Blog > Komentarze do wpisu
Filip z konopi

Kiedy z powodu weekendowej awarii w domu wykopaliskowym w Verginie, połączonej z chwilową awarią mojego organizmu, przez którą nie bardzo mogłam ruszyć się gdzieś dalej, zmuszona byłam na parę nocy przenieść się do położonego o sto metrów dalej hoteliku, pani właścicielka dała mi do wyboru dwa pokoje, z których jeden zamiast numeru nazywał się Ptolemaios, drugi zaś Eumenes. Jak lubię akurat Eumenesa z Kardii, tak wybrałam Ptolemeusza, jako że w końcu to o jego potomkiniach co rusz podczas tej podróży wygłaszałam referaty. Jak już się zdecydowałam i głupio byłoby robić nagły odwrót, pani właścicielka oznajmiła mi, że w tym właśnie pokoju zatrzymał się kiedyś niejaki Faklaris. A konkretnie profesor Panagiotis Faklaris z Uniwersytetu Arystotelesa w Thessalonice, człowiek, którego jeśli chcę w tych rejonach zrobić jakąkolwiek karierę, powinnam unikać jak ognia.

Profesor Faklaris był oryginalnie jednym z uczniów i asystentów Manolisa Andronikosa, odkrywcy Wielkiego Tumulusu w Verginie i człowieka, który przekonał świat (a w każdym razie jego pokaźną większość), iż miasteczko to znajduje się na miejscu Aigai czyli dawnej stolicy królestwa Macedonii, a pochówki w rzeczonym tumulusie należą do rodziny królewskiej, w tym jednego z moich osobistych idoli, Filipa II. Kto był w muzeum Wielkiego Tumulusu, nie będzie miał chyba wątpliwości, że argumenty Andronikosa są oparte na bardzo solidnych podstawach. Po pierwsze tak wystawne pochówki jak w dwóch niewyrabowanych grobach musiały należeć do osób z najściślejszej elity. W wyposażeniu grobowym Grobu II i III nie ma przedmiotów poniżej bezwzględnie luksusowych. Srebrne, bogato zdobione naczynia, luksusowa zbroja z paradną tarczą, złoty kołczan i pektoral, pozłacane drzewce włóczni, niezwykle misternej roboty inkrustacje z kości słoniowej, złote i srebrne urny na prochy. I tak dalej, to tylko początek wyliczanki. Poza tym naprawdę wysokiej klasy malowidło zdobiące fryz Groby II (Filipa), na dodatek przedstawiające polowanie czyli typową rozrywkę męskiej części dworu królewskiego. Na dodatek na tymże malowidle można z dużą dozą prawdopodobieństwa zidentyfikować członków rodziny królewskiej: samego Filipa i młodego Aleksandra (podobnie wiele osób z rodziny królewskiej daje się mniej lub bardziej pewnie zidentyfikować wśród figurek z kości słoniowej).

Za lokalizacją Aigai w Verginie świadczy jeszcze kilka faktów. Po pierwsze pierwotnie to miejsce zostało uznane za odpowiednie przez historyka Nicholasa Hammonda, który porównał starożytne informacje o pogodzie w stolicy Macedonii z warunkami geograficznymi i jedynym miejscem, które dawało zgodność, była właśnie Vergina (a pogoda, a konkretnie typ wiatrów musiał być charakterystyczny, skoro zasłużył na wzmianki historyków antycznych!). Po drugie jedna z okolicznych wiosek nazywa się od średniowiecza Palatsitsa, co wskazuje na zachowaną pamięć o istnieniu tu kiedyś ważnego pałacu. Po trzecie wreszcie archeolodzy odkopali ruiny tego pałacu, które zgadzają się z tym, co wiemy o architekturze siedziby królewskiej w Aigai, łącznie z tym, że lokalizacja teatru jest taka, iż rzeczywiście dwór królewski mógł oglądać przedstawienia z pałacowego tarasu, jak przekazali historycy. Po czwarte w okolicy znaleziono wiele miejsc kultu, w tym świątynię z posągiem wotywnym z inskrypcją niejakiej Eurydyki, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa (chronologia, typ posągu) dającej się utożsamić z matką Filipa. Po piąte pochówków o charakterze arystokratycznym jest tu więcej; również wyrabowany tzw. Grób Persefony z jednymi z najpiękniejszych malowideł antycznych musiał należeć do kogoś znacznego, sądząc po jakości tych fresków (przeciętnego obywatela nie byłoby po prostu stać na zatrudnienie tej klasy artysty), nie mówiąc już o Grobie Eurydyki z królewskim tronem wśród wyposażenia. Na dodatek tuż koło nekropoli znajdował się heroon czyli świątynia kultu bohaterów i przodków - a w tym przypadku dwóch w jednym, albowiem zapewne głównym czczonym tam herosem był Herakles, mityczny przodek dynastii Argeadów. No i jeszcze jedno: analiza zarówno części uzbrojenia jak i szczątków mężczyzny pochowanego w Grobie II wskazuje, iż miał on jedną nogę krótszą oraz posiadał zaleczoną ranę w czaszce, której rezultatem musiała być utrata jednego oka. Obie te cechy fizyczne znane są z biografii Filipa...

