|
Blog > Komentarze do wpisu
Bogowie od tego nie umarli...
Cóż, nie ma to jak artykuły prasowe jako pożywka dla bloga... Tym razem chodzi o skądinąd wielce słuszną wypowiedź Andrzeja Romanowskiego na temat papieskich pomników*, w ogólnym założeniu współbrzmiącą z tym, co jakiś czas temu na ten temat pisałam. Na marginesie tego tekstu - a raczej dwóch jego niewielkich fragmentów - przypomniała mi się natomiat kwestia, o którą już jakiś czas temu zahaczałam, a która nagle teraz ukazała mi się z dość niespodziewanej strony. Chodzi mi mianowicie - co chyba zresztą dość łatwo przewidzieć - o sformułowania w rzeczonym tekście odwołujące się do pogaństwa w pogardliwym i deprecjonującym tonie - jako przeciwstawienia Jedynej Prawdziwej Religii... przepraszam, Wiary (tendencję do odróżniania różnych mniej lub bardziej nieprawdziwych religii oraz wyznań od jedynej prawdziwej wiary zaobserwowałam ostatnio w wielu wypowiedziach o orientacji katolickiej). Oto inkryminowane cytaty, na wypadek gdyby ktoś nie miał ochoty czytać całości: "Te pomniki nie mogą być świadectwem naszej wiary. One świadczą raczej o naszym pogaństwie." I na samym końcu: "[Te pomniki] przez długie lata będą świadczyć o infantylizmie, w który popadliśmy. Bo dziś, za rządów prawicy, zmęczeni wyżynami 'Solidarności', tacy właśnie jesteśmy. Małe dzieci potrzebujące maskotek, naiwni poganie czczący złotego cielca." Przeczytawszy te słowa, po raz pierwszy chyba w życiu miałam ochotę upomnieć się o polityczną poprawność. Jakiś czas temu bowiem uświadomiłam sobie, że - zwłaszcza w Polsce i języku polskim - są grupy, których włączenie w obręb tejże nikomu nie przyjdzie do głowy, podczas gdy na zachodzie na takie dictum z pewnoscią oburzyliby się przedstawiciele religii wicca oraz kilku, jeśli nie kilkudziesięciu wyznań neopogańskich. I bardzo słusznie, bo jeśli upominamy się o prawa jakiejkolwiek grupy, to konsekwentnie powinniśmy te same prawa stosować do wszystkich. I jeśli za niepoprawne politycznie uważamy takie wyrażenia - które zadomowiły się w języku w całkowitym oderwaniu od swojej etymologii - jak "ocyganić" czy "oszwabić", jako godzące w dobre imię odpowiednich grup etnicznych, to jakim prawem mówimy na przykład o "pogańskiej godzinie" (w odniesieniu do bardzo wczesnego wstawania)? A tym bardziej jakim prawem profesor zacnych instytucji naukowych i publicysta mediów uważanych za liberalne posługuje się porównaniami obrażającymi inne religie? Kilkadziesiąt lat temu publicysta napisałby zapewne o złotym cielcu w jego kontekście biblijnym, z księgi Exodus. Dziś wzmianka, że czcili go Izraelici w trakcie wędrówki do Ziemi Obiecanej mogłaby wypaść niedobrze z punktu widzenia politycznej poprawności. Ba, kilkadziesiąt lat temu publicysta zapewne nie miałby żadnych wahań, żeby w miejscu pogan postawić żydów** jako tych, którzy odrzucili prawdziwe światło wiary itd. Dziś nie wypada. Poganie natomiast uchodzą najwyraźniej za jakiś wymarły gatunek, jakąś muzealną ciekawostkę, naiwne dzieciństwo ludzkości. Pomijam fakt, że dla mnie osobiście dość problematyczną jest sama definicja pogaństwa. Nawet w polskiej wikipedii czytamy: "Pogaństwo - określenie (często o wydźwięku negatywnym), zazwyczaj używane przez wyznawców religii monoteistycznych (...) w stosunku do wyznawców innych religii, głównie politeistycznych i animalistycznych" i dalej "Słowo 'poganin' czasem bywa również niepoprawnie używane jako obraźliwy synonim słowa 'ateista'." Poza tym w polskim artykule jest tylko króciutka notka etymologiczna, podczas gdy, co charakterystyczne, angielska wikipedia zawiera obszerny artykuł poświęcony różnym odmianom historycznych i współczesnych wierzeń określanych tym terminem. Angielski artykuł w wikipedii otwarcie, polski zaś implicite zalicza do religii "pogańskich" np. hinduizm - najważniejszą dziś religię politeistyczną świata. Podejrzewam, że Andrzej