Blog > Komentarze do wpisu
Historia prawdziwa

Pewnego dnia, jakieś dwa lata temu, wybraliśmy się niewielką grupką do Bielska z jego okolic. Ja (za kierownicą), moja Przyjaciółka, jej Brat i ich Kuzynka. Jechaliśmy dwupasmową obwodnicą miasta, kiedy nagle niezbyt daleko przed nami pojawił się ogromny tir, który przeciął jezdnię w przeciwnym kierunku i wtaczał się właśnie na przełączkę z ewidentnym zamiarem skręcenia na nasz pas. Nie wiem, czy kierowca nas nie widział, czy w ogóle nie przyszło mu do głowy popatrzeć, dość, że ku mojemu absolutnemu przerażeniu nie zatrzymał się na przełączce, ale kontynuował wtaczanie się na pas. Trąbienie nic nie pomogło - facet powolutku ale nieuchronnie pożarł najpierw jedną jezdnię, a następnie zaczął przesuwać się na drugą.

Jeżeli kiedykolwiek w życiu czułam się jak Sherlock Holmes z poprzedniej notki, to wtedy, ponieważ prawie że pamiętam procesy myślowe zachodzące w mojej głowie w ciągu raptem sekund. Ocena, że dalsze hamowanie nic nie da - za blisko. Ocena, że on zajmie oba pasy wcześniej niż ja tam dojadę, nawet gdybym w tej chwili ostro przyspieszyła. Ocena, że niewielka skarpa i krzaki na poboczu są lepszym miejscem na zarycie się maską samochodu niż ciężkie żelastwo. A potem już zupełnie ułamkowosekundowa decyzja: na poboczu jest dość miejsca, żeby po szutrze się prześlizgnąć tuż przed maską tira. Delikatny skręt zamiast ostrzejszego, lekkie przyspieszenie zamiast hamowania, chwilę potem znów gładki asfalt pod kołami, a we wstecznym lusterku tir blokujący oba pasy i pobocze. Jechałam przed siebie, przegapiłam zjazd, gdzie mieliśmy skręcać, a potem, jak już zawróciliśmy, na wszelki wypadek natrąbiłam na jakąś nieszczęsną ciężarówkę, która zbliżała się do drogi od strony prawej. (Skądinąd niech żyją polskie dwupasmówki z kolizyjnymi skrzyżowaniami.) Potem nogi jak z waty na parkingu. I nagłe zdziwienie - jakim cudem nie zatrzymałam się nieco dalej na tym poboczu i nie nawrzeszczałam na tirowca, jak ze wszech miar nakazywałby mój temperament. Może dlatego, że racjonalny umysł, którego tempo myśli zdecydowanie zwolniło, nie wierzył do końca, że się udało, więc po prostu jechałam przed siebie.

Nie opisywałabym tej krew w żyłach mrożącej sceny, gdyby nie pewne okoliczności, które ją poprzedziły. Otóż Kuzynka, etnolożka (i jeszcze parę innych rzeczy, bo przy niej to chyba nawet ja mało kierunków studiowałam), dopiero co nabyła gadżet zwany Pierścieniem Atlantów i przez cały dojazd do obwodnicy nawijała o tym, co jest o nim napisane w ulotce reklamowej czy też co wyczytała w necie - w sumie nie wiem, skąd miała te wszystkie informacje. Opowiadała o tym pół serio, wszyscy się w sumie podśmiewaliśmy, przytaczając różne anegdotki o wizytach w dziwacznych sklepach. Z całego tego wywodu utkwiło mi w pamięci jedno zdanie: "i wiecie, on chroni też przed wypadkami drogowymi". Pewnie dlatego utkwiło, żeśmy sobie z niej żarty robili, że go akurat teraz zabrała.