To tak w skrócie, zarówno sam Andronikos jak i jego następcy poświęcili tej argumentacji wiele książek i artykułów. Tymczasem kiedy Manolis Andronikos zmarł, nie wyznaczając jednego następcy, profesor Faklaris niemal natychmiast zmienił front, oświadczając, że jego nieżyjący już mistrz gadał bzdury celem zyskania sławy, a prawdziwego Aigai należy szukać gdzie indziej.

Tezy, o ile mi wiadomo, miał dwie, ale jedną z nich znam jedynie ze słyszenia. Czytałam argumenty na rzecz pierwszej, jakoby Aigai należało lokalizować w pobliżu zidentyfikowanej starożytnej Miezy, w jednej z wiosek w pobliżu miasteczka Lefkadia. Mieza to miejsce, gdzie Arystoteles nauczał w gaju poświęconym nimfom chłopaków z macedońskiego dworu, co mogłoby świadczyć na korzyść tej tezy, ale nigdzie w źródłach nie mamy informacji, jakoby to miejsce znajdowało się de facto na przedmieściach stolicy. W pobliżu odkryto ruiny teatru, ale brak w jego pobliżu śladów budowli, która mogłaby stanowić rywala do tytułu pałacu królewskiego dla budynków w Verginie. Ba, w sumie nawet brak dostatecznie blisko porządnego akropolu i wzgórza, na którym ten pałac miałby się znajdować. Na dodatek sam profesor Faklaris, który twierdzi, że taki budynek się tam znajduje, jakoś nie kwapi się, żeby tam kopać...

W Lefkadii znajduje się również kilka macedońskich grobów z pięknymi malowidłami, ale nie wiemy wiele o ich wyposażeniu, a zachowane freski, jakkolwiek wspaniałe, nie mają aż tej klasy co porwanie Persefony czy polowanie z grobów w Verginie.

Drugą proponowaną przez Faklarisa lokalizacją ma być ponoć Arridaja, położona na północ od Pelli, ale tu tylko relata refero: z tego, co słyszałam w obozie przeciwnym jego tezom, jedynym argumentem na rzecz tej miejscowości ma być bizantyjska mapa. Kto widział antyczne i średniowieczne mapy, wie, że nawet jeśli nie odbiegały bardzo od rzeczywistości, to stopień ich dokładności był bardzo nikły.

Tak naprawdę jedynym argumentem ze wszystkich przytaczanych przez Faklarisa na obronę jego tezy jest ten, gdzie powołuje się na wzmiankę u Herodota o położeniu pierwszej stolicy Macedończyków po tym, jak zeszli z gór i zasiedlili równinę, która miała nastęnie stać się trzonem królestwa. Istotnie, opis ten bardziej pasuje do Edessy lub Lefkadii. Problem w tym, że Herodotowi pomyłki i piękne zmyślenia zdarzają się nagminnie, a poza tym - to już moja osobista refleksja - nie wiem, czy mamy całkowitą pewność, iż ta pierwsza siedziba to już Aigai...

Warto jeszcze przyjrzeć się argumentom, jakie wytacza Faklaris przeciw Verginie. A raczej ich brakowi. Upiera się on bowiem, że pochówki królewskie musiały być bardzo bogate i twierdzi, że można by je bez trudu znaleźć tam, gdzie chciałby widzieć Aigai (choć, jak już wspomniałam, z niejasnych powodów nie kwapi się do rozpoczęcia tam wykopalisk), a to, co Andronikos znalazł w Verginie to groby "jakichś innych ważnych osób". Problem jednak w tym, że jednocześnie twierdzi, że wszystkie ważne osoby były grzebane właśnie w Aigai... W pałacu widzi jakiś bliżej niezidentyfikowany budynek użyteczności publicznej, a teatr i świątynię Euklei z inskrypcją i grobem Eurydyki jakoś dziwnie pomija milczeniem.