Romanowski - ze względu na polityczną poprawność - nie wypowiedziałby się pogardliwie o wyznawcach hinduizmu, mimo że z punktu widzenia doktryny katolickiej nie różnią się oni od wyznawców starożytnej religii celtyckiej, egipskiej czy greckiej. Dla katolika nie są zapewne religijnie "bardziej poważni", dla światłego publicysty - muszą być, ponieważ są licznie reprezentowani w populacji ziemskiej. I obawiam się, że światły publicysta instynktownie zaprzeczyłby, jakoby hinduiści mieli być poganami - bo przecież nie wypada. W polskim kontekście tekstu Romanowskiego "pogaństwo" odnosić się powinno do wierzeń słowiańskich, o których wiemy bardzo niewiele - a o tym, w co wierzono na naszych ziemiach wcześniej (np. w czasach wpływów rzymskich) jeszcze mniej. Owszem, nie mamy podstaw sądzić, że były to rozwinięte systemy religijne - i zapewne nie były. Ale nie można ich odsądzać - w przenośni i dosłownie - od czci i wiary. Ba, zaryzykowałabym stwierdzenie, że czci dla bóstwa i wiary mogło być w nich więcej niż w religijności statystycznego polskiego katolika. A poza tym akurat katolicyzm nie miał nigdy tendencji ikonoklastycznych, a zatem pretensje do tego, że katolicy potrzebują widomych i namacalnych pośredników między nimi a bóstwem, są dość chybione. Troszkę za późno na walkę z kultem obrazów... Jeśli zaś chodzi o polityczną poprawność: osobiście wolałabym, żeby nieśmiesznego kawału o Murzynach, Żydach, Polakach, muzułmanach czy kimkolwiek innym, nie wypadało opowiadać ze względu na to, że jako kawał jest nieudany, żałosny i niezabawny, a nie dlatego, że jakoby uraża czyjeś uczucia narodowe czy religijne. Sprawia to bowiem, że nagle nietaktem okazuje się opowiedzenie dobrego i śmiesznego żartu o danej nacji czy grupie. Żart tymczasem - podobnie jak każda inna sztuka - powinien być oceniany wyłącznie na podstawie swojej artystycznej wartości. "Nie ma książek moralnych i niemoralnych. Są książki dobre i złe" - napisał w przedmowie do Portretu Doriana Graya Oscar Wilde, a ja podpisuję się pod tym stwierdzeniem wszystkimi czterema łapkami. I chciałabym używać zadomowionych w polszczyźnie słów, a nie musieć je obchodzić opłotkami. Ale skoro nic nie mogę poradzić na to, że zabrania mi się mówić, że ktoś mnie ocyganił, to ja bardzo proszę o zaprzestanie używania słowa "pogański" jako określenia pejoratywnego. * Dziękuję nieocenionej szperaczce ninedin za linka :) ** Wbrew temu, co się niektórym wydaje, mała litera nie jest tu wyrazem braku szacunku ani błędem typograficznym, ale wynika z polskiej normy językowej, która wyznawców religii każe pisać małą literą, narodowości zaś dużą. PS. Tytuł notki pochodzi z jednego z moich ulubionych wierszy, Z Jonii Konstandinosa Kawafisa (skądinąd mojego ulubionego poety i patrona moich blogów), który w całości (i przekładzie Zygmunta Kubiaka) brzmi następująco: Że rozbiliśmy ich posągi, sobota, 25 października 2008, drakaina
TrackBack
Komentarze
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2008/10/25 12:38:50
Mam taki odziedziczony po przodkach "Atlas geograficzny dla szkół handlowych i realnych", z początku XX wieku, zabór austriacki. Są tam jeszcze na niektórych mapach białe plamy. A na mapie "Religie świata" oznaczono różnymi kolorami: a) chrześcijanie, b) mahometanie, c) poganie.
2008/10/25 13:33:26
Niektóre słowa mają określone konotacje i trudno się na to obrażać. Np. na Ukrainie, kdy chciałem dojechać rowerem do Wołowca wzdłuż rzeki i linii kolejowej (szosa biegła inna trasą), usłyszałem, że eto pohannaja daroga. No faktycznie, musiałem zawrócić.
2008/10/26 00:51:04
@dr_bloger - mam nadzieję, że dość jasno się wyraziłam, że z dwóch opcji wolę tę, kiedy używa się "słów o określonych konotacjach" (oderwanych dla ogromnej większości użytkowników języka od oryginalnej etymologii) i nikt się o to nie obraża. Ale jeśli wygrywa trynd na nieużywanie, to bądźmy konsekwentni.
