Blog > Komentarze do wpisu
Dekalog tłumacza poezji

Dyskusja pod przedpoprzednim wpisem natchnęła/sprowokowała mnie do napisania - zamiast manifestu, który najwyraźniej nie został zrozumiany przez część czytelników - krótkiego nawet nie poradnika, ale zestawu przydatnych zasad warsztatowych, których warto się trzymać, zabierając się za tłumaczenie poezji. Uwagi te dotyczą w ogromnej mierze tłumaczenia poezji tradycyjnej - rymowanej, regularnej, ale większość ma zastosowanie też do wiersza wolnego, którego - wbrew temu, co niektórzy myślą - nie należy przekładać ani dosłownie, ani też bez zwracania uwagi na kwestie formalne, takie jak np. długość wersów. Pierwszy szkic przekładu można sobie zrobić w dość dowolnym momencie (najlepiej, żeby był możliwie wierny, ale i sensowny w języku przekładu), można też oczywiście poprzestawiać punkty albo je łączyć - to nie jest przepis na przekład, ale raczej przewodnik, który może pomóc ominąć najbardziej powszechne pułapki - zwłaszcza braku krytycyzmu wobec własnych dokonań oraz lekceważenia oryginału.

W pracy nad przekładem dobrze jest stosować horacjańską zasadę "nocturna versate manu, versate diurna" - dniem i nocą studiujcie - w odniesieniu zarówno do oryginału jak i własnego tekstu. Czytajmy to w kółko, szukając każdej nietrafnej nuty. Naprawdę nie musi się publikować natychmiast - jakakolwiek ma to być forma publikacji. Jeśli publikuje się "prywatnie" - na blogu, własnej witrynie, forum - to można poprawiać w nieskończoność. Publikując w obiegu "oficjalnym" też można wprowadzać zmiany pomiędzy kolejnymi wydaniami - robili to przecież również sami poeci (i inni pisarze), zapytajcie specjalistów od tzw. krytyki tekstu ;)

Nie piszę tu o rzeczy tak podstawowej jak po prostu zrozumienie wiersza w sensie jego ogólnego subiektywnego odczucia i przeżycia - zakładam to jako pewną oczywistość, bo zazwyczaj tłumaczymy te wiersze, które jakoś do nas przemówiły. Podane rady pomagają w to odczucie wejść głębiej, poszukać tego, jak to, co do nas przemawia, jest zrobione - bo same nasze wrażenia z lektury poezji nie dadzą dobrego przekładu: trzeba jeszcze wgryźć się w szczegóły, także te techniczne. Oczywiście zdarzają się tłumacze, którzy to wszystko, co spisałam poniżej, instynktownie czują. Warto spróbować swoich sił w pastiszu dowolnych poetów - jeśli efekty są dobre, to znaczy, że mamy ucho do poezji i opanowanie warsztatu przekładowego nie powinno być trudne. I jeszcze jedno: zasada "albo piękne, albo wierne" wcale nie działa w przypadku przekładów poezji. To dokładnie taki sam wykręt i wyraz lenistwa jak pisanie przypisów "od tłumacza" wyjaśniających "nieprzetłumaczalne gry słów".

1. Czytajmy wiersz, który chcemy tłumaczyć, w oryginale. Naprawdę. "Naprawdę" czyli zarówno: mówię serio, jak i przeczytajmy go naprawdę, czyli porządnie. Najlepiej najpierw po cichu, potem głośno (albo na odwrót, jak kt  woli), najlepiej kilka razy. Nie musimy przy tym już od razu myśleć, co poeta chciał powiedzieć - po prostu wsłuchajmy się w tekst. Czytajmy całość, jak leci, bez zastanawiania się nad czymkolwiek poza tym, jak to brzmi. Za którymś razem można przesadnie podkreślać akcenty - chodzi o to, żeby naprawdę poczuć melodię i rytm. Czy jest dynamicznie, czy spokojnie. Czy zaskakują nas przerzutnie, czy też wszystko grzecznie mieści się w wersach. Czy przeważają słowa i zdania krótkie, czy długie wysmakowane frazy. I tak dalej. Jak z muzyką.