Nocleg noclegiem, ale udało mi się również zobaczyć prof. Faklarisa w Verginie na własne oczy. Trzymał się od nas wyniośle z dala, otoczony wianuszkiem wpatrzonych w niego jak w święty obraz studentek, które nie odstępowały go ani na krok. Ponoć jego akolici wierzą święcie we wszystko, co mówi, a jak nie wierzą, to przynajmniej fascynują się oryginalnością tez. Może o to chodzi - ludziom zdarza się najbardziej w życiu pragnąć adoracji, nie mówiąc już o tym, że jak powszechnie wiadomo, nieważne czy mówią dobrze czy źle, byle z nazwiskiem.

Niestety, jak dla mnie profesor Faklaris wyrwał się ze swoimi tezami jak przysłowiowy - nomen omen - Filip z konopi...

Fragment fresku polowania

niedziela, 11 października 2009, drakaina

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/10/13 10:33:28
Cześć, mam propozycję: Czy mogłabyś rozwinąć ten twój komentarz, który zostawiłaś pod artykułem o kobietach w Kościele? Był skrótowy i nie wyjaśnił mi, jak to się stało, że podczas gdy w kulturach antycznych "szło ku lepszemu" w kwestii kobiecej, to przyszło chrześcijaństwo i trach! wszystko zepsuło. Zapytałam tam na forum, jak to się stało, co i kto dokładniej zepsuło - ale jacyś trolle zaczęli się wtrącać, więc lepiej byłoby może napisać o tym na blogu?

Nie znam historii starożytnej za bardzo, a moje problemy ze zrozumieniem tego sugerowanego przez ciebie procesu są następujące:

1. Czy to kultura żydowska była bardziej patriarchalna niż grecka i w szczególności rzymska? Bo chrześcijaństwo, jeśli rzeczywiście promowało kulturę bardziej patriarchalną niż te zastane - to musiało skądś ten patriarchalizm wziąć. Było sektą judaizmu, więc rozumiem że stamtąd.

2. Moje wątpliwości budzi to, że owe wg ciebie mniej patriarchalne kultury tak łatwo łyknęły propozycję "regresu". Jeśli łatwo łyknęły, znaczy, że propozycja trafiła na podatny grunt. W innych dziedzinach chrześcijaństwo nieraz budowało na gruncie zastanym: święta pogańskie przemianowywano na chrześcijańskie, świątynie takoż, a w dodatku doktryna chrześcijańska przesiąkła niezmiernie kategoriami prawa rzymskiego. Więc jak to mogłoby się stać, że akurat w kwestii kobiecej brutalne i wsteczne chrześcijaństwo narzuciło swe poglądy łagodnym i postępowym Rzymianom?

3. Z powodu zbyt małej wiedzy historycznej brakuje mi wyczucia chronologii. Byłoby fajnie, jeśli potrafiłabyś jakoś rozmieścić w czasie proces psucia kwestii kobiecej przez chrześcijaństwo.

Faktem jest, że Paweł z Tarsu póki żył, to zmieniał koncepcje (lub ewentualnie jacyś jego następcy krótko po nim, którzy pisali listy niby jego autorstwa): najpierw było "nie ma Żyda ani Greka, mężczyzny ani kobiety" i jeszcze parę innych postępowych kawałków, ale potem - podobno to rzeczywiście chronologicznie potem - zabronił kobietom odzywać się na zgromadzeniach i prorokować. Nasuwa mi się tu możliwość, że problem nie powstał w głowie Pawła, lecz w łonie świeżych chrześcijan, których kultura jednak nie akceptowała zbyt dużej swobody kobiet.

No ale co dalej - Paweł nie żył wiecznie. Jak to się zmieniało później? Biorąc pod uwagę, że doktryna chrześcijańska nie była w żadnym razie monolitem takim jak obecnie doktryna katolicka - jak to się działo po kolei i gdzie, że odbierano prawa kobietom? Czy to było dopiero po ogłoszeniu chrześcijaństwa oficjalną religią imperium? A co się działo w międzyczasie i w różnych stronach imperium?

4. Jaki wpływ miał na to wszystko fakt, że początkowo chrześcijaństwo było religią niższych warstw, a dopiero potem - wyższych?

Mam takie podejrzenia, że w dziejach niższe warstwy społeczne często miały swobodniejsze obyczaje niż te wyższe. Gdy rodzina biedna, to siłą rzeczy kobiety muszą pracować i decydować o sobie. Tak jest wbrew pozorom po dziś dzień, pomijając lokalne fluktuacje. W Niemczech zachodnich życie codzienne jest bardziej patriarchalne niż we wschodnich, bo zachodni Niemcy mogą utrzymać rodzinę z jednej pensji, a wschodni - nie. Nie tak dawno jeszcze biedna Szwecja jest mniej patriarchalna niż Wielka Brytania, gdzie zachowały się podziały klasowe i dążenie do naśladowania wyższych warstw. Patrząc na historię, mam wrażenie, że obecnie my wszyscy pod względem moralności stosunków damsko-męskich zachowujemy się tak, jak przed wojną zachowywali się robotnicy i może chłopi. (Kiedyś nawet Boy-Żeleński o tym pisał, że niższe warstwy nie zawracają sobie głowy konwenansami i są obyczajowo bardziej nowoczesne niż te wyższe.)