Nie twierdzę, że Pierścień Atlantów uratował nam życie, daleka jestem od wiary w cudowne własności przedmiotów wszelakich i tak dalej. Kiedyś przez przypadek napiłam się wody święconej i jak widać nadal żyję, a jakkolwiek wszystkie bez wyjątku moje komputery i komórki zachowują się tak, jakby siedziały w nich jakieś wyjątkowo złośliwe stwory psujące, co się da (do tego stopnia, że największy sceptyk wśród moich kolegów powiedział, że "podważam jego wiarę w racjonalność świata") - to pomimo tego wszystkiego nieskromnie uważam, że uratowały nas wtedy właściwe ułamkosekundowe decyzje i refleks. A pierścień? Ot, zbieg okoliczności.

Dlaczego więc w ogóle o tym piszę? Otóż środowiska katolickie w Polsce, najwyraźniej nie mając nic lepszego do roboty, zabrały się ostatnio za kilka krucjat. Jedna z nich dotyczy właśnie Pierścienia Atlantów jako groźnego symbolu okultystycznego, który prowadzi prosto w objęcia szatana i tak dalej. Wszystko przez to, że na blogu "byłej satanistki" ktoś znalazł opis - skądinąd stanowiący parodię problemów Froda z Jedynym Pierścieniem - straszliwych mąk, jakie autorka rzekomo przeżyła po założeniu Pierścienia Atlantów.

A ja tymczasem, gdybym chciała, mogłabym napisać śliczną hagiograficzną historyjkę z Pierścieniem w roli głównej. O uratowaniu życia. Dokładnie taką, jakie można wyczytać na różnych portalach o wszelkiego rodzaju cudownych medalikach i tak dalej. Co tylko potwierdza tezę jednego z komentatorów trzy notki wstecz, że "Kościół walczy z tymi, którzy chcą naruszyć jego monopol na magię... ;)"

Swoją drogą krucjata przeciw Pierścieniowi nie jest jedyną. Po enuncjacjach na najwyższym szczeblu na temat Dana Browna zaczęła się teraz również instytucjonalna walka ze Zmierzchem. Bo wampiry złe one bardzo są, i bardzo źle w złym - choć opiekuńczym, miłym, honorowym i przed ślubem nawet o żadnych tam takich nie myślącym - wampirze się zakochać, oj źle bardzo. Cóż, akurat ten przykład pokazuje, że co kultura to co innego złego w nieszczęsnym Edwardzie Cullenie widzi, albowiem jak pokazała N, amerykańskim feministkom nijak wampirzość nie przeszkadza, za to tradycyjny model rodziny jak najbardziej. Może by tak jakoś dotknięciem - nomen omen - magicznej różdżki sprawić, żeby katoliccy działacze w Polsce i feministki w Ameryce zobaczyli w Zmierzchu to, co widzą ci drudzy? Byłoby po problemie...

Pierścień minojsko-mykeński

czwartek, 11 lutego 2010, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/11 14:53:26
Monopol na magię, tak... To jest dalszy ciąg naszej rozmowy z PFG pod którymś z poprzednich wpisów.

Nawet mogę przytoczyć ten fragment Katechizmu, który Paweł poznał dzięki mnie, i który go nieodmiennie szokuje:

Wróżbiarstwo i magia

2115 Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności.

2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu.

2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim - nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.


www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkIII-2-1.htm
-
2010/02/11 15:20:28
A co znaczy zdanie "Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności"?
-
2010/02/11 15:33:14
@drakaina

