufają, inni to słowo traktują tylko jako środek w kreowaniu własnego wizerunku.
Ale czemu tych ludzi określa się mianem "miłujących słowo"...?
-
2007/06/05 13:59:32
*nie ufają, oczywiście.
-
2007/06/05 20:22:00
Brawo!
Pierwszy raz widzę, żeby ktoś skrytykował modne słówko "dyskurs". Dotychczas obawiałam się, że coś mi umknęło i przestałam rozumieć, co znaczy to słowo.
-
2007/06/07 09:58:14
> Kilka lat temu zabawialiśmy się z moim
> Eks tworzeniem prowokacji intelektualnej
> na gruncie polskim (nawiasem mówiąc
> została opublikowana i nikt się do dziś
> nie zorientował)

Ha, więc jesteście lepsi od tych doktorantów z MIT! mlodyfizyk.blox.pl/2007/04/Generator-belkotu.html

Ciekawe, co to za publikacja... poszukam po sieci - może odgadnę? ;-)
-
2009/04/01 10:59:11
Swietne! Dodaje do ulubionych, bede regularnie czytala:)
Pozdrawiam.
-
2009/05/28 14:58:19
Nieredukowalna heterogeniczność dyskursów - dla mnie bomba! Kupuję to.

Posłużę się tym orężem w sytuacji krytycznej , tj. gdy różnica zdań pomiędzy mną a PT Koleżanką Małżonką osiągnie poziom krytyczny:-)
-
2009/05/28 17:54:44
Będę zaszczycona :)
-
Gość: , *.chello.pl
2010/01/26 18:40:55
Można gdzieś przeczytać pracę z której pochodzi tytuł notki?
-
2010/01/26 23:55:09
"eksces", "relewantny", "irrelewantny" - toż to czyste anglicyzmy (excess, relevant, irrelevant), które panoszą się w różnych dziedzinach, zwłaszcza w biznesie (ci wszyscy kij akont menadżerzy i podobni... ;)).
co do "redundantnego" - to zapewne też kalka z angielskiego, chociaż równie dobrze można to uznać za poprawnie skonstruowany przymiotnik od słowa "redundancja", które w teorii informacji jest już dobrze zakorzenione... I "redundantny" będzie znaczyć raczej "nadmiarowy" niż "zbędny".
-
Gość: Methinx, 93.159.143.*
2010/01/30 14:35:25
Bez komentarza, za to pod rozwagę (ku przestrodze?):

(na zachętę fragment syllabusa: "Automatic discourse processing"...)

ocw.mit.edu/OcwWeb/Electrical-Engineering-and-Computer-Science/6-892Spring-2004/CourseHome/index.htm

       

       Copyright