Blog > Komentarze do wpisu
Śpiący w dolinie

Autoreklamowe postscriptum do poprzedniej notki. Na blogu Drakaina ogląda obrazki zamieściłam własną wersję "Le dormeur du val" Rimbauda, o którym to wierszu mowa była w notce poprzedniej. Po namyśle postanowiłam ją zaprezentować również tutaj, bo tu zamierzałam kiedyś pisać o przekładach poezji (a raczej się z nich tłumaczyć). Oryginał na końcu notki, pod obrazkiem.

Śpiący w dolinie

To zielona dolina, w której śpiew strumienia
Niczym szalony trąca łachmany szuwarów
Srebrzyste; którą z dumnych szczytów opromienia
Słońce; to blaskiem światła pieniący się parów.

Młody żołnierz – otwarte usta, goła głowa,
Ramiona zanurzone w barwinków błękity –
Śpi, leżąc w trawie, nad nim obłoków osnowa,
Blady w zielonym łożu, światłością obmytym.

Ze stopami w kosaćcach śpi. Uśmiechu tyle
Co u dziecka chorego; zdrzemnął się na chwilę –
Jest mu zimno, więc ciepłem go, naturo, otul.

Nie drgnie, choć nozdrza jego zapachy owioną;
Śpi w pełnym słońcu, z ręką na piersi złożoną,
W ciszy. Ma dwie czerwone dziury w prawym boku.

Wersja Bronisławy Ostrowskiej z 1911 nosi tytuł "Śpiący w kotlinie" i w sumie już ta kotlina versus dolina była problemem. Kotlina z początku wydawała mi się bardziej przytulna, pasująca do tego wiersza. Potem doszłam do wniosku, że neutralna dolina jest chyba lepsza. Jeśli ktoś ma argumenty za lub przeciw, będę wdzięczna, bo zanim to opublikuję "oficjalnie", pewnie sporo wody upłynie we wszystkich rzekach globu.

Zasadą główną w tym przypadku była jak największa wierność precyzji i prostocie tego wiersza, temu niezwykłemu, subtelnemu dążeniu do zaskakującej pointy. Założyłam, że tu wszystko musi być na swoim miejscu: przerzutnie dokładnie tam, gdzie są i o ile się da, zawierające dokładnie to, co oryginalne (w ostatnim wersie pierwszej strofy to musiałam nieco zmodyfikować, bo żadne jednosylabowe słowo, w dodatku czasownik, tu nie pasowało). Barwy te same. Obrazy w miarę możliwości jak najdokładniej takie same. Dwuznaczności - zachować, ile się da. Stąd wprowadzenie w miejsce "pleut" - światło, które pada (jak deszcz), ale również płacze, tego obmywania - na zasadzie nie tylko neutralnego znaczenia tego czasownika, ale również skojarzenia z obmywaniem ciał zmarłych.

Pod względem układu treści w poszczególnych wersach (bardzo mi zależało na jak największej dokładności, ale wiadomo - względy formalne czasem na to nie pozwalają) poddałam się tylko w ostatnim wersie trzeciej strofy - próby umieszczenia tego chłodu czy zimna na jego miejscu były skazane na porażkę ze względu na rym z wersem ostatnim całego wiersza - a w tym wersie możliwości manewru były bardzo ograniczone. Z tego samego względu dokładniejsze "spokojny" w tym ostatnim wersie zastąpiłam krótszym "w ciszy", w poincie nie należało opuścić ani jednego słowa, a polski ma tę fatalną skłonność do długich słów...

Problemem były także, oczywiście, rośliny. Okazało się, że "cresson bleu" to polski "przetacznik bobowniczek" (nie, nie rukiew wodna, jak chciał jeden z internetowych tłumaczy, nad którym pastwiłam się w poprzedniej notce), który do tradycyjnej jednak poezji żywcem nie pasuje nawet skrócony do przetacznik (znajomi z fejsbuka pamiętają wielką dyskusję o poetycko brzmiących małych niebieskich kwiatkach), stanęło więc na barwinku, który brzmi lepiej, a ma odpowiednio małe i gęste kwiatuszki w gamie kolorystycznej nieodległej od błękitu, a nawet o niego zahaczającej. Z kolei w przypadku "glaïeuls" - gladioli vel mieczyków - potrzebne było coś, co będzie miało jakiś militarno-niebezpieczny posmak, ale mieczyki właśnie wydały mi się zbyt dosłowne: po francusku jednak nie mamy homonimu,ale słowo, które z "glaive" (miecz) może się skojarzyć i od którego pochodzi. Zdecydowałam się na kosaćce, bo mieczyki należą do kosaćcowatych, więc botanicznie daleko nie odchodzimy, a skojarzenie z kosą nie jest aż tak narzucające się.