Z tego rodzi mi się podejrzenie, że chrześcijaństwo było bardziej liberalne wobec kobiet, gdy było religią biednych, a stało się mniej liberalne, gdy stało się religią elit. Czyli że nie sama doktryna decydowała o tym, lecz w pewnym stopniu doktrynę społeczeństwo dostosowywało sobie do układów społecznych. Przynajmniej w początkach chrześcijaństwa, póki nie zakamieniała na amen.
-
2009/10/13 15:00:00
@ Anuszka - a może ja zamiast komentarza to jakiś wpis na ten temat? Bo żeby odpowiedzieć na wszystko, to mi miejsca nie starczy, a poza tym może zanim wpis strzelę, to się inni zdążą wypowiedzieć ;) Ale spróbuję...

Wstępnie i ogólnie to Rzymianie ani specjalnie postępowi, ani tym bardziej łagodni nie byli. Ale kobiety zawsze w ich społeczeństwie miały stosunkowo dużo do powiedzenia, liczono się z nimi - gdyby nie to, to chociażby na dziedzińcu jednej z najważniejszych świątyń w Rzymie nie stałby posąg matki Grakchów, Kornelii... Co więcej, im więcej czytam, tym bardziej nie widzi mi się ta teza, że chrześcijaństwo zwyciężyło inne współzawodniczące z nim w cesarstwie kulty dlatego, że dopuszczało do kultu kobiety, bo właśnie od jakiegoś czasu wychodzą na jaw świadectwa, że np. mitraizm wcale nie był wyłącznie kultem dla mężczyzn. A moda na judaizm zaczęła się wśród rzymskich kobiet ze sfer raczej wyższych i prawdopodobnie pierwsze 'chrześcijanki' to były właśnie wyznawczynie jednej z sekt judaistycznych. Potem oczywiście z innych względów (np. obietnica równości i dobrego życia po śmierci) zaczęło się szerzyć wśród pozbawionej szans w życiu doczesnym biedoty.

Co do zaś regresu... no cóż, od połowy III w. zaczął on się szerzyć we wszystkich dziedzinach życia - imperium najzwyczajniej politycznie i ekonomicznie waliło się, więc ludzie, najpierw na peryferiach, a potem w centrum, zaczęli się od różnych rzeczy odzwyczajać. A potem, pod koniec IV w. przyszedł odgórny cesarski ukaz, że wszyscy mają się ochrzcić, a kto nie, tego pod topór. Autentycznie, prześladowania chrześcijan, które w wielu przypadkach ograniczały się do zsyłek do pracy w kopalniach w prowincjach (gdzie robotnicy nie ginęli jak muchy), to nic w porównaniu z pogromami pogan po Teodozjuszu. W warunkach ogromnego kryzysu polityczno-ekonomicznego, lęku przed prześladowaniami, najazdów kolejnych barbarzyńców, walk ideologicznych w obrębie samego chrześcijaństwa itd. obawiam się, że ostatnią kwestią, jaką ludzie się przejmowali, było to, że doktryna małymi kroczkami odsuwa kobiety od ich dotychczasowej pozycji. A jak to się już dokonało i okrzepło, to było za późno, żeby coś zmieniać. Zwłaszcza że prowincje zostały opanowane przez barbarzyńców, którzy właśnie chrześcijaństwo w takim już mizoginicznym wydaniu przyjmowali, wkrótce również Italia dostała się we wladzę Gotów, no i poszło...
-
2009/10/14 12:07:14
a może ja zamiast komentarza to jakiś wpis na ten temat?

No, właśnie o to mi chodziło!
-
2009/10/14 12:21:14
nie widzi mi się ta teza, że chrześcijaństwo zwyciężyło inne współzawodniczące z nim w cesarstwie kulty dlatego, że dopuszczało do kultu kobiety

Chyba nawet w tamtym wywiadzie z katolickim teologiem nie było aż tak śmiałej tezy.

Ale przy okazji zastanawia mnie, ile ma wspólnego z prawdą inna często lansowana przez konserwatystów klisza, że Rzym upadł z powodu rozwiązłości obyczajów i co za tym idzie, że chrześcijaństwo wygrało dzięki temu, że promowało powrót do obyczajów surowych i skromnych.

W sumie, nie wiem czym tak naprawdę chrześcijaństwo wygrało??? Jakie wcześniejsze przyczyny spowodowały, że na końcu rzymskiemu cesarzowi opłacało się wydać ten jego ukaz?