2. Przeczytajmy go następnie bardziej analitycznie - czyli wczytując się w jego zawartość, nawet jeśli kochamy go od lat i wiemy dokładnie, o czym jest (albo tak nam się wydaje). Zastanówmy się, jak ta "treść" współgra z "formą" - gdzie i dlaczego poeta bierze oddech, zawiesza głos (rytm), bo zapewne ma to jakieś znaczenie. (Biorę tę treść i formę w cudzysłowy, bo na studiach uczono mnie, że ich szkolne rozdzielanie jest błędem, że są one ze sobą nierozerwalnie splecione. Niemniej bez samych terminów trochę trudno, zwłaszcza że przed nami praca raczej analityczna niż interpretacyjna, więc trzeba na początek wiersz rozebrać na części pierwsze.)

3. Rozpiszmy sobie wersyfikację - również w przypadku wiersza wolnego, bo może się okazać, że są jakieś regularności niewidoczne gołym okiem: warto mieć je na uwadze, a na pewno nie należy ich lekceważyć. Rozpiszmy rytm, rozpiszmy - koniecznie! - schemat rymów, jeśli są. Jeśli już zaczynamy pisać szkic, warto sobie zrobić rodzaj tabelki przed wersami - z długościami wersów i schematem rymów. To bardzo ułatwia życie. Nie lekceważmy kształtu wiersza, naprawdę nie lekceważmy. Poeta nagiął do niego swoją wyobraźnię, swoją swobodę językową - i zrobił to celowo. Nie odbierajmy tego aspektu jego dziełu.

4. Postarajmy się przeczytać, co na temat kształtu ("formy") wiersza, ale i jego zawartości ("treści") ma do powiedzenia krytyka/literaturoznawstwo, najlepiej w języku oryginału. Nie wszystko, co wymyślili i napisali specjaliści, ma sens, ale warto poszukać, czy jakiś aspekt formalny, który cudzoziemcowi może umykać, nie jest bardzo istotny, czy pewne obrazy/metafory nie odnoszą się do wcześniejszej tradycji danej kultury albo nie przeszły do języka potocznego - bo to też warto sobie zanotować jako element, który może dobrze będzie uwzględnić przy doborze słów i form w przekładzie.  [Przykład: fraza "tender is the night" z Ody do słowika Keatsa zakorzeniła się w polszczyźnie jako "czuła jest noc" ze względu na przekład powieści Fitzgeralda, w związku z czym zastępowanie jej frazą "noc czuła i cicha" (Barańczak) gubi to istotne kulturowe powiązanie.]

5. Zaznaczmy w tekście (niekoniecznie dosłownie: kolorem czy podkreśleniem, choć warto) te miejsca, które są szczególnie ważne: kluczowe metafory i porównania, powtarzające się obrazy (lub ich przetworzenia), aliteracje, "mocne" rymy (w sensie wagi słów, które znajdują się w pozycji rymowej, coś w ten sposób podkreślając) i inne podobne "mocne" miejsca (np. przerzutnie - przyjrzyjmy się, czy w drugim wersie mamy długą frazę - jak w Pani Twardowskiej: "i biésy | miały słuchać twego rymu" - czy też pojedyncze krótkie słowo jak wystrzał. To ważne). To są te elementy, które powinno się starać zachować w przekładzie w pierwszym rzędzie, bo one organizują materię wiersza, porządkują zawarte w nim myśli. Jeśli nie zdołamy zachować wszystkich takich ważnych elementów, to starajmy się ocalić przynajmniej większość. Ze świadomością rezygnacji z tych, których uratować się nie da, żeby spróbować je jakoś zrekompensować albo zasugerować. Można sobie ułożyć z  nich obraz wiersza jako przekazu - czym do nas przemawia, jakie obrazy i nastroje ewokuje, z jakimi barwami się kojarzy i tak dalej - tu wchodzi to nasze wcześniejsze "odczucie" i "zrozumienie" wiersza. Warto sobie teraz jeszcze raz przeczytać oryginał na głos, zwracając tym razem uwagę na to, jak słowa i melodia dopasowują się do obrazów. W tym miejscu warto też pomyśleć o interpunkcji: nie zawsze musimy się bezwzględnie trzymać oryginalnej, ale też nie należy dzielić, zwłaszcza kropkami, myśli autora inaczej niż to zamierzył: interpunkcja też ma coś do powiedzenia.