 Nie do uratowania okazał się - niestety! - paralelizm "trou" i "trous" w pierwszym i ostatnim wersie. Kombinowałam jak się dało - niby przecież większość tych wszystkich słów na określenie różnego rodzaju zagłębień ma wiele znaczeń i na siłę dałoby się je zastosować do poetyckiego określenia ran. Ale wszystko to dawało zupełnie inną poetykę, niepotrzebnie wprowadzało niedosłowność, psuło prostotę wyrazu, więc zrezygnowałam. Z bólem serca. (Koleżanka powiedziała mi zresztą, przeczytawszy Ostrowską a zanim pokazałam jej własną wersję, że "jeśli u ciebie nie ma 'jamek krwawych', to twój przekład już jest lepszy", co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma co na siłę tego paralelizmu po polsku upychać, bo brzmi sztucznie.) Zrezygnowałam też z idealnie dokładnego rymu między końcem trzeciej strofy i wiersza, ponieważ tu arbitralnie uznałam, że zawartość jest ważniejsza od formy i samogłoski muszą wystarczyć.

I jeszcze słowo w kwestii wersyfikacji: kusiło mnie zabawienie się z bardzo subtelnym w oryginalnym aleksandrynie wygraniem sylab niemych, które w regularny sposób dają części wersów nieco inne brzmienie. Ale eksperymenty z trzynastozgłoskowcem przeplatającym się z dwunastozgłoskowcem, z rymami żeńskimi i męskimi jednak nie przyniosły pożądanych efektów: po polsku te różnice zbyt się wybijały na pierwszy plan.

I to chyba tyle, nie bardzo umiem pisać o poezji, a o swoich dylematach i wyborach napisałam, co do napisania miałam. Ponieważ zaś, jak już wspominałam, niniejsza notka jest powiązana z innym wpisem, bezczelnie jako ilustrację daję tu ten sam obraz, który jest głównym bohaterem tam, a który zrobił na mnie wielkie wrażenie i na dodatek jest dokładnym "negatywem" wiersza Rimbaud (ale o tym na drugim blogu). Émile Betsellère, "L'oublié" [Zapomniany], 1871/72.

Emile Betsellere, L'oublie (1872)

Arthur Rimbaud, Le dormeur du val

C’est un trou de verdure où chante une rivière,
Accrochant follement aux herbes des haillons
D’argent ; où le soleil, de la montagne fière,
Luit : c’est un petit val qui mousse de rayons.

Un soldat jeune, bouche ouverte, tête nue,
Et la nuque baignant dans le frais cresson bleu,
Dort ; il est étendu dans l’herbe, sous la nue,
Pâle dans son lit vert où la lumière pleut.

Les pieds dans les glaïeuls, il dort. Souriant comme
Sourirait un enfant malade, il fait un somme :
Nature, berce-le chaudement : il a froid.

Les parfums ne font pas frissonner sa narine ;
Il dort dans le soleil, la main sur sa poitrine,
Tranquille. Il a deux trous rouges au côté droit.

(1870)

piątek, 21 listopada 2014, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Marcin Ciura, *.play-internet.pl
2014/11/23 11:21:24
"Obłoków osnowa" to wata. Rzucam "głowa goła" i "śpi, leżąc pod chmurami, rozciągnięty w ziołach".
-
2014/11/23 13:30:59
Rozciągnięty w ziołach to jak dla mnie o befsztyku. A tam jest trawa.
-
2014/11/23 14:52:12
Z mojej wiedzy botanicznej i przetacznik bobowniczek, i barwinek mają własności lecznicze, więc na upór by podpadły pod zioła :D .
Ale tak serio, to moim zdaniem "ziołach" tutaj nie jest dobrym wyborem. Polskie "zioła" = "ziele" = "trawa" wydaje mi się tak archaicznie młodopolskie, a z kolei słowo "zioła" w znaczeniu specjalistycznym "rosliny lecznicze" tak fachowo nacechowane, że żadne ze znaczeń mi tu nie pasuje.
-
Gość: Marcin Ciura, *.play-internet.pl
2014/11/23 15:04:25
...z otwarciem ust, głowy odkryciem
i zanurzeniem karku.../i karkiem zanurzonym...
...nad nim obłoki w zenicie,