A moda na judaizm zaczęła się wśród rzymskich kobiet ze sfer raczej wyższych

To mi wprowadza tym większy zamęt. Co mogło pociągać bogate i wpływowe Rzymianki w religii, która ma niesłychanie szczegółowe i uciążliwe przykazania co do życia codziennego - a szczególnie uciążliwe dla kobiet? Judaizm feministyczną religią nie był.

Już bardziej rozumiem, że Rzymianki zafascynowane judaizmem ucieszyły się z dostępności wersji light, czyli chrześcijaństwa. Które miało wszystkie zalety judaizmu plus brak upierdliwych zakazów i nakazów rytualnych. (Sobór w Jerozolimie było to spotkanie zwolenników Piotra, lansujących chrześcijaństwo jako stricte judaizm i zwolenników Pawła, optujących za wersją light dla tzw. "narodów". Ostatecznie zgodzili się na wersję Pawła, pewnie dlatego, że przez całe lata odnosiła duże skucesy.)
-
2009/10/14 12:29:31
Mam taką dziwną dziurę poznawczą. Bo Kościół rozprzestrzenianie wczesnego chrześcijaństwa opisuje jak coś oczywistego. Nie wyjaśnia więc, co dokładnie było źródłem sukcesu tej religii. Co ona oferowała takiego lepszego od innych popularnych w imperium?

Z drugiej strony, w środowiskach nie-kościelnych (a właściwie: głównie antyklerykalnych, bo inne nie mają powodu zajmować się historią chrześcijaństwa) zauważam tę samą tendencję, tylko na odwrót:Jest moda na twierdzenie, że chrześcijaństwo to był pikuś, nic ważnego, że w imperium było tyle równie dobrych a nawet lepszych religii. No dobrze, ale kompletnie bez refleksji pomija się wtedy problem: Więc dlaczego to chrześcijaństwo stało się jednak takie popularne?

Strona klerykalna, w skrócie, odpowiada: bo Bóg tak chciał. Strona antyklerykalna odpowiada: Bo ten straszny cesarz ją siłą narzucił. No dobra, ale nie narzucałby jej, gdyby już wcześniej nie stanowiła intratnej opcji. Nikt nie odpowiada na pytanie - dlaczego taką się stała?
-
2009/10/14 17:49:01
nie wiem, jak to tam było z przyczynami i skutkami w relacjach kościół-kobiety. Chcę tylko dodać parę informacji z czasów wczesnego chrześcijaństwa, o których mało kto wie (no bo kto czyta tzw. apokryfy). Otóż kanon Nowego Testamentu kształtował się aż do IV wieku, a same ewangelie, listy, apokalipsy, etc. powstawały na przełomie I i II wieku i w wieku II. Było ich sporo. Najgłośniejsze (i najwcześniejsze) z (obecnie) niekanonicznych, głównie gnostyckie, to Ewangelie Tomasza, Judasza, Piotra, Marii Magdaleny. Otóż w tych "apokryfach" (jak nazywa je kościół) są wyraźne wzmianki o antagonizmie pomiędzy Marią Magdaleną i Piotrem. Jak to mogło wpłynąć na późniejsze relacje Kościół-kobiety?

Druga sprawa: Gnostycy (uwaga: do gnostyckich niektórzy zaliczają też kanoniczną Ewangelię Jana!) mieli ambiwalentny stosunek do erotyki, ale to dłuższa historia. Można poczytać w sieci.