Oryginał brzmi w tym miejscu tak: Inconsideratio defectum responsabilitatis potest constituere.
-
2010/02/11 16:04:52
Widziałem kiedyś na tablicy przed jednym z kościołów w Krakowie plakat opisujący różnego rodzaju amulety - nawet nie wiedziałem że tyle tego jest ;) - z wyjaśnieniem pod każdym, dlaczego on jest zły, dlaczego katolik nie powinien tego nosić, we władze jakich ciemnych sił się oddaje zakładając to itd. Pełne kompendium po prostu ;) Ten "pierścień Atlantów" był tam także - zresztą właśnie z tego plakatu dowiedziałem się o istnieniu czegoś takiego ;). Było to wszystko napisane w tak cudownie oszołomskim stylu ;), że warte utrwalenia - jak kiedyś jeszcze raz na to trafię, to się tam chyba wybiorę z aparatem... ;)
-
2010/02/11 16:17:27
A swoją drogą zajrzałem na tego "bloga byłej satanistki". To jest przerażające. I nawet nie to, ze osoba która to pisze jest prawdopodobnie chora psychicznie (bo nie potrafię sobie inaczej zinterpretować takich tekstów), tylko fakt, że ktoś może takie rzeczy brać na poważnie!
Dlaczego religia - która skądinąd, przy właściwym do niej podejściu, potrafi być bardzo pozytywną rzeczą - potrafi do tego stopnia wyłączyć u niektórych krytycyzm???

W charakterze humorystycznej odtrutki polecam - jeżeli jeszcze nie znacie - znakomitą stronę www.cytatybiblijne.pl/ ;)
-
2010/02/11 16:32:43
@Raj

Już myślałem, nie nie przypomnę sobie, gdzie to już widziałem, jednak udało się (obrazek w rozmiarze oryginalnym tutaj). Chociaż zdaje mi się, że jeszcze jakiś inny podobny plakat szwendał się po internetach - być może właśnie ten masz na myśli.
-
2010/02/11 17:03:25
@ Anuszka - wiem, że nie jesteś autorką katechizmu, ale najwyraźniej go porządnie przeczytałas i choć trochę rozumiesz, więc czy możesz mi wyjaśnić, czym różni się (zły) amulet od wszystkich tych medalików ze świętymi i krzyżyków? (Oczywiście wiem: "znakiem": tamte maja ujemny, a te dodatni, ale nie o to mi chodzi.) Przecież ich funkcja jest dokładnie taka sama, co więcej, zdarza się czytać dokładnie takie świadectwa jak to szkaplerz czy krzyżyk uratował komuś życie, bo np. trafiła w niego kula. No i ja pytam: znaczy się gdyby w tym samym miejscu był amulet z innym przedstawieniem, to kula złośliwie trafiłaby tuż obok, najlepiej w serce?
-
2010/02/11 17:04:47
A jeżeli jeszcze ktoś chce jeszcze spoglądać w Otchłań, tu znajdzie źródło kampanii plakatowej (mnóstwo pdfów, polecam zwłaszcza ten. Natomiast tutaj spodziewałem się znaleźć plakat, który widział Raj, jednak nie ma go tam, choć da się zauważyć wspólne inspiracje.
-
2010/02/11 23:25:58
@arthur_the_king
Z takimi pytaniami to pisz do Ratzingera: benedictxvi@vatican.va
-
2010/02/12 00:18:56
@ Anuszka - ech, po prawdzie miałem nadzieję, że może tam jest coś więcej o tym napisane, jakieś definicje, że zły amulet to jedno, a dobry medalik to drugie. A B16 pewnie i tak nie odpisuje, więc mała szansa, że rozwikła zagadnienie trafiania kulą w różne rodzaje amuletów. Za definicjami poszperam, bo to interesujące. Tzn. zawsze ciekawe są te lingwistyczno-logiczne zawijasy, jakie oni wyprawiają, żeby definicja pasowała do światopoglądu.
-
2010/02/12 13:46:16
@ nachasch - ten pdf to skarb absolutny! Ankh jako "krzyż z kokardką" powalił mnie już na wejściu. Swoją drogą ten plakat świadczy o totalnej nieznajomości własnej tradycji.

Oto cytat z wywiadu z najwybitniejszą polską specjalistką od sztuki wczesnochrześcijańskiej, prof. Jastrzębowską z Warszawy: Już w IV wieku stosowano rozmaite krzyże. Na przykład równoramienny krzyż grecki czy z pętelką w miejscu górnego ramienia, czyli tak zwany Ankh. Ten ostatni wywodził się z egipskich hieroglifów i był symbolem życia. Chrześcijanie go zaadaptowali, ale ostatecznie zatriumfował, zdominował inne, klasyczny krzyż łaciński o długim dolnym ramieniu.