2008/10/26 10:36:08
Tak trochę na marginesie ciekawej skądinąd dyskusji: to jest w sumie dość trudny problem, bo z jednej strony chwilami brakuje mi w naszym akurat języku publicznym odrobiny poprawności politycznej (wystarczy mi np. posłuchać jednego wywiadu z taką, powiedzmy, Joanną Najfeld, żeby jednak za PP zatęsknić), z drugiej - jako filolog z zawodu mam wrażenie, że summa summarum walka z językiem i przyzwyczajeniami językowymi jest walką z wiatrakami. To znaczy owszem, można próbować wychować kolejne pokolenia tak, żeby np. przywołanych tu "oszwabić" czy "ocyganić" nie znały, ale odgórna próba przekonania ludzi, żeby jakiegoś słowa nie używali, jest raczej skazana na klęskę, nie tylko zresztą, gdy chodzi o słowa "politycznie niepoprawne". Przypominam sobie, jak w czasach, kiedy chodziłam do szkoły, językoznawcy toczyli wojnę ze słowem "pasjonat", argumentując, i słusznie, że historycznie znaczy ono "człowiek o cholerycznym temperamencie", a nie "wielbiciel". I co? I dziś to drugie znaczenie się utarło i nie próbuje się już (o ile mi wiadomo ;) z nim wojować...
2008/10/26 10:54:37
@ninedin - zabawne w kontekście pasjonata są losy dyletanta, który oryginalnie znaczył dokładnie tyle co "wielbiciel", a zaczął odnosić się do kogoś niedouczonego, laika w danej dziedzinie w najlepszym razie, ale zawsze z tym co najmniej lekko pejoratywnym odcieniem. Angielska osiemnastowieczna Society of Dilettanti to przecież nie Towarzystwo Nieuków ;)
2008/10/26 13:16:17
A ten dyletant to pewnie (nie wprost) od łacińskiego "diligere-dilexi-dilectum" się bierze, dobrze mi się zdaje?
2008/10/26 13:41:16
Walczyło się do niedawna z "w międzyczasie" i "mielić".
2008/10/27 21:08:26
Tak a propos Twojego stwierdzenia
"tendencję do odróżniania różnych mniej lub bardziej nieprawdziwych religii oraz wyznań od jedynej prawdziwej wiary zaobserwowałam ostatnio w wielu wypowiedziach o orientacji katolickiej" ja ostatnio trafiłem na wypowiedź księdza, który przeciwstawia "wiarę"... etyce! Szok! www.ap.krakow.pl/~raj/notka.php3?id=139 2008/10/27 21:18:01
@ninedin - podobny los jak "pasjonata" i "dyletanta" spotkał w bardzo krótkim czasie całkiem nowe słowo, a mianowicie "hakera". Ja ciągle uparcie próbuję walczyć z rozumieniem słowa "haker" jako "włamywacz komputerowy", ale chyba jest to walka z wiatrakami... :(
(tu jest tekst wyjaśniający oryginalne znaczenie tego słowa: www.ap.krakow.pl/~raj/hacker-howto.html ) 2008/11/09 11:14:45
Jako osoba często deklarująca się jako poganin/rodzimowierca (przynajmniej kulturowy) jestem wyczulony na obraźliwy ton wielu wypowiedzi. Niestety, w szczególności ci, którzy szarpią się z każdym i procesują o obrazę swojej religii, bez namysłu pogardliwie wyrażają się o innych.
Co zaś do poprawności politycznej, mój komentarz jest tu: my.opera.com/Jurgi/blog/2008/10/18/antyrasizm-nieco-wybiorczy oraz tu: my.opera.com/Jurgi/blog/2008/11/05/skonczyl-sie-wyborczy-f-e-torek A co do wiersza... Ja polecam naszego rodzimego Leopolda Staffa "Bogowie zmarli"" Moc zbudziła w nim butę i dumny gniew wraży, Iż nie ścierpiał nad sobą dłoni bóstw ciemięskiej. Wchodzi w świątynię, w sile swej potęgi męskiej, By tych, co nad nim władną, postrącać z ołtarzy. Czul swą wielkość i wiedział, że sam sobie starczy Być bogiem światowładnym, bo moc w duszy chował. I posągi potrzaskał, obalił na pował - Nie padł grom z twarzy bóstwa skamieniałej, starczej. Bogi zmarły... Powraca ku drzwiom świętokradca I lęk go zdjął, że kiedy otworzy wierzeje, Ujrzy świat przerażony... bo tam skonał Władca! Przestwór w rozpacznym szale zgrozy skamienieje!... Rozchyla drzwi... otwiera oczy trwogą mętne... Patrzy: Wszystko, jak było... zimne... obojętne... |
|