Trzecia: w (kanonicznej) ewangelii Mateusza jest rodowód Jezusa "z ciała" (od Abrahama po Józefa !). W rodowodzie, obok przodków w linii męskiej (3 razy 14 - 1, by było zgodne z proroctwami) jest wymienione explicite pięć kobiet, w tym cztery prababki Jezusa. Wśród nich: Tamar (synowa Judy, która miała dziecko z tymże Judą), Rut Moabitka i żona Uriasza (czyli Betsabe), z którą dziecko (Salomona) miał Dawid. Te trzy trudno uznać za "dobrze prowadzące się" (zwłaszcza Tamar - kto nie wie, niech poczyta odpowiedni rozdział z Tory, a dokładniej z Genezis). Z kolei Księgę Rut polecam w przekładzie Miłosza (tomik "Księgi pięciu megilot"). Jedna Betsabe raczej nie miała wyboru ... co król to król. Wymienienie akurat tych niewiast wśród prababek Jezusa chyba coś znaczy, ale nie jestem pewien, co ...
-
2009/10/15 16:12:32
Jeżeli mogę się wtrącić na temat jednego aspektu, który podlega dyskusji - parę słów a propos pytania Anuszki o obyczaje.
Zamiast się mądrzyć sama, podeprę się autorytetem Evy Cantarelli, włoskiej badaczki, zajmującej się m.in. problemami socjologii seksualności w czasach starożytnych.
Zacznijmy może od tego, że idea pt. "Rzym upadł z powodu rozwiązłości" jest mało prawdopodobna i mało przekonująca - idea, że dekadencja osłabiła Rzymian na tyle, że nie zdołali się obronić przed barbarzyńcami, jest w sumie rodem z pism samych Rzymian (i, dodajmy, pojawiała się w nich mniej więcej od... upadku republiki, I w. p.n.e., kiedy to historyk Salustiusz narzekał na luxuria, zbytek, przez który słabnie państwo. Ja sama (klasyk, ale zastrzegam, nie historyk starożytności) byłabym skłonna raczej widzieć problemy gospodarcze, a nie upadek obyczajów, jako źródło kłopotów i w sumie upadku imperium.
I teraz do Cantarelli. Ona pisze (a ja czuję się przekonana), że tradycyjny rzymski model obyczajowy - w którym, skrajnie upraszczając, pan-mężczyzna udowadniał swoje kwalifikacje do rządzenia państwem i światem przez pełne podporządkowanie sobie, także seksualne, wszystkich nie-mężczyzn w familia, tj. żony, konkubin, niewolników płci obojga i dzieci (przy czym w przypadku dzieci mowa niekoniecznie o kazirodczych związkach, raczej o pełnej kontroli ich wchodzenia w związki z innymi ludźmi - że ten mianowicie model zaczął zdychać gdzieś na początku cesarstwa. Innymi słowy, zdaniem E. C., rewolucja polityczna działa się w tym samym czasie, co rewolucja społeczna - a ich wspólną cechą było przeniesienie nacisku na życie prywatne obywatela; na znaczenie mniej kariery (nie każdy umie i chce robić karierę pod rządami coraz bardziej boskich cesarzy...), bardziej miłości i/lub rodziny. I tu wchodzi drugi element: wzrastające oddzielenie cesarza od ludu.
Cesarze już od Augusta noszą często tytuł Divi filius, syn boskiego (w domysle, ubóstwionego Cezara); już od Augusta zaczyna się kult, najpierw ich Geniusza (ducha opiekuńczego), potem ich osoby. Przepaść między cesarzem a zwykłym Rzymianinem szybciutko robi się nie do przebycia; cesarz wchodzi w sferę boską. Część dość upiornych ekscesów kolejnych cesarzy (Kaligula i jego romanse z rodzonymi siostrami) da się tymi aspiracjami do boskości wyjaśnić - w końcu sypiając z Drusillą Kaligula nie robił nic, czego nie robiłby Jowisz, sypiający ze swoją żoną/siostrą Junoną... I teraz, przy tym narastającym rozdzieleniu życia monarchy od życia ludu, rozdzielają się systemy moralne: to, co jest akceptowalne dal boga-cesarza, jest obce dla ludu. Pojawia się, już w koncepcjach pogańskich, ideał wierności małżeńskiej, wstrzemięźliwości etc., a zarazem - coraz mocniejsze podporządkowanie kobiet mężom, co pewnie miało związek także i z sytuacją polityczno-ekonomiczną (niepokoje społeczne, ciągłe wojny domowe - to już III wiek n.e. będzie). Żeby nie szukać daleko przykładów takich pogan-moralistów: Plutarch, jak najbardziej poganin, kapłan Apollina, którego poglądy na małżeństwo i rodzinę nadawałyby się po bardzo niewielkich przeróbkach do uznania za niemal chrześcijańskie...
Dodajmy jeszcze, że ideały wstrzemięźliwości, abstynencji seksualnej i generalnie pochwały samokontroli niekoniecznie są pomysłem judeochrześcijańskim, jako że pojawiały się w filozofii greckiej co najmniej od czasów Pitagorasa, jak nie wcześniej (misteria orfickie).
Ufff... wieczorem pewnie napisze jeszcze coś o bogatych pogankach sympatyzujących z judaizmem :)
-
2009/10/15 16:19:43
Jeszcze raz, bo przeczytałam, i widze, że jest mało jasne:

Napisałam Innymi słowy, zdaniem E. C., rewolucja polityczna działa się w tym samym czasie, co rewolucja społeczna - a ich wspólną cechą było przeniesienie nacisku na życie prywatne obywatela; na znaczenie mniej kariery (nie każdy umie i chce robić karierę pod rządami coraz bardziej boskich cesarzy...), bardziej miłości i/lub rodziny. .