6. Wróćmy na chwilę do kwestii stricte formalnej i zastanówmy się, jaka miara wierszowa najlepiej pasuje do oryginału. Mamy tu pewną swobodę: dla polskiej wersyfikacji "epickiej" za najstosowniejszy uważany jest powszechnie trzynastozgłoskowiec, ale równie dobrze sprawdza się jedenastozgłoskowiec (Słowacki napisał nim "Beniowskiego", nie tracąc nic z narracyjności i epickości), który w formach krótkich często jest nawet lepszy. Jeśli w oryginale wersy są różnej długości, to sprawdźmy raz jeszcze, czy jest to regularne - jeśli tak, uwzględnijmy to w swoim schemacie. Jeśli nie, zastanówmy się, czy ważne jest, żeby naśladować dokładnie schemat oryginału, czy nie. Jest to po części zależne od języka - w tych z ruchomym akcentem policzmy jeszcze na wszelki wypadek zestroje akcentowe - może to one są regularne. Jeśli tak - rozważmy zastosowanie wiersza tonicznego lub (lepiej) sylabotonicznego zamiast zwykłego sylabicznego. Jeśli zaś w wierszu wolnym poeta znacząco wydłuża lub skraca wersy względem ich średniej długości (np. wers pięcio- lub mniej zgłoskowy przy zdecydowanej przewadze dziewięciozgłoskowych lub wyżej), to zazwyczaj robi to w celu podkreślenia czegoś i też należy to oddać w przekładzie. Zastanówmy się też nad rymami albo też rezygnacją z rymowania - może zdarzyć się tak, że lepszą strategią będzie porzucenie rymów oryginału, jeśli ich zachowanie na siłę dałoby niedobry efekt (np. angielski posiadając bardzo ograniczoną fleksję lepiej znosi rymy gramatyczne, nowogrecki natomiast może rymować sporo słów brzmiących identycznie, ale mających bardzo różną ortografię - z tym polszczyzna sobie nie poradzi, a w braku homonimów nie warto ich zastępować rymami banalnymi i prostackimi). W miejsce rymów można wprowadzić mocną rytmizację (analogicznie do tego, że poezję metryczną już od Kochnowskiego rzadko tłumaczyło sę metrycznie, stosując raczej miary naturalne dla polszczyzny i izosylabizm) albo zamiast rymów dokładnych oprzeć się na asonansach (to trochę wyższa szkoła jazdy, bo nie wszystkie dobrze brzmią, ale jest to jakieś wyjście); można też zastanowić się nad asonansowymi wygłosami męskimi, ale przy dłuższych formach istnieje ryzyko popadnięcia w monotonię.

7. Zastanówmy się teraz jeszcze raz nad zawartością treściową, słownictwem i obrazowaniem. Co jest z kolei najważniejsze tutaj? Jakaś idea, a może sam nastrój czy też budowanie bardzo plastycznego obrazu za pomocą słów? A może symbolika istotna dla epoki, w której powstał wiersz? Dwa pierwsze dają nam nieco większą swobodę leksykalną, pozostałe - domagają się precyzji językowej. Analizując obraz poetycki zwracajmy uwagę na jego szczegóły, zastanawiając się, czy poeta wybrał je z powodów wyłącznie formalnych (tak, czasami szczegóły oryginału też są dobierane dla rymu czy długości wersu), czy też mają one głębsze znaczenie - estetyczne, ideowe albo eufoniczne. Nie warto być nadmiernym purystą i wiernie się trzymać litery, zwłaszcza tam, gdzie może to dać efekt niezdarności lub złamania decorum - zasady stosowności, w myśl której np. do poezji - z bardzo nielicznymi wyjątkami (głównie część poezji XVII i XX w.) - nie pasuje słownictwo o charakterze "technicznym". [Przykład 1: uważam, że nie warto bić się o "jałówkę" w Odzie do urny greckiej Keatsa, choć w oryginale jest "heifer" - w grecko-rzymskiej tradycji ofiarniczej byk jest co najmniej równie popularny, więc zastąpienie jednego zwierzęcia drugim nic nie zmienia w treści, a zasadniczo zmienia w długości wyrazu i daje większą swobodę w obrębie wersu. Przykład 2: takoż uważam, że nie warto upierać się po polsku na różę piżmow i eglantyny w Odzie do słowika Keatsa, ponieważ jakkolwiek poprawne botanicznie, nazwy te brzmią po polsku zdecydowanie inaczej - w sensie chociażby ich potoczności - niż po angielsku. Warto natomiast umierać za konkretne rośliny w poezji średniowiecznej, jeśli to w nich ukryta jest istotna symbolika.]