Cały wywiad tutaj, jest bardzo ciekawy.

@ arthur - obawiam się, że jedyną różnicą, jaką widzi katechizm okaże się ten "znak plus i minus" ;)
-
2010/02/12 14:48:52
@drakaina
obawiam się, że jedyną różnicą, jaką widzi katechizm okaże się ten "znak plus i minus" ;)

Nie, nie dokładnie. Akurat KKK wszelkie tego typu znaki określa jako towarzyszące modlitwie. W oderwaniu od niej stanowią zabobon (KKK 2111).
Konkretnie medaliki zaliczane są do elementów religijności ludowej, która może towarzyszyć modlitwie, ale która wymaga od duszpasterzy, a szczególnie biskupów, pracy nad oczyszczaniem i pogłębianiem.
www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-4.htm (KKK 1667-1679)

Oczywiście w praktyce polskiej jest nieco inaczej, bo cudowne medaliki i ratujące szkaplerze są nieraz promowane przez samych duchownych.

Można by więc powiedzieć, że zgodnie z KKK medalik prawidłowo używany nie jest przedmiotem magicznym, ponieważ jest znakiem towarzyszącym modlitwie, a modlitwa nie jest przez KKK określana jako magia. Natomiast medalik bez modlitwy jest wg KKK zabobonem i magią. Zatem wzywanie Pana Boga jest modlitwą, a wzywanie diabła jest magią. Wszystko kwestią definicji.
-
2010/02/12 14:52:31
Jeśli chodzi o moją opinię, to definicje przytoczone wyżej byłyby bardziej logiczne, gdyby KKK nie twierdził, że magia działa i że z diabłem da się nawiązać kontakt. Wtedy byłoby jasne - modlitwa działa, bo jest kontaktem z istniejącym bóstwem, a magia nie działa, bo z nikim nie kontaktuje.

A tak, to z KKK wyłazi manicheizm. Modlisz się do dobrego bóstwa - dobrze, modlisz się do złego bóstwa - źle.
-
2010/02/12 15:01:21
Nawiasem mówiąc, teologom chyba jest trudno poradzić sobie z tym manicheizmem, bo co by to było, gdyby powiedzieli, że nie ma diabła? :-)

Dlatego np. Ratzinger we "Wprowadzeniu w chrześcijaństwo" próbuje w taki sposób, jednocześnie wikłając się w terminologię filozoficzną ("osoba") i psychologiczną ("osobowość", jej "rozpad"): Gdy pytam o to, czy diabeł jest osobą, właściwa odpowiedź winna wtedy brzmieć, że jest on nie-osobą (Un-Person), że jest rozkładem i rozpadem osobowości
www.tygodnik.com.pl/numer/2701/skowronek.html
-
2010/02/12 15:01:54
Gdy pytam o to, czy diabeł jest osobą, właściwa odpowiedź winna wtedy brzmieć, że jest on nie-osobą (Un-Person), że jest rozkładem i rozpadem osobowości - To był cytat.
-
2010/02/12 21:25:05
@anuszka: "Jeśli chodzi o moją opinię, to definicje przytoczone wyżej byłyby bardziej logiczne, gdyby KKK nie twierdził, że magia działa i że z diabłem da się nawiązać kontakt.". Ale gdyby magia w opinii KK nie działała, to jaki byłby powód z nią walczyć? Niedziałająca magia nie byłaby żadnym zagrożeniem dla kościoła, można byłoby spokojnie ją zignorować... Skoro jednak twierdzi się, że magia może być szkodliwa dla duszy katolika, to znaczy że musi działać...
-
2010/02/12 22:34:47
@raj
Pewnie tak, można by ignorować.
Jednak można by ją traktować jako uleganie oszustwom, na zasadzie kultu bożków, które "mają usta, ale nie mówią, oczy mają, ale nie widzą", w odróżnieniu od Boga, który - jak zakłada Kościół - mówi, widzi itp.
-
2010/02/13 00:50:01
Zajrzałam jeszcze raz na tego pdfa i rzucił mi się w oczy z kolei podpis pod nieszczęsnym ankhem z kokardką: "Symbol pogardy dziewictwa i symbol możliwości
wyboru partnera według osobistego uznania." (Osobistego jest wyróżnione większą czcionką.)