Chodzi o to, że ideałem przestaje być agresywny zdobywca, podporządkowujący/gwałcący wszystko, czego mu się zachce (a taki ten ideał był, niestety). Cezar, za którym ciągnęły się przez całe życie plotki o purpurowych sukienkach, które miał nosić jako kochanek Nikomedesa z Bitynii, był gdzieś w połowie drogi między tym starym ideałem a już innym obrazem; August, którego niektórzy posądzali o to, że jako nastolatek był kochankiem Cezara,a większość Rzymu miała za męża nieco zbyt słuchającego poleceń żony, to był następny krok. Pojawiła się, także w literaturze, moda na pewien sentymentalizm, na to, że zamiast np. karać gwałtem niewierną kochankę, umiera się z nieodwzajemnionej miłości etc. Zaczyna dominować inny ideał mężczyzny: bardziej miękki, mniej brutalny, mniej zdobywca.
-
2009/10/15 16:30:49
a propos tej popularności judaizmu, jedno zdanie:
One (te bogate panie z greckich i rzymskich rodów) MIAŁY swój judaizm w wersji light. Pełne konwersje były dość rzadkie (jedyny literacki opis jaki mamy, to jest konwersja Heleny z Adiabene, znana z Józefa Flawiusza (Starożytności..., XX, 2, ,1), częściej przyjmowano tylko pewne zasady judaizmu (zwykle po prostu wiarę w jednego boga i poczucie przynależności do Narodu Wybranego), bez konieczności przestrzegania wszystkich micwot, czyli np. bez koszerności etc. Ci sympatycy judaizmu, zwani theosebeis, byli często opikunami - lub opiekunkami, bo sporo było wśród nich pań - gmin i wspólnot żydowskich, a później chrześcijańskich; miała do nich należeć np. cesarzowa Poppea, żona Nerona, choć w jej przypadku nie jest to do końca pewne.
i wiem, to co napisałam, nie wyjaśnia, co te kobiety ciągnęło do judaizmu, nawet w wersji light :)

Artykuł (dobry) o "bojących się Boga", także w kontekście wczesnochrześcijańskim: www.journalofbiblicalstudies.org/Issue10/Godfearer.pdf
-
2009/10/15 17:16:07
@ Old-wolf - myślę, że fakt, iż Biblia jest zbiorem tekstów pochodzących pierwotnie z bardzo różnych kultur, od sumeryjskich po greckie, sprawia, że w samym tekście można znaleźć przykłady na wszystko :) Nawet na takie różne sympatycznie potraktowane i mające coś do powiedzenia kobiety jak Rut, nie mówiąc już o różnych aspektach tego, co skądinąd moralność judeochrześcijańska uznaje za niewłaściwe.

@ Ninedin - a propos Kaliguli (i poniekąd jako rozwinięcie tego, co napisałam do Oldwolfa), to na dodatek we wszystkich właściwie kulturach bliskowschodnich owego czasu małżeństwo kazirodcze, zwłaszcza z siostrą, było "królewskie" i "boskie". Egipt, za nim greccy skądinąd Ptolemeusze itd. Rzadko chyba się pełnym głosem w popularnym odbiorze wspomina, że Kleopatra VII była formalnie zamężna z dwoma swoimi braćmi.

A co do tego "zmiękczenia" ideału męskiego, to chyba po części miało na to wpływ uwielbienie Rzymian dla wszystkiego, co greckie - w helleńskim, homeryckim etosie bohater ma prawo płakać, rozpaczać, okazywać emocje. Pisał o tym Lessing w "Laokoonie" i ta teza, że Europę ukształtował ten rzymski stoicki etos, który akurat w tym wymiarze okazał się szkodliwy, jest dla mnie przekonująca. Z tego etosu, z porzuceniem moralności stoickiej, biorą się przecież takie wynaturzenia jak macho itd.

To tak na szybko, bo pewne sprawy też muszę sobie przemyśleć.
-
2009/10/15 17:16:47
PS. @ Anuszka - Oczywiście, że teza, jakoby Rzym upadł przez rozwiązłość, nadaje się głównie dla Hollywoodu ;)
-
2009/10/15 20:14:42
@oldwolf
Otóż w tych "apokryfach" (jak nazywa je kościół) są wyraźne wzmianki o antagonizmie pomiędzy Marią Magdaleną i Piotrem.

