Blog > Komentarze do wpisu
Ab Urbe condita 2762

Wedle legendy Rzym został założony 21 kwietnia, a więc dziś jest rocznica. Która, to trochę bardziej skomplikowana sprawa, ponieważ zarówno sami Rzymianie mieli w tym względzie różne opinie (datowania wahały się o ok. 100 lat), a poza tym wprowadzenie dat wedle rachuby chrześcijańskiej nie obyło się bez popełnienia pewnych błędów, toteż w tytule przyjęłam umownie 2009 plus najczęściej przyjmowane 753. Z tej okazji garstka moich ulubionych anegdot rzymskich. Z góry przepraszam za niezbędne w tej sytuacji drobne sprośności oraz nie całkiem poważne podejście do arcypoważnej historii poważnego imperium.

Oczywiście w świecie archeologicznym i historycznym nie ma zgody co do tego, czy istotnie w jakimś momencie nastąpiło "założenie" miasta, czy też po prostu rozwijało się ono w sposób naturalny z osady. Na rzecz wersji zgodnej z legendą o wyznaczeniu przez Romulusa (21 kwietnia) pomerium czyli sakralnej granicy miasta, a następnie o zbudowaniu przez tegoż murów miejskich świadczą dość niedawne odkrycia na Palatynie - pozostałości muru datowanego na ok. 730, a więc na okres, w którym najpowszechniejsza tradycja rzymska sytuuje pierwszych królów, Romulusa i Tytusa Tacjusza (którzy rządzili wspólnie z Palatynu i Kapitolu po zażegnaniu sporów związanych z porwaniem Sabinek, kiedy Rzymianie zorientowali się, że jeśli czegoś nie zrobią, to ich miasto nie ma szans przetrwać dłużej niż jedno pokolenie...).

Wilczyca kapitolińska

Lupa czy... lupa?

Z Romulusem wiążą się co najmniej dwie anegdoty ciekawsze od pomerium i zabicia Remusa (bliźniaka, żeby było jasne, ale chyba jednak nie dominującego). Pierwsza właściwie wiąże się jeszcze z oboma braćmi, wychowanymi, jak chce znów legenda, przez wilczycę. Otóż albowiem lupa po łacinie to nie tylko wilczyca, ale również kobieta, powiedzmy eufemistycznie, lekkich obyczajów i na dodatek sprzedajna. Istnieje w związku z tym teoria, iż to nie żadna wilczyca niańczyła synów Rei Sylwii (i Marsa, który objawić się jej miał pod postacią fallusa w ognisku, podobnie jak mniej więcej siedem wieków później - to materiał jeszcze bardziej anegdotyczny - Atii, matce Oktawiusza, znanego lepiej jako Oktawian August; wielkie brawa dla Polly Walker za rolę tej jędzy w serialu Rzym), ale, nie bójmy się tego powiedzieć, ladacznica. Jak było: jaskinia czy też lupanar, trudno powiedzieć.

Ostrożnie z wyroczniami

Druga anegdota związana z bliźniakami jest taka, że czuć w niej jakiś dreszcz metafizyczny. Romulus bowiem został królem (a właściwie na razie oficjalnie dominującym bratem), jako iż podczas wróżb ukazało mu się dwanaście orłów, a Remusowi zaledwie sześć. Odczytano to jako wróżbę, iż założone przez niego miasto (=państwo) będzie trwało przez dwanaście stuleci. Legenda ta pochodzi ze starożytności. A teraz proszę sobie policzyć, ile stuleci minęło między rokiem -753 a +476.

Czego oczy nie widzą...

Tym razem co nieco o obyczajach religijnych. Ucząc się historii sztuki rzymskiej dość bezrefleksyjnie przyjmuje się informację, iż postacie męskie z narzuconą na głowę połą togi przedstawione są jako kapłani. Szczerze mówiąc ja też przyjęłam to jako fakt, niewiele myśląc - ot, tak ubierali się kapłani podczas pełnienia obowiązków religijnych. Obyczaj ubraniowy nie bardziej dziwny niż jakikolwiek inny, a po prawdzie rzekłabym, że mało ekstrawagancki. Jakże się myliłam, sądząc, że zwyczaj ten jest pozbawiony głębszego znaczenia... Otóż rzymskim obchodom religijnym niemal zawsze towarzyszyły wróżby i flamenowie, a za nimi również inni kapłani, zakrywali głowy po to, żeby przypadkiem nie dojrzeć za sobą złego omenu - a na dodatek zawsze towarzyszyli im fletniści, żeby zagłuszać złe omeny o charakterze akustycznym. Fakt, właściwie we wszystkich scenach ofiarnych pojawia się fletnista - ale to też zrzucałam na karb mało znaczącej obyczajowości. Powinno mnie to nauczyć ostrożności w stosunku do Rzymian. Pocieszam się jedynie, że nie jako pierwsza dałam się nabrać na ich prostolinijność. Przede mną był np. niejaki Pyrrus i cała rzesza innych wybitnych mężów, których Rzymianie pokonali siłą swego uporu i bezwzględnej przyziemności.