Mam w związku z tym pytanie: jaki (czyj?) ma być wybór partnera, jeśli nie osobisty?

Przypomina mi to praktyki pewnej sporej kościelnej organizacji o nazwie Focolare, w którą był zamieszany przez pewien czas jeden mój znajomy. Otóż na obozie formacyjnym rozleciały mu się okulary i musiał kupić nowe. I okazało się, że nie może iść po prostu do optyka i wybrać sobie oprawek, tylko musi iść z iluśtam członkami grupy, w tym przełożonym, żeby okulary zostały wybrane "w Jezusie". Komentarz może być jedynie taki, że Jezus najwyraźniej albo ma fatalny gust, albo też go to kompletnie nie obchodzi, ponieważ tenże kolega miał te okulary dobrane fatalnie do twarzy...

No więc okulary nawet wg KK można zmienić, ale partnera ponoć nie, więc może jednak lepiej, żeby Jezus nie był swatką...
-
2010/02/13 16:00:13
A tak, to z KKK wyłazi manicheizm. Modlisz się do dobrego bóstwa - dobrze, modlisz się do złego bóstwa - źle.

Trochę tak to wygląda. Tylko, że manicheizm zakładał niejako równowagę między złem, a dobrem, a chrześcijaństwo zakłada dysproporcję na rzecz dobra, Boga, który pokonuje to zło na krzyżu. Ale nie da się ukryć, że człowiek może wybrać, że chce się modlić do złych sił ze skutkiem, aczkolwiek przy jednoczesnym założeniu, że ostatecznie skończy się to dla niego opętaniem, a jeśli się przed śmiercią nie nawróci to wiecznym potępieniem.

No więc okulary nawet wg KK można zmienić, ale partnera ponoć nie, więc może jednak lepiej, żeby Jezus nie był swatką...

To raczej osoby z Focolare źle doradzają, uważając że czynią słusznie. To jest chyba taka niebezpieczna granica, między religią, a sektą.
-
2010/02/13 16:22:57
Moim skromnym zdaniem i judaizm/chrześcijaństwo i manicheizm wypaczył to, co było w zoroastrianizmie, tylko każdy zrobił to po swojemu, a manicheizm został przez wszystkich "wyklęty", bo dodatkowo namieszał z kwestią poznania itd. Mnie się osobiście zresztą wydaje, że dualizm ma więcej sensu, bo znosi problem unde malum i teodycei. W zoroastrianizmie zresztą człowiek dokładnie _ma_ wolną wolę, ergo ma pełny wybór, komu chce służyć, tyle że wskazanie moralne jest takie, że lepiej jest służyć siłom "porządku", a nie "chaosu". I każdy wybór ma swoje konsekwencje, człowiek jest za to odpowiedzialny. W tym miejscu pojawia się to, co mnie najbardziej w chrześcijaństwie irytuje - że "prawdziwą wolnością" ma być działanie zgodne z wolą Boga. No nie, to nijak nie jest prawdziwa wolność. To jest taka wolność jak demokracja była ludowa.

A Focolare moim zdaniem jest sekciarskie jak mało co, ale ma pełne błogosławieństwo Watykanu...
-
2010/02/13 16:32:41
Znowu się wyrwę jak Filip z konopi, ale nie mam cierpliwości do studiowania dokumentów watykańskich - czy ktoś może mi wyjawić, dlaczego "wschodnia medytacja" jest dziełem szatana? Przeczytałem cośtakiego w tekście o egzorcystach na gazecie.pl
-
2010/02/13 21:49:56
@arthur_the_king

Znowu się wyrwę jak Filip z konopi, ale nie mam cierpliwości do studiowania dokumentów watykańskich - czy ktoś może mi wyjawić, dlaczego "wschodnia medytacja" jest dziełem szatana?

