|
Blog > Komentarze do wpisu
Klasycyzm
Będąc w Kopenhadze odwiedziłam również Muzeum Thorvaldsena - po części dlatego, że jest tam niewielka, ale warta zobaczenia kolekcja sztuki antycznej, a poza tym jakoś tak nie wypada nie zobaczyć największego powodu do dumy sztuki duńskiej... Nie żebym jakoś maniakalnie kochała klasycyzm; po prawdzie uważam go za epokę raczej wiejącą nudą. Ale kiedy zwiedzałam to muzeum, a zwłaszcza dodatkową ekspozycję zdradzającą nieco z warsztatu Thorvaldsena - kopisty rzeźb antycznych, gdzie między innymi pokazane były "surowe" gipsowe modele późniejszych "wygładzonych" rzeźb, przekonałam się po pierwsze, że był to niezwykle utalentowany artysta - zarówno szkice jak te modele zdradzają niezwykłe wręcz wyczucie materii plastycznej - a po drugie naszła mnie pewna myśl, która po prawdzie do teraz nie daje mi spokoju. Mianowicie co stanowi o tym, że akceptujemy powszechnie rzymskie kopie greckich arcydzieł jako coś, co zasługuje na wystawienie w pierwszorzędnych muzeach i ogólny podziw, podczas gdy kopie wykonane w XVIII budzą w nas zupełnie odmienne uczucia. Nie sądzę, żeby była to tylko kwestia "akademizmu" - niebywałej wręcz doskonałości, czystości formy artystów takich jak Canova czy właśnie Thorvaldsen, ani tym bardziej dodatkowej "wtórności" - ci rzeźbiarze powielali przecież coś, co już samo było zaledwie cieniem oryginału. Obawiam się wręcz, że w tzw. powszechnym odbiorze nie ma świadomości co do tego, że ogromna większość znanych nam marmurowych rzeźb greckich to tak naprawdę rzymskie kopie brązowych oryginałów, które dawno temu zostały przetopione na różne inne rzeczy i w ten sposób zaginęły bezpowrotnie. Należałoby nawet po prawdzie żałować, że te oryginały nie przetrwały do XVIII w. - ówcześni rzeźbiarze skopiowaliby je ze znacznie większym pietyzmem niż ci na usługach zamożnych Rzymian. Rzymscy kopiści bowiem - a także Grecy wykonujący zlecenia dla rzymskich klientów - dokonywali nierzadko znaczących "korekt" oryginału, aby dostosować rzeźbę do zmienionych warunków ekspozycji (czym innym jest nisza świątynna niż otwarty ogród), a także indywidualnych gustów zamawiającego. Oczywiście ci najbogatsi mogli sobie pozwolić na posiadanie zrabowanego w Helladzie oryginału, podczas gdy podrzędne kopie były dostępne już dla przeciętnego mieszczucha. I nierzadko tak naprawdę dysponujemy tymi wcale nie najlepszymi naśladowictwami, które nie tylko odbiegają od oryginału, ale czasem wręcz zdradzają niezbyt wielką wprawę techniczną wykonawcy. Na ich podstawie, z pomocą źródeł pisanych czy wizerunków monetarnych, musimy odtwarzać, jak mógł wyglądać oryginał, ale to zawsze będą tylko przybliżenia. Gdybyśmy mieli kopie dłuta wielkich klasycystów, moglibyśmy zapewne ze znacznie większym spokojem uznać, że mamy wierne imitacje. Thorvaldsen wykonywał niezwykle wnikliwe studia i szczegółowe szkice; jak pisał, potrafił cały dzień spędzić w galerii sztuki antycznej, żeby dokładnie oddać oryginał. Nam, wychowanym na romantycznym ideale indywidualizmu i oryginalności, taka sztuka siłą rzeczy wydaje się wtórna, ale patrząc na te idealnie piękne rzeźby pomyślałam sobie nagle, że gdyby były kopiami istotnie oryginałów a nie ich naśladownictw, nasza wiedza o sztuce antycznej mogłaby być znacznie większa, nawet gdyby te oryginały też zaginęły w jakiejś dziejowej zawierusze. I jeszcze jedno: nie będąc specjalistką od materiału ani narzędzi, nie jestem pewna, czy byłabym w stanie odróżnić dobrą kopię rzymską od dobrej klasycystycznej. No może po stanie zachowania - te osiemnastowieczne nie mają poobtłukiwanych różnych części ciała...
PS. Pytanie konkursowe (choć nie wiem, jaka mogłaby być nagroda ;) - co to za rzeźba, Koteczku? piątek, 13 listopada 2009, drakaina
TrackBack
Komentarze
andsol-br
2009/11/13 03:04:57
Jeździec z koniem z dwoma uszkami. Zgadłem, Kiciuniu?
2009/11/13 09:56:59
W ramach wtapiania się w klimat Warszawy, właśnie 2 dni temu oglądałam ten odcinek "Zmienników". To jest ten facet na koniu, z wyciągniętą ręką, co stał na Adolf-Hitler-Platz. :-)
2009/11/16 23:21:17
Dobra, tu się mogę przyznać, a w domu, w którym mam historyka sztuki, niekoniecznie :P. A. Lubię Thorvaldsena, B. Lubię Canovę. :))
|
|