Blog > Komentarze do wpisu
Nieznane rękopisy...

Rzadko piszę o poezji, ponieważ mam głębokie przekonanie, że nie umiem o niej pisać. Natomiast ostatnio - to nie żart - sporo czasu zajmuje mi tłumaczenie poezji. No dobra, trochę żart, bo część problemu polega na tym, że wcale nie aż tak sporo. Tzn. potrafi pochłonąć całą noc, ale zasadniczo zdarza mi się borykać z wyrzutami sumienia spod znaku "tak szybko", "tak bezboleśnie", ba, wręcz czasem "tak łatwo"? Szkoła z jej nabożnym stosunkiem do romantycznego cierpienia we wszelkich możliwych wymiarach wpaja w nas przekonanie, że twórczość wszelaka powinna być okupiona cierpieniem duszy i nawet utwory pisane w natchnieniu (proszę, oto główny paradoks romantyzmu à la polska szkoła: masz pisać w porywie uczuć i inspiracji, ale zarazem oblewać krwią, potem i łzami każdy wers...) muszą wiązać się z twórczym trudem i zmaganiami z werbalną materią.

Na dodatek - tłumaczę, przynajmniej chwilowo, głównie romantyków (angielskich). Jak już się to drukiem ukaże, nie omieszkam poinformować szanownych czytelników, na razie mogę odesłać tylko do tego, co ukazało się drukiem (żadnych romantyków: Kipling, Embeirikos, Clifton, Piatt) i tego, co sama zanim zaczęłam to traktować poważnie umieściłam w sieci (tu też). I to tyle w kwestii poważnej właśnie.

Beauty is truth

Bo tak naprawdę z okazji pierwszego dnia kwietnia chciałam opowiedzieć o najbardziej dziwacznym zdarzeniu okołopoetyckim w moim życiu*. Nie, jeśli ktokolwiek wie, że zdarzyło mi się opublikować tu i ówdzie kilka limeryków, i już zaciera łapki, że zgadł, to się myli. Nie chodzi ani o towarzyskie zabawy spod tego znaku, ani nawet o zamówienie publiczne pt. Limeryki o Krakowie z okazji rocznicy lokacji. Limeryk - sprawa poważna. Nie chodzi również o bardziej prywatnie towarzyską zabawę w pisanie żartobliwych wierszyków z okazji filmowej wersji Władcy pierścieni.

Nie, drodzy czytelnicy, sprawa byłaby istnie primaaprilisowa, gdyby nie to, że nie miała miejsca w prima aprilis. Otrzymałam mianowicie kilka lat temu pocztą zbiór rękopisów poetyckich w teczce zatytułowanej W zlewie romantyczny tłok. List niestety zaginął w otchłani, więc nie pamiętam, jaka organizacja (tak, to było jakieś coś, co miało nazwę i adres, a zapewne i prezesa) mi to przysłała.

Zasadniczo od razu odesłałam sprawę do limbo, ale potem natura wzięła górę i zajrzałam do szuflady. Było to kilka kartek, które pozwalam sobie tu opublikować z okazji prima aprilis roku, w którym odwołano koniec świata. To niezły pomysł na wywinięcie się z blogowego milczenia, a czytelnik, jeśli ma ochotę, może sobie podumać na dowolnym światowym bruku, nad autorstwem tych utworów, wyglądających jak nieporadne juwenilia największych polskich poetów XX w., niekiedy traktujących zadany w tytule zbioru temat tak podle pretekstowo! (Publikuję w kolejności, w jakiej kartki były ułożone w wzmiankowanej powyżej teczuszce.)