Bynajmniej. To bardzo ciekawa kwestia. Obawiam się jedynie, że nie będę w stanie udzielić wystarczająco wyczerpującej odpowiedzi :). Ale spróbuję.
Po pierwsze, egzorcyści wydają mi się grupą zawodową o dość specyficznym spojrzeniu na rzeczywistość (polscy w szczególności), zatem ich poglądy niekoniecznie są zbieżne ze stanowiskiem oficjalnym. Oficjalne zaś stanowisko przedstawia tenże list. Można zauważyć, że jest raczej daleki od potępiania medytacji jako dzieła szatana, raczej zawiera przestrogi przed możliwymi nadużyciami. Po drugie, autorzy obydwu zalinkowanych przeze mnie stron powołują się na świadectwo Josepha Marie Verlinde'a (znają go wikipedyści polscy i francuscy), które nie pozostawia wielu wątpliwości, a poza tym wiele pdfów z Królowej Pokoju jest opracowane na podstawie jego dzieł. Jednocześnie jednak osoby np. zrzeszone w The World Community for Christian Meditation nieszczególnie wyglądają na opętane :)
-
pfg
2010/02/13 22:53:16
Abp Życiński ostatnio napisał, żeby duszpasterze nie straszyli wiernych homeopatią - że szkodę na duszy przynosi etc. To była, jak rozumiem, bardzo łagodna i zawoalowana krytyka oficjalnego (zgroza!) stanowiska Kościoła, że homeopatia jest zła, bo za nią stoi jakaś magia i bogi cudze.

A TIR iaki iest, każdy widzi, jak pisał był ks. Benedykt Chmielowski. TIR jest duży i nic go nie obchodzą inni użytkownicy drogi. A może to był koń, nie TIR?
-
2010/02/14 01:15:20
Pisałam tutaj jakiś czas temu, że w innych Kościołach chrześcijańskich w Polsce jest niespecjalnie lepiej. A może nawet pod pewnymi względami gorzej. Przeglądałam dziś wyniku konkursu Blog Roku i na wysokim miejscu znalazł się tam blog pastora Kościoła ewangelicko-reformowanego (kalwini) pbartosik.blogspot.com .

Ten pastor tę właściwość, że należy do Biblijnego Towarzystwa Kreacjonistycznego i jako przeciwnik ewolucji prowadzi debaty ze Stowarzyszeniem Racjonalistów...

Ciekawe, że wśród polskich księży katolickich niełatwo zauważyć zwolenników kreacjonizmu.
-
2010/02/14 01:24:08
Natomiast co do organizacji katolickich popieranych przez Watykan, a jednocześnie dziwnie łatwo popadających w sekciarstwo, to da się sporo znaleźć w sieci o neokatechumentacie.

Jakieś dziwaczne praktyki spowiedzi publicznej, wtrącanie się w życie rodzinne itp.

Przy czym należy zauważyć ciekawostkę, że najmocniejsze relacje byłych członków neo znajdują się na stronach Fundacji Antyk, czyli chyba to działa w stylu sekty zwalczającej sektę...
-
pfg
2010/02/14 23:10:18
@anuszka

Ciekawe, że wśród polskich księży katolickich niełatwo zauważyć zwolenników kreacjonizmu.

Ciekawa obserwacja. Myślę, że nie wynika to ani z głębi przemyśleń księży, ani z otwartości na tez akurat element nauki, ale że jest to pewien efekt psychologiczny. Większość polskich księży chodziła do polskich szkół za czasów komuny. Nauczano tam ewolucjonizmu, zresztą w jego dość prymitywnej wersji. Księża traktują więc ewolucjonizm jako "coś normalnego". Co równie ważne, za komuny w Polsce - może poza czasami stalinowskimi - wiedzy naukowej nie używano do zwalczania religii, więc ewolucjonizm nie był odbierany jako coś "wrogiego". W ogóle w Polsce za komuny szkoły nie tyle walczyly z religią, ile ją ignorowały.

