Blog > Komentarze do wpisu
Great Western Road

Jak debiutować, to na wielką skalę, nie? Jestem właśnie w drodze między dwoma debiutami - na wielkiej międzynarodowej konferencji i na zagranicznych wykopaliskach. Konferencja to Międzynarodowy Kongres Numizmatyczny, odbywający się co sześć lat, impreza na dobre kilkuset uczestników, najważniejsza w tej branży. Stres jak nie wiem co, oczywiście. Sławy, o których się dotychczas jedynie czytało w książkach, nagle okazują się ludźmi z krwi i kości, niekiedy nawet bardzo sympatycznymi. W każdym razie przeżyłam i zaliczyłam kolejny etap mojego tegorocznego Grand Tour. Przeżyłam również większą ilość whisky niż chyba wypiłam w dotychczasowym życiu, albowiem rzecz miała miejsce w Glasgow, no i wieczory upływały pod znakiem Show me the way to the next whisky bar...* Ale w Szkocji chyba każdy znajdzie coś, co mu zasmakuje, ja osobiście znalazłam, ale niestety chwilowo amnezja wymazała mi nazwę tego cudu z głowy - w jednej z posłanych do domu paczek jest ulotka, więc najpóźniej za miesiąc wpiszę tu w odpowiednim PS, co to było. (PS. Już znalazłam dzięki wikipedii. Jest to Laphrohaig. Szczególny urok posiada, kiedy stawia ktoś ważny...)

Samo Glasgow nie spodobało mi się jakoś szczególnie; jest miłe, ale raczej nieładne, aczkolwiek być może są tam ładne miejsca, do których nie dotarłam z powodu pogody (przez prawie tydzień niewiele się zmieniło w kwestii, o której pisałam w komentarzu do poprzedniego wpisu: padania, lania, mżenia i siąpienia na zmianę). Bardzo dziwaczne są tam muzea: zarówno Hunterian jak i Kelvingrove (oba odwiedziłam z okazji receptions, na których bogactwo jedzenia i picia było iście szkockie) to po prostu rozwijane przez dwa stulecia osiemnastowieczne gabinety osobliwości, w których szkielet słonia i wypchany wilk workowaty sąsiadują z odlewem czaszki Roberta the Bruce, erotycznymi żetonami rzymskimi, rozmaitymi kawałkami w formalinie i ekspozycją monet greckich zorganizowaną na kształt dysku z Fajstos i bez podpisów... Aha i jeszcze rzeczywiście fantastyczne zbiory geologiczne. A gdzieniegdzie popiersie królowej Wiktorii. I tak dalej. W Hunterian bardzo ciekawa kolekcja rzymskich "kamieni milowych", a konkretnie reliefów upamiętniających zaliczenie przez poszczególne legiony kolejnych mil marszu.

W Hunterian Art Gallery trafiła mi się natomiast gratka - spora wystawa grafik Muncha, co oznacza zebranie w jednym miejscu sporej liczby jego najsłynniejszych prac, z których osobiście chyba najbardziej lubię Madonnę, ale zachwyciło mnie jeszcze kilka innych. Był tam również portret Przybyszewskiego, tak nawiasem mówiąc.

W sumie pobyt tam był fantastyczny (no, pogoda mogłaby być lepsza...), towarzystwo takoż, na dodatek mieszkałam na bocznej uliczce od ulicy, która jest w tytule jednej z moich ulubionych piosenek i dlatego też trafiła również do tytułu notki. A teraz jestem w drodze, dosłownie, na kolejny wielki debiut (mam nadzieję, że również okaże się udany): jadę na wykopaliska w Werginie (starożytne Aigai w Macedonii) czyli w miejsce, o którym marzyłam. I oczywiście nieźle się z tego powodu stresuję, proszę więc trzymać za mnie kciuki...

Great Western Road

* Oto linki do wersji bardzo tradycyjnej, Ute Lemper, oraz takiej, która mnie pozytywnie zaskoczyła, Davida Bowie. Jak ktoś chce Doorsów, to niech sam sobie youtubuje ;)

niedziela, 06 września 2009, drakaina

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/09/07 00:19:36
Laphroaig? Islay single malt? "the most richly flavoured of all Scotch whiskies", jak się reklamuje? no dobra, dooobra :) - po powrocie zapraszam na szklaneczkę [może być 43 lub 57%, do wyboru :)]
-
2009/09/07 20:30:38
Dziękuję :) Może jednak ta mniej procentowa...
-
2009/09/08 10:07:19
Ja chcę to widzieć!!
Póki nie zobaczę, jak pijesz whisky, to nie uwierzę!!
-
2009/09/08 19:32:21
Vergina? Zazdroszczę Ci bardzo, ale pozytywnie. Nie stressuj się.
t.
-
2009/09/08 20:37:41
@ninedin - no cóż, nie mam zdjęć... Błąd. Ale mam świadków ;)
       

       

       Copyright