Ma wady, ale przynajmniej nie ma osnowy. Ostatnio zapomniałem dodać, że dla mnie poza osnową wszystko gra i trąbi.
-
2014/11/23 17:22:54
Obłoki w zenicie??? To ja jednak pozostanę przy osnowie, bo mimo wszystko jest bardziej neutralna i mniej naddaje niż wszystkie kolejne Twoje propozycje. Te sformułowania "z otwarciem... odkryciem..." - niepotrzebny bałagan gramatyczny, pomijając już to, że "młody żołnierz z otwarciem ust" to jakiś koszmarek stylistyczny. Osnowa nie jest idealna, zgoda, ale _razi_ wyłącznie jednego czytelnika, a prezentowałam to m.in. grupie na konwersacjach francuskich oraz paru osobom prywatnie, więc gdyby była aż takim problemem, to procent niezadowolnych byłby lepszy.
-
Gość: Marcin Ciura, *.play-internet.pl
2014/11/23 17:39:03
Nie razi. Poznaję tylko, widząc oryginał, że jest dopisana, ale widzę też, że się jej nie da zastąpić.
Pozdrawiam serdecznie.
-
Gość: Marcin Ciura, *.play-internet.pl
2014/11/23 20:22:33
Zenit istotnie do bani. Posłuchaj tego (podaję Ci te wersje, bo samo zwracanie uwagi uważałbym za czepialstwo, a problem z osnową jest też taki, że -- przynajmniej mnie -- się kojarzy z czymś gęstym, a w wierszu jest pełne słońce; zrobisz, co zechcesz; żona już mi się śmieje z "ust otworu"):

Młody żołnierz, z odkrytą głową, ust otworem
I karkiem zanurzonym w barwinków błękity
Śpi, legł w trawie, gdzie jasny obłok pod przestworem

Albo możesz wykombinować coś innego w trzecim wersie. Wbrew pozorom otwór i przestwór mają różną etymologię, więc mogą się bez problemu rymować.
Pozdrowienia.
-
2014/11/25 00:35:23
No więc: nie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Przeczytaj, proszę, uważnie krytykę zawartą w poprzedniej notce. Piszę tam między innymi o tym (choć mniej dosadnie), że w tym statycznym obrazie (żołnierza; tu w ogóle rusza się praktycznie wyłączne strumyk z pierwszej strofy) nie wolno wprowadzać elementów dynamicznych czy wskazujących na jakiekolwiek działania żołnierza. A "legł" oznacza, że on się położył. Sam, z własnej i nie przymuszonej woli. A on jest martwy. Martwy. On się na tej trawie nie położył dla przyjemności. Jeśli legł zaś miałoby być w miejsce "poległ" - to z kolei dopisywanie. Bo tego to my się mamy dowiedzieć dopiero z pointy.

A co do tego, co jest, a czego nie ma. Osnowy nie ma - zgoda. Ale nie ma też: _jasnego_ obłoku, nie ma przestworu - jest po prostu niebo (zenitu też nie ma, ale już zniknął). I trzeba do niego dodać jak najmniej. Obłoki są już pewnym nadużyciem, dlatego lepiej, żeby były jak najmniej zauważalne ;) Dodawanie określenia barwy w wierszu, gdzie określenia kolorów są użyte z taką precyzją uważam za większą ingerencję w autorski zamysł niż stosunkowo neutralne słowo.

Żona słusznie się śmieje z "ust otworu", ponieważ on z kolei łamie zasadę decorum (najlepsze byłyby rozchylone usta, ale są za długie). Mam propozycję: słuchaj żony!
-
Gość: Marcin Ciura, *.play-internet.pl
2014/11/26 07:44:25
Słucham jej, słucham. Na poniższe też kręci nosem, ale gram dalej, przymykając otwór:
... odkryta głowa, śród warg szpara,
... nad nim obłok tkwi w bezmiarach,
Zgaduję, co Ci się nie spodoba, ale dla mnie przynajmniej tkwienie pojedynczego obłoku w bezmiarach to obraz jaśniejszy niż osnowa, taki jak w oryginale i nie komplikujący stanu pogody.