O ile nie są fałszywkami, to ich status apokryfu oznacza, że Maria Magdalena przegrała z Piotrem i dlatego odsunięto ją w cień.
-
2009/10/15 20:22:14
@ninedin

przeniesienie nacisku na życie prywatne obywatela; na znaczenie mniej kariery (nie każdy umie i chce robić karierę pod rządami coraz bardziej boskich cesarzy...), bardziej miłości i/lub rodziny

Słowo daję, zupełnie jakbym czytała o Polsce lat 80 XX wieku... :-)
-
2009/10/15 20:37:36
@ninedin
Aha, OK, z tymi sprawiedliwymi poganami, to było mi skądinąd znane:
en.wikipedia.org/wiki/Ger_toshav
Tylko jakoś zdawało mi się, że w starożytności wymagano od takich pogan, by i tak przestrzegali wszystkich przykazań żydowskich. Idea siedmiu praw Noego - wydawało mi się, że wyłoniła się później, w czasach talmudycznych. Ale możliwe, że się myliłam. W Wikipedii piszą np. tak: en.wikipedia.org/wiki/Seven_Laws_of_Noah#First_Century_CE.2C_Acts_15
-
2009/10/15 20:42:40
Europę ukształtował ten rzymski stoicki etos

A skąd się on wziął w Rzymie?
-
2009/10/15 23:58:21
No z Grecji, ale tam nigdy nie zyskał takiej popularności jak w Rzymie. Rzymianie w kwestii szeroko pojmowanej kultury nie wymyślili sami zbyt wiele, więcej pomysłowości wykazywali w sferach militarno-politycznych, ale pochodzenie greckie nie znaczy, że jest to w epoce cecha typowo grecka.

A tak na marginesie pytania o to, dlaczego akurat chrześcijaństwo zwyciężyło konkurentów, to teraz sobie myślę, że może jednym z powodów było istnienie już wówczas dość scentralizowanej hierarchii, instytucji. Inne kulty nie miały "supernadzorcy" - bywali lokalni najwyżsi kapłani, bywały stopnie wtajemniczenia, ale nie było ośrodka władzy religijnej. Z politycznego punktu widzenia, próby scalenia tego rozsypującego się kolosa, którym było Imperium, to mogło być nie bez znaczenia.
-
2009/10/16 00:17:20
@drakaina: to, ze Księga Rut to sympatyczna, a powiedziałbym nawet, że dobra literatura, to jedno. Natomiast to, że wymienia się explicite Rut jako prababkę Jezusa to zupełnie co innego. To musi coś znaczyć dla Kościoła, bo Kościół uważa, że ewangelie to dzieła natchnione. No i co? zapytałem kiedyś znajomego biskupa, jedyne co usłyszałem, że to rzeczywiscie musi coś znaczyć, a potem uwagę, że dzisiejsi nasi katoni uznaliby, że Jezus miał złe pochodzenie, coś w rodzaju dziadka z Wehrmachtu.

@anuszka - znawcy starożytnych rękopisów uważają za pewne pochodzenie tych "apokryfów" z tych samych czasów, co ewangelii kanonicznych. Literaturę można znaleźć w sieci.
-
2009/10/17 20:31:32
@drakaina
istnienie już wówczas dość scentralizowanej hierarchii, instytucji

Myślałam, że centralizm to się dopiero zaczął właśnie po zrobieniu chrześcijaństwa oficjalną religią cesarstwa.


@old-wolf

Znaczy, że rzeczywiście Maria Magdalena przegrała rywalizację z Piotrem i dlatego została zmarginalizowana również w oficjalnych pismach. Ciekawe, że Piotr z Pawłem w porę się pogodzili i dzięki temu żaden z nich nie wylądował w apokryfach.
-
2009/10/17 21:00:51
Szybki przegląd gógli wskazuje, że są jakieś tam pomysły na znaczenie Rut dla Kościoła:

Te trzy kobiety były cudzoziemkami, pochodziły spoza Izraela, co potwierdza powszechny charakter zbawienia wbrew przekonaniom większości Żydów z czasów Chrystusa, że przez Boże wybranie oni przede wszystkim są mili Bogu.
www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TB/petrus_2009_j_a_kobiety_01.html

Taki pogląd powtarza się w różnych publikacjach katolickich i protestanckich.

A tutaj ciekawostka, komentarz rabina:
Wymienione w rodowodzie kobiety są zasłużone w tradycji żydowskiej pomimo że miały albo wątpliwe pochodzenie, albo były uwikłane w jakieś nieprawomyślne ekscesy seksualne. Tak sformułowany rodowód wydaje się być polemiką z oskarżeniami złe prowadzenie się Maryi.
http://books.google.pl/books?id=_qSWLVIi2xwC&pg=PA2&lpg=PA2&dq=ruth+jesus+genealogy&source=bl&ots=pL5hRN4IS8&sig=7P7BEv9o4viZ3AneSs0zBqJy6CM&hl=en&ei=fxHaSq3GH4PAmQO3yJjXDA&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=9&ved=0CB4Q6AEwCA#v=onepage&q=ruth%20jesus%20genealogy&f=false
       

       

       Copyright