8. Być może instynktownie już to czujemy, a może dopiero teraz czas to otwarcie sformułować - każdy wiersz ma swoją "dominantę" (adaptuję tu termin ukuty przez Barańczaka, z pewnymi modyfikacjami) - czasem tkwi ona w "treści", czasem w "formie". Ponieważ prędzej czy później coś będzie trzeba poświęcić, warto zastanowić się, co w danym przypadku jest tą dominantą. Konkretnie: co jest nią dla oryginału i jego autora, a nie tłumacza. Może nas zachwycać formalna maestria, ale jeśli o wymowie wiersza i wrażeniu, jakie robi, w większym stopniu decydują metafory i obrazowanie, to zepchnijmy wierność np. wersyfikacyjną na dalszy plan i skupmy się na tym, żeby językiem ewokować podobne wrażenia jak oryginał. Jeśli jednak wiersz jest kunsztownym popisem formalnym, możemy sobie pozwolić na większą swobodę w podmienianiu elementów, w wymyślaniu innych porównań i metafor. Zazwyczaj wystarczy starać się zachować proporcje między wiernością obu aspektom, ale zasada dominanty bywa bardzo przydatna. Po prostu są teksty, które wymagają w jakimś aspekcie (albo w kilku) niezwykłej precyzji, a są takie, gdzie materię można nieco swobodniej traktować.

9. Nie ufajmy swojej znajomości języka ani słownikom. Jeśli znane nam lub podawane przez słownik znaczenie żywcem nie pasuje do sensu tekstu, szukajmy dalej - w internecie zazwyczaj w końcu znajdziemy właściwe rozwiązanie. Jak nie znajdziemy - pytajmy ludzi, którzy się na danej dziedzinie znają. Sprawdzajmy, czy dziwne połączenia słów nie są wyrażeniami idiomatycznymi - to w sumie zazwyczaj jest ważniejsze w tłumaczeniu prozy, ale warto o tym pamiętać mimo wszystko. Sprawdzajmy, czy słowo, które na pozór nie pasuje do całości, nie miało w czasie powstania wiersza innego znaczenia. Może się też zdarzyć, że przegapimy jakiś szczegół, który zmienia znaczenie. [Przykład: pozornie pasująca do Śpiącego w dolinie Rimbaud rukiew wodna (fr. cresson) tak naprawdę nie ma sensu, bo rośnie w wodzie, a opisany tu żołnierz leży na łące (użycie zaś określenia "skąpany" w tych roślinach jest metaforyczne). Jeśli dobrze poszukać, to wychodzi, że "cresson bleu" to zupełnie inna roślina, jak najbardziej łąkowa - przetacznik bobowniczek, o problemach z którym pisałam w poprzedniej notce.]

10. Zakładam, że na tym etapie mamy już wstępny szkic - jeśli nie, to czas go zrobić. Nie przejmujmy się póki co rymami (chyba że od razu przychodzą) ani nawet długością wersów, załóżmy też od razu, że być może będziemy zmuszeni wyrzucić sformułowania, które uważamy za olśniewająco piękne i trafne, bo przekład jest sztuką kompromisu. Nie przywiązujmy się do żadnego sformułowania ani też do wymyślonych jako pierwsze rymów, ale oczywiście pogimnastykujmy się przez chwilę, starając się te najtrafniejsze i najcenniejsze zachować. Jeśli jednak nijak nie zgodzą się one z formalnymi wymaganiami - wyrzućmy je. Nie warto poświęcać całego wiersza dla jednej, choćby najpiękniejszej, zbitki słownej. Jeśli już ten szkic zrobiliśmy wcześniej - podkreślmy sobie w nim to, co wynika jako najważniejsze z punktów wcześniejszych i zastanówmy się, od czego zacząć żmudną pracę przekuwania tego szkicu w wiersz będący jak najlepszym odpowiednikiem oryginału. Dojście do tego miejsca oznacza tak naprawdę dopiero początek prawdziwej pracy. Teraz zacznie się dopasowywanie rymów, okupione nierzadko łzami nad czymś, co już było takie ładne i właściwe, szukanie synonimów pasujących rytmicznie, przestawianie elementów wersów, żeby średniówka była tam, gdzie powinna, żeby nie było transakcentacji (to bardzo ważne!!!) - a wszystko to w rygorze trzymania się tego, co jest w samym wierszu. [Rada praktyczna: czytajmy swój tekst w kółko tak, jakby go napisał ktoś inny (jeszcze lepiej: dajmy go najpierw przeczytać paru osobom, które możemy poprosić o konstruktywną krytykę. I nie obrażajmy się o nią - taki czytelnik często ma rację. Bywa tak - vide przykład z "niestety" w przedpoprzedniej notce - że nam może się wydawać, że coś jest zestawione dobrze i każdy zrobi oddech tam, gdzie my go założyliśmy. Nie należy tego zakładać, lepiej przerobić tak, żeby zlikwidować pułapki na czytelnika. ]