Nawiasem mówiąc, ten złośliwy obłok lubi się rozdymać do homeryckich rozmiarów. Wyrzuciłbym go zupełnie:
... odkryta głowa z ust otworem,
... pod nieba przestworem,
gdyby nie to, że otwór jest be.
-
2014/11/26 20:27:19
Barwinek rośnie w cieniu pod drzewami, a nie na podmokłej łące. Nie wiem rzecz jasna co autor miał na myśli, ale mogło chodzić o niebieskawy odcień liści (rukiew), nie kolor kwiatów (przetacznik). Przetacznik bobowniczek to raczej "końska rukiew" (cresson de cheval). Natomiast błędny barwinek jest całkiem w duchu oryginału, bo Rimbaud pisząc o mieczykach myślał właśnie o irysach (kosaćcach), mają podobne liście, ale tylko irysy lubią mokre łąki. Skoro tu go skorygowałaś, to masz chyba prawo zamienić rukiew na barwinka.

Rimbaud Amid Flowers
W. M. Frohock
Modern Language Notes
Vol. 76, No. 2 (Feb., 1961), pp. 140-143
www.jstor.org/discover/10.2307/3040627?uid=3738840&uid=2129&uid=2&uid=70&uid=4&sid=21105303935063
-
2014/11/27 12:51:26
Jako zwykła czytelniczka pozbawiona ambicji translatorskich (niestety, za wysokie progi), powiedziałabym, że "osnowa obłoków" zamieniona na "śród warg szpara" i "obłok tkwi w bezmiarach" to dwa złe zamiast jednego niezłego.

"Osnowa obłoków" to może i wata, ale dobrze siedzi w całości wiersza i jest na tyle neutralna, że przy pierwszej lekturze nie rzuciła mi się w oczy. Dopiero potem zaczęłam się zastanawiać: skoro tu osnowa, to gdzie jest wątek?

"Otwarte usta" to dokładnie "bouche ouverte", całkowicie naturalne i oczywiste. "Śród warg szpara" to jakiś przekombinowany dziwotwór. Poza tym wydaje mi się, że "śród" czy "wśród" odnosi się albo do rzeczowników niepoliczalnych, albo do policzalnych w liczbie większej niż dwa: śród takich pól przed laty, śród żywych duchów, wśród nocnej ciszy, wśród serdecznych przyjaciół itd. Więc ile tych warg powinno być?

"Obłok tkwi w bezmiarach" - no właśnie nie, obłok z natury nie może tkwić w żadnym miejscu. Gwóźdź w ścianie, drzazga za paznokciem - owszem. Ale obłok jest teraz tu, a za chwilę gdzie indziej. Nie można tu mówić o tkwieniu.

Wszystko powyższe naturalnie IMVHO.
-
2014/11/27 17:16:43
@kwik - dzięki za komentarz botaniczny :) To był wielki flejm na fejsbuku, tak nawiasem mówiąc... Ale merytorycznie: dla mnie ta łąka nie musi być podmokła - nie każda łąka nad strumieniem taka jest. Po prawdzie planuję pojechać kiedyś w te rejony, gdzie Rimbaud mógł się na żywo spotkać z wojną francusko-pruską, więc sama sobie obejrzę :) Och, och, a artykuł przeczytam jak tylko wygrzebię się z wniosku grantowego i referatu o medalach i krokodylach!

@Marcin Ciura - jak napisała Allegra Walker (dziękuję! lepiej bym tego nie ujęła, więc część argumentacji pominę), zostańmy przy osnowie, bo "śród warg szpara" nie dość, że dodaje duuużo więcej niż ta nieszczęsna osnowa, to na dodatek język sobie można na niej złamać, no i wprowadza bardzo mocną aliterację, co można by wziąć za cechę oryginału. No a ten obłok tkwiący w bezmiarach takoż dodaje do tekstu i znowu więcej niż osnowa. Skoro więc chcemy zlikwidować dodawanie do tekstu (samo w sobie chwalebne, bo uważam, że to tekst, w którym należy zmian unikać w miarę możliwości), to może nie róbmy tego poprzez jeszcze większe dodawanie?
-
2014/11/27 19:56:16
Łąka zasadniczo nie musi być podmokła, ale to jest łąka w dolinie z ciekiem wodnym. Z tekstu wionie wilgotnym chłodem i poza mieczykami (poprawionym przez Ciebie na błotne kosaćce) wszystko wskazuje na wilgotną łąkę.
-
2014/11/28 01:20:04
@Kwik - Niesamowite i fascynujące, bo dla mnie tam jest mimo "cieku wodnego" (przypominają mi się zajęcia z epoki kamienia) i doliny jest - zwłaszcza na poczatku - raczej bardzo słonecznie i ciepło, taka nagrzana słońcem łąka, na której skraju są te cieki wodne i szuwary, ale zupełnie nie wilgotno i chłodno - dla mnie takie uczucie dopiero się wkrada jakoś powolutku od drugiej, ale tak naprