|
Blog > Komentarze do wpisu
Na tej plus minus Atlantydzie
Wszyscy cytują Nagrobek i Kota w pustym pokoju, ewentualnie Nic dwa razy. A mnie z dzieciństwa w pamięci utkwiły dwa wiersze z tomiku Wołanie do Yeti (rodzice mają pierwsze wydanie, takie broszurkowe, w szarej minimalistycznej okładce, z żółtawymi kartkami - pamiętam dokładnie ich odcień i grubość...) i to one wciąż, po latach kolejnych znakomitych wierszy, są tymi moimi wierszami. A może inaczej: z tych wierszy pamiętam spore fragmenty tekstu i obrazy, skojarzenia, jakie wywoływały. A zatem, po pierwsze, Z nieodbytej wyprawy w Himalaje, ten fragment: "Yeti, Szekspira mamy / Yeti, na skrzypcach gramy / Yeti, po zmroku zapalamy światło." Kiedy przywołuję te słowa (wszystkie cytaty w tym wpisie z niedoskonałej pamięci, więc interpunkcja i szczegóły mogą być niedokładne, ale to jest przecież notka o pamiętaniu), przed oczami mam wciąż ten sam obraz, który zobaczyłam, czytając ten wiersz po raz pierwszy: bezkresna biel śniegu o zmierzchu, oświetlona światłem ni to świeczki, ni to księżyca, i gdzieś na skraju tego kręgu światła jakieś cienie, słowa, muzyka, taka synestezja w jakiejś przedziwnej pustce. To chyba było jedno z pierwszych doświadczeń o charakterze egzystencjalnym... I drugi wiersz, Atlantyda. Właściwie powinnam przytoczyć cały, bo fascynował mnie wszystkim: formą urwanych zdań, nastrojem, tajemniczą tytułową nazwą i niepojętym, jak to "istnieli albo nie istnieli"? W jakiś sposób zainteresowanie, o co tu chodzi, musiało się przyczynić do mojej fascynacji antykiem, ale także fantastyką: światami, które w podobny sposób są dla nas nieuchwytne, bo zarazem istnieją i nie istnieją. No i co to znaczy "Nie mogący na serio pozować do przestróg"? Czemu "nie wyjęci z powietrza, z ognia, z wody, z ziemi"? Dziś dużo więcej rozumiem z tego wiersza, mam cały aparat skojarzeń, które (zapewne) powinien wywoływać, ale pamiętam tę ciekawość, którą budził, gdy czytałam go w kółko i w kółko. A poza tym zawsze będzie mi towarzyszyć garstka anegdot, też jakoś tam prywatnych. Moja prababcia grała z ciotką Wisławy Szymborskiej w wista, bezika czy w co tam grały krakowskie mieszczki w pierwszej połowie wieku XX... no więc jakieś związane z tym urywki zapamiętanych przez dziadka czy mamę opowiastek rodzinnych, że "ta Wisia taka szalona". A potem w moim mieszkaniu odbywały się pierwsze spotkania Loży Limerykowej, jeszcze przed Noblem, i pewnego wieczora przyszła noblistka wraz z prof. Henrykiem Markiewiczem wpadli do kanapy, która z niewiadomych powodów postanowiła się zapaść... Zapewne w dobie fotografii cyfrowej zostałoby to uwiecznione na zdjęciu: pierwsze zaskoczenie i potem radosny śmiech. Nie zostało, kanapa już też nie stoi tam, gdzie stała. Działo się wszystko albo nic
czwartek, 02 lutego 2012, drakaina
TrackBack
Komentarze
dantiscus
2012/02/02 21:39:27
Komentarz bardzo piękny. A kanapa się ugięła pod ciężarem autorytetu. :)
2012/02/02 21:49:04
A mnie Nobel Szymborskiej kojarzy się z narodzinami Kasi. Były jakieś problemy, Elżbieta była w szpitalu, a tu raptem Nobel. Pamiętam, jak opowiadałem Elżbiecie o Noblu. No i tak mi się to skojarzenie utrwaliło.
"Kot w pustym mieszkaniu" to bardzo dobry wiersz. Zdaje się, że napisany po śmierci Kornela Filipowicza. Trzeba dobrze znać koty, żeby napisać taki wiersz. 2012/02/03 12:24:53
W tym tomiku "Wołanie do Yeti" (1957, mam) ostatni wiersz to "Obmyślam świat"
"...wydanie drugie, poprawione..." i tam jest taki fragment: "Śmierć, kiedy śpisz, przychodzi. " Też tak bym chciał ... 2012/02/08 21:02:08
@pfg: Tak, "Kot..." był napisany po smierci Filipowicza i dla mnie ma szczególne znaczenie, bo przedziwnym przypadkiem miałem okazję widzieć to mieszkanie i tego kota... I wiersz w bardzo skromnych słowach wręcz znakomicie oddaje zarówno atmosferę panującą w tamtym mieszkaniu, jak i zachowanie Mizi, bo tak sie owa kotka (bo to była kotka) nazywała...
|
|