 


 

***

w zlewie romantyczny tłok
ach posuńże się w bok
woła
kogo melancholia kranu
przygniotła do ziemi

brudną ściereczką
do niczego

 


 

W ZLEWIE ROMANTYCZNY TŁOK

obudziłem się
choć nie wiem

za oknem
szary
dym po wczorajszym meczu

zadyma
odbiła się krzykiem
w matowym oku

talerza

w dzieciństwie
jadłem z niego owsiankę

 


 

PORZĄDKI PO PRZYJĘCIU

jakże się tu nie uśmiać

talerzyki kieliszki
łyżeczki widelczyki

tańczą w korowodzie
po przyjęciu na którym
pracowały w milczeniu
jak angielscy służący

jakże się nie zachwycić

plamką na sukni
zagiętym rąbkiem
miseczki która filuternie
zakrywa wciąż twarz
serwetką

nie mogę tak po prostu
włożyć ich do zmywarki

niech się jeszcze nabawią
w zwykłym zlewozmywaku

są bliższe ludziom niż maszynom

 


 

KALISZ

myślałem
nie było ich
kiedy przechodziły tędy karawany
rzymskich kupców

w osadzie Calisia
klepisko zamiast forum
w kramach rozłożone
kryształy bursztynu

słowo electrum
nie przyjęło się
w miejscowym dialekcie

ekwita pożywia się
z glinianej miski

myślałem
nie było ich

spod warstw ziemi
wydobywam
połamane skorupy

nic ich nie różni
od porcelany w fantazyjny wzór
w moim zlewie

 


 

PIOSENKA

Już widzę jak w walca tanecznym porywie
Twarz twoja ku mojej obraca się w takt.
I nie wiem, czy sen to, nadzieją się żywię,
Że będziesz tak moją jak jesteś nią w snach.

Ty śmiejesz się jeszcze, gdy mkniemy przez salę
I w walcu unoszę do ust twych mą dłoń,
By w tańca pomroce, w tym pędzie wciąż dalej
Przez wino w niebytu zanurzyć się toń.

Za oknem majowa noc szumi radosna,
Lecz czuję na twarzy gorącość twych łez:
Ty wiesz już, nie dane nam będzie pozostać,
Tym czasom beztroskim już los znaczy kres.

Przeszli jak burza, pozostały po nich
Ruiny, zgliszcza i więdnący kwiat.
I krzyk jak piorun z wyciągniętej dłoni
Znaczący chwilę, w której umarł świat.

Dziś w dłoni trzymasz, choć minęły wieki
Ten sam kieliszek, którym niegdyś ja...
I jestem z tobą bliski choć daleki
Choć odmieniony, lecz zawsze ten sam...

Spójrz ku mnie, nie pozwól, by zmącił marzenia
Ten obraz przyszłości wśród płaczu i łun.
Ty trwać zawsze będziesz w tych kroków wspomnieniach,
Zaklęta na wieki w rytm walca wśród strun.

 


 

Cmentarz Protestancki w Rzymie

* 3 kwietnia. Do tego, co czcieł, że się tak po staropolsku wyrażę, czyli disclaimer, że się wyrażę bardziej nowocześnie. Historyjka w formie primaaprilisowej jest oczywiście grubymi nićmi szytym powtórzeniem starego jak świat chwytu publikacji fikcyjnych utworów literackich czy dzienników. Ale zarazem historyjka z "W zlewie romantyczny tłok" jest jak najbardziej prawdziwa, tzn. to nie ja wymyśliłam ten tytuł. Autentycznie kilka lat temu dostałam zaproszenie do udziału w konkursie poetyckim pod takim właśnie tytułem, organizowanym przez jakiś naprawdę istniejący Dom Kultury, stowarzyszenie czy sama nie wiem co, bo istotnie mail wylądował dość szybko w koszu. A jak już wylądował, to mnie opanowała pastiszowa wena i tak to w ciągu może dwóch godzin powstał ten zbiorek na zadany temat. Przypomniałam sobie o nim na fali pracy nad Keatsem i Wordsworthem, no i okazał się jak znalazł na Prima Aprilis 2012 :)

niedziela, 01 kwietnia 2012, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/04/01 14:19:53
no, no, nawet wątek archeologiczny się pojawił ;).
-
2012/04/01 15:05:04
Jaja sobie z czytelnika robicie, towarzyszko...
-
2012/04/01 16:01:21
A co innego mamy w tym pięknym dniu robić, towarzyszko?
-
2012/04/04 12:31:53
Post-primaaprilisowy disclaimer - w PS do wpisu...
       

       Copyright