Jest pewnie i trzeci element: Teoria ewolucji, jak większość wiedzy szkolnej, była przez uczniów ignorowana. Szkoła nie dostarczała wiedzy o świecie, tylko wymagala lokalnego przyswojenia pewnych wiadomości, których znajomością trzeba się było wykazać i które zaraz potem można było z umysłu wyrzucić. OK, może z historii czy polskiego ktoś coś pamiętał, ale wiedza z nauk przyrtodniczych była wyłacznie niepotrzebnym balastem.

Z tych względów ewolucjonizm nie jest traktowany jako wrogi religii. Ale myślę, że gdyby poszukać głębiej, zaraz by z księży wylazł zdroworozsądkowy kreacjonizm, podparty naiwną teologią. Ja zresztą na swoich lekcjach religii wprost miałem podawane różne argumenty kreacjonistyczne z klasycznym Bogiem-zegarmistrzem na czele. Ale ponieważ nauka nie była używana do zwalczania religii, moi katecheci też zbytnio nie nastawali na to, żebym ja i moi koledzy przyjęli argumenty kontra-naukowe. Ot, program tego wymagał, no to mówili.
-
2010/02/14 23:58:57
@pfg
Ja zresztą na swoich lekcjach religii wprost miałem podawane różne argumenty kreacjonistyczne z klasycznym Bogiem-zegarmistrzem na czele. Ale ponieważ nauka nie była używana do zwalczania religii, moi katecheci też zbytnio nie nastawali na to, żebym ja i moi koledzy przyjęli argumenty kontra-naukowe. Ot, program tego wymagał, no to mówili.

A u mnie na religii właśnie nie. Pamiętam w 6. klasie całkiem niezłe lekcje o rodzajach literackich w Biblii. Było tam m.in. o tym, że opisu stworzenia świata nie należy brać dosłownie, bo to była taka figura literacka. I pamiętam, że nie był to program autorski księdza, tylko tak było napisane w podręczniku do religii, który przerabialiśmy.

Chyba w okolicach mojego rocznika był to dość typowy program religii, bo miałam kilku księży-katechetów, ale nie przypominam sobie żadnych kontrowersji z ewolucją. Tak samo w liceum, gdy uczniowie lubią dyskutować z księżmi, nie przypominam sobie ani jednej dyskusji na ten temat - ani zainicjowanej przez uczniów, ani przez księdza. Najwidoczniej w tamtych latach nikt nie widział problemu.

Z drugiej strony, nie czarujmy się, że świadczy to też o nieszczególnym zrozumieniu koncepcji ewolucji - przez wszystkich - i uczniów, i księży. No bo na biologii w szkole nie udało mi się nigdy dotrzeć do lekcji o ewolucji. Jeśli w którejś klasie była, to gdzieś na końcu podręcznika i nie starczało na nią czasu.

W idei ewolucji największym problemem dla światopoglądu religijnego jest to, że ona leci przypadkowo i robi (z ludzkiego punktu widzenia) błędy, na które nie pozwoliłby sobie inteligentny projektant. Po lekturze różnych forów katolickich w internecie, zdaje mi się, że wielu katolików rozumie ewolucję po swojemu: Że owszem, gatunki ewoluowały, a nawet być może ewoluują, ale jednocześnie swoją doskonałością wciąż odzwierciedlają doskonałość zamysłu Stwórcy.
-
2010/02/15 01:05:46
@ Anuszka - miałaś chyba wielkie szczęście, że na religii uczono Cię o rodzajach literackich w Biblii... ja takiego szczęścia nie miałem, były głównie w kółko męczenie tego, że Biblia jest księgą objawioną, tłumaczone to wszystko jakoś tak paskudnie łopatologicznie i tautologicznie. Taka typowa papka, która działa antykoncepcyjnie. I złość księdza katechety, kiedy ktoś nie chciał jego słów przyjmować na wiarę. Wyzywanie od tego, że się nie ma łaski wiary i że to nasza wina. I tak dalej. Duże miasto, "światła" parafia, to tak na marginesie.