Marek Aureliusz jako flamen - oczywiście z fletnistą u boku

Przechodząc jednak do czasów nieco późniejszych i bardziej konkretnych wydarzeń (sami Rzymianie mieli do epoki królów uczucia, delikatnie mówiąc, mieszane, aczkolwiek naraził im się tak naprawdę jedynie ostatni z nich, Tarkwiniusz Pyszny, a historycy twierdzą, że i to wcale niekoniecznie i że może po prostu chodziło o rywalizację z Etruskami o dominację), lektura podręczników czy źródeł do historii Rzymu pokazuje, że niemalże można by jakiś absurd rzymski na każdy dzień. Co zabawniejsze, absurdalność wielu epizodów z dziejów Miasta wynika nie z czego innego jak rzymskiego praktycyzmu, pragmatyzmu i zdrowego rozsądku. Może nawet czasem zbyt zdrowego. Inna sprawa, że jak na niektóre absurdalne skądinąd opowieści popatrzeć nieco trzeźwiej, to bywają również przerażające (one same albo ich kontekst). Ale pozwolę sobie z pełną dezynwolturą chwilowo o tym zapomnieć.

The inconvenience - having to get a majority

Weźmy na przykład takiego Sullę (I w. BCE), skądinąd wynalazcę list proskrypcyjnych i masowych, przeprowadzanych wedle własnego widzimisię, czystek w społeczeństwie, który mógłby spokojnie być patronem wszelkich instytucji takich jak CzeKa i jej następcy. Nie sposób nie podziwiać w jakiś perwersyjny sposób jego pomysłu na zapewnienie sobie poparcia społecznego: mianowicie wyzwalał on masowo niewolników proskrybowanych obywateli i włączał, równie masowo, poprzez adopcję do swojej rodziny, dzięki czemu, by posłużyć się sformułowaniem z podręcznika prof. Jaczynowskiej, "całkowite posłuszeństwo komicjów [zgromadzeń ustawodawczych] zapewnił sobie przez obecność na nich 10 tysięcy Korneliuszy". No cóż, przynajmniej - zgodnie z rzymską naturą, dla której dbałość o szczegóły procedur i rytuałów była jedną z podstawowych cnót - dbał o to, żeby sfałszowane wybory były fałszowane lege artis...

Wszystko na sprzedaż

Albo taki epizod z czasów cesarstwa, a konkretnie burzliwego przełomu II i III w., kiedy to po upadku dynastii Antoninów - skądinąd najlepszej, jaką Rzym miał, jeśli nie liczyć ekscesów Kommodusa, które do tegoż upadku doprowadziły - i zamordowaniu przez gwardię pretoriańską (pretorianie już od czasów Tyberiusza, a zwłaszcza Nerona, stanowili rodzaj junty wojskowej, tyle że złożonej z szarych eminencji, a nie rządzącej bezpośrednio) wybranego wcześniej na jej wniosek  cesarza Helwiusza Pertinaksa, nastąpił okres chaosu. Pretorianie wpadli wtedy na pomysł, który zasługuje na to, żeby znaleźć się w humorystycznej powieści fantasy, a nie poważnym podręczniku historii, więc pozwolę sobie zacytować ten ostatni (tym razem jest to tom drugi Dziejów Rzymu Cary'ego i Scullarda): "Wymierszywszy 'karę' Pertinaksowi [nie chciał nieszczęśnik działać zgodnie z zaleceniami junty], kohorty pretoriańskie bez żadnych skrupułów wyjawiły kryteria, jakimi zamierzały kierować się przy wyborze cesarza. Kiedy do wakującej godności cesarskiej zgłosiło się dwóch kandydatów: prefekt Miasta Flawiusz Sulpicjanus oraz nieudolny, ale nadzwyczaj bogaty senator Didiusz Julianus - gwardia cesarska wystawiła Cesarstwo na licytację i ostatecznie przysądziła je Julianowi, który wygrał konkurencję z Sulpicjuszem, oferując za tron bajeczną kwotę - po 25000 sesterców dla każdego żołnierza." Zastanawiam się, czy muszę dodawać, że mniej więcej trzy miesiące później Julianus już nie żył, zamordowany przez pretorian, co zresztą moim skromnym zdaniem najdobitniej świadczy o jego nieudolności politycznej i głupocie - w owych czasach ubiegać się o władzę nie mając własnego mocnego zaplecza politycznego (najlepiej w armii) było gestem samobójczym.