Ta praca wcale nie musi być długa, czasem nawet nie jest tak naprawdę żmudna. Osiągnięcie zamierzonego efektu w parę godzin jest możliwe i wcale nie musi oznaczać zgody na banalne rymy i trywialne porównania. Czasem iskrzenie między wierszem a tłumaczem jest takie, że za pierwszym podejściem wszystko się świetnie układa, a potem potrzebna jest tylko kosmetyka. Ale jeśli materia jest oporna - nie poddawajmy się, nie idźmy na łatwiznę, nie poprzestawajmy na  półproduktach. Lepiej, żeby tekst się przeleżał w szufladzie niż żeby został jedynie kadłubem lub cieniem tego, czym powinien być. I nie bójmy się krytyki: jeśli przyjaciel, bratowa, nauczyciel czy mama mówi nam, że coś jej nie brzmi dobrze, nie robi tego, żeby pokazać nam, że jesteśmy do niczego, ale po to, żeby naprawdę pokazać, co czytelnika może razić. To zawsze jest jakiś zawód: spędziliśmy nad jedną frazą pół nocy, a tu komuś się nie podoba. Ale to nie powód do obrazy, naprawdę.

Nie bójmy się też przeróbek, kiedy wydaje się, że już wszystko gra. Jeśli choćby jeden element nadal nas niepokoi, myślmy nad nim - może istotnie coś z nim jest nie w porządku i warto to zmienić. Nawet za cenę wywrócenia większości wykonanej pracy do góry nogami i przerobienia większości tekstu, bo koślawe miejsce jest w takiej pozycji, że wymusza np. zmianę rymów w całej strofie. Po prostu - nie zostawiajmy niedoróbek, nie pozwalajmy sobie na bylejakość. A jeśli musimy się poddać, jeśli kompromis jest bolesny (rym musi być niedokładny lub gramatyczny, jakaś metafora nie da się ująć po polsku, jakieś sformułowanie trzeba drastycznie skrócić itp.) - nie ukrywajmy tego przed sobą, pamiętajmy o niedoskonałościach. Za rok może przyjść nam do głowy rozwiązanie, które okaże się idealne.

Na koniec może jeszcze dwie zasady naczelne, które niczym duch nad wodami powinny unosić się nad całą pracą tłumacza poezji (i czegokolwiek innego w sumie też):

Po pierwsze: pamiętaj o decorum czyli stosowności - nie tłumacz wiersza innym stylem (rejestrem) niż został napisany, nie stosuj kolokwializmów, jeśli nie ma ich w oryginale, nie archaizuj na siłę.

Po drugie: nie dopisuj poecie tego, czego w jego utworze nie ma. To jego wiersz, nie twój.

Bruksela, listopad 2014

niedziela, 23 listopada 2014, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/12/15 09:11:01
Nie mam pod ręką Rekwiem Achmatowej, ale w jakim sensie Barańczak pominął dominantę tego wiersza?
-
2016/01/13 12:32:27
Przepraszam za późną odpowiedź, mam nadzieję, że trafi do komentatora. Od Achmatowej zaczęło się moje podważanie autorytetów przekładowych, ponieważ dawno temu przeczytałam tłumaczenie i zachwycił mnie "cerkiewny barok" tego zbioru, bardzo mi pasujący do pewnego typu rosyjskości (a raczej mojego o niej wówczas wyobrażenia), że się tak wyrażę. Do złotych kopuł, do Rublowa, carskiego przepychu itd. A potem, nieco później, natknęłam się na oryginał, który nawet moja dość słaba znajomość języka pozwoliła określić jako ascetyczny. Nie znalazłam w nim nic z tego, co zachwyciło mnie niegdyś w przekładzie... Czytając rosyjską wersję miałam wrażenie, że te wiersze są odarte z całej ozdobności, niemalże z "formy", nie ma w nich absolutnie nic z tej atmosfery, którą czułam w przekładzie. Skądinąd muszę teraz do tego wrócić, jeszcze raz sobie te teksty porównać, kiedy od lat zastanawiam się praktycznie nad tym, jak tłumaczyć :)
       

       Copyright