A co do ewolucji to zgadzam się z Pfg: w Polsce ten problem chyba po prostu nie zaistniał w sferze publicznej. Na razie? Jeśli nie liczyć tych opowiastek naiwnych o Bogu-stworzycielu czy zegarmistrzu na lekcjach religii. Ale nie widziałbym tu świadomego propagowania kreacjonizmu, tylko takie kompletnie bezmyślne powtarzanie pewnych opowiastek - taki podskórny, bezrefleksyjny kreacjonizm. Przeciętny proboszcz w ogóle nie jest zainteresowany taką tematyką, za mało ma też chyba ogólnego wykształcenia. A teraz na dodatek są bardziej palące sprawy: in vitro, aborcja, antykoncepcja. To zapala ludzi, a kogo w przeciętnej polskiej parafii obchodzą jakieś naukowe czy pseudonaukowe dysputy?
-
2010/02/15 09:32:46
ciekawy temat. I zgodny z tym czym sie interesuje. Siedze w tym temacie dosc dlugo, a mianowicie ezoteryka. Polecam ksiazke autorki Ina Custers-van Bergen ´´The Temple of High Magic. Hermetic Initiations In the Western Mystery Tradition´´ ja ja czytam po holendersku , tytul jest wiec inny, nie wiem jaki bedzie po polsku. w kazdym badz razie napewno jest warta przeczytania jesli kogos aspekt magii interesuje. w Kosciele katolickim wszystkie obrzedy to rowniez magia, tak samo chrzest, bierzmowanie , msza itd... pozatym to wlasnie chrzescijanie wykradli rytualy i tajemnice magii i dopasowali na swoj wlasny uzytek a reszte odrzucili badz zabronili stosowac. zastanawia mnie tylko jedna sprawa, Jezus tez zabronil korzystania z kart, moze chodzi o to aby czlowiek nie uzaleznial sie od tego a rozwijal wlasna wole, wolnosc w sobie. zauafnie w boska opatrznosc?
-
2010/02/15 10:23:50
@cat35
Jezus tez zabronil korzystania z kart

Niemożliwe. Karty do gry wynaleziono w Chinach kilkaset lat po Jezusie.
-
2010/02/15 10:26:22
Tam wcześniej wpadło mi niepotrzebnie słowo "że" i zepsuło sens wypowiedzi. Powinno być tak: Z drugiej strony, nie czarujmy się, świadczy to też o nieszczególnym zrozumieniu koncepcji ewolucji - przez wszystkich - i uczniów, i księży.
-
2010/02/15 10:39:52
anuszka, nie wiem kiedy karty do gry wynaleziono, ale wedlug biblii Jezus twierdzil zeby nie korzystac z kart Tarota czy innych do celow magicznych i przepowiadania przyszlosci ...nie mialam na mysli kart do gry , to przeciez jasne...
-
2010/02/15 11:27:52
@cat35
Ale pierwsze karty Tarota powstały w XV wieku, ergo parę lat po Jezusie...
-
2010/02/15 11:42:20
Jeszcze raz ja: no chyba, że jak w dowcipie chodzi nie o Jezusa, a o Mojżesza, i nie o karty, tylko o wróżbitów i nekromancję: Deut. 18, 9-14
-
2010/02/15 19:56:17
hahaha,, wszystko mozliwe.
-
2010/03/12 00:26:40
Rozbrajająca jest dla mnie pasja, z jaką Kościół Katolicki zwalcza Harry'ego Pottera... i homeopatię.
"Od rzeczy nadprzyrodzonych i niematerialnych to MY jesteśmy".
       

       Copyright