Wilczyca z czasów Mussoloniego, godnego następcy Sulli

Na koniec tego pobieżnego przeglądu moja absolutnie ulubiona anegdota, która łączy w sobie tradycję, obyczajowość z historią sensu stricto. Otóż większość rytuałów i zwyczajów państwowo-religijnych Rzymianie odziedziczyli po Etruskach, którzy byli niezwykle przesądni, jeśli chodzi o zachowywanie formalności właśnie, co w dość naturalny sposób łączy się z pewnym typem myślenia magicznego, właściwym wielu kulturom na niekoniecznie bardzo wczesnym etapie rozwoju. W każdym razie wśród obyczajów wprowadzonych wedle tradycji przez królów etruskich rządzących Rzymem było tzw. ius fetiale czyli zasady wypowiadania wojny. Wymagały one między innymi tego, żeby na wrogie terytorium rzucić włócznię - w ramach myślenia magicznego jest to bardzo sensowne, miało bowiem symbolicznie zapewniać dominację nad nieprzyjacielem poprzez zranienie i podporządkowanie sobie jego ziemi. Oczywiście można założyć, że w pierwszych dziesięcioleciach, a nawet stuleciach istnienia tego rytuału nie sprawiał on żadnego kłopotu. Problemy zaczęły się wtedy, kiedy Rzym podporządkowywał sobie coraz szersze terytorium, jako że zasadniczo rzut włócznią powinien być wykonywany z Miasta... Tu nawet Herkules by nie poradził (nec Hercules contra spatium). Ale nic to Rzymianom, znaleźli wyjście, któremu naprawdę trudno odmówić geniuszu.

Otóż po wojnach z Pyrrusem zmusili epirockiego jeńca, aby za pieniądze przekazane mu skądinąd przez SPQR, nabył niewielką działkę w okolicy Forum Boarium. W ten sposób ziemia ta stała się obcą, bo jakkolwiek znajdowała się w dzielnicy handlowej miasta, należała do obcokrajowca. Na tę działkę - zwaną ager hosticus - rzucano następnie świętą włócznię wypowiadając kolejne wojny. A trzeba dodać, że w całej historii Rzymu naliczono bodaj trzy lata, kiedy Rzym nie prowadził żadnej wojny, więc włócznia na działce nieszczęsnego Epiroty (o którym poza tym historia milczy: nie wiadomo, co się z nim stało, nie wiem też, jak rozwiązano kwestię dziedziczenia działki, by nie stała się terytorium rzymskim...) lądowała nader często.

***

Lubię się nieco pośmiać z Rzymian, zwłaszcza że jakkolwiek jakoś maniakalnie ich nie kocham, jednocześnie nie jestem w stanie ich nie podziwiać. Ich cywilizacja - właśnie cywilizacja a nie kultura - nie miała sobie pod wieloma względami równej. Pragmatyzm kazał im wymyślić mnóstwo rzeczy, bez których my, ludzie XX i XXI w. nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić życia (chociażby wodociągi z bieżącą wodą), a które potem, po upadku Imperium poszły w zapomnienie na długie setki lat. I przy wszystkich moich ansach wobec Rzymu i Rzymian, czasem sobie myślę, że szkoda może, iż Romulus nie zobaczył tylu ptaków, ile udało mi się uchwycić nad wieczornym Forum Romanum - symbolem Miasta jako stolicy cywilizowanego świata.

Forum Romanum i Palatyn
wtorek, 21 kwietnia 2009, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/04/22 01:01:20
jaka piękna fotografia tych ptaów ...
-
2009/04/22 23:30:07
Co do lupy: rozbawiła mnie ostatnio rozpoczynająca jeden z odcinków "Rzymu" przemowa Oktawiana, w której ten ostatni - sławiąc cnotę Rzymianek - stawia je w jednym szeregu z legendarną wilczycą. Albo scenarzysta zaniedbał nieco risercz, albo Oktawian jest prawdziwym mistrzem retorycznej ironii ;) Dokonywane w trakcie przemowy przebitki na figle Atii i innych bohaterek tę drugą wersję by zresztą podpierały...
-
2009/04/22 23:35:21
Wygląda na to, że muszę sobie Rzym jeszcze raz obejrzeć, bo nie pamiętam akurat tej sceny, a brzmi apetycznie. No i może wreszcie obejrzę ostatni odcinek drugiego sezonu - jakoś nie mogę się pogodzić z tym, że jest on naprawdę ostatni, na dodatek zasadniczo wiem, czym się skończy...
-
2009/04/23 02:34:50
To prawdziwy skandal, żeby taka ciekawa cywilizacja miała za swoje przedłużenie tych... a zresztą, może lepiej nie mówić o nich źle, oni mówią o nas, że jesteśmy Włochami Północy...
-
2009/04/23 10:11:23
@andsol - cóż, Grecja ma poturczonych Słowian... A Słowianie jeszcze w VII w. (tzw. "n.e.") jeszcze garnki lepili zamiast toczyć.

@endrju - Jeszcze co do Oktawiana i cnotliwego rzymskiego życia, to w sumie najzabawniejsze jest to, że głosząc odnowę moralną w duchu starej Republiki, z hasłami, których klan Giertychów by się nie powstydził, ożenił się z będącą w zaawansowanej ciąży (małżeńskiej i drugiej) Liwią, którą w tym celu rozwiódł z mężem... Nie ma to jak osobisty przykład.
-
2009/04/25 11:20:46
Drakaina, moze Ty zacznij pisac np. do 'Polityki' albo 'Newsweeka' o starozytnosci, wreszcie bym nie musiala zgrzytac zebami, kiedy ich czytam :P.
-
2009/04/25 11:27:13
@ ninedin - Chętnie bym, ale skąd wziąć taran, żeby mieć przebicie?
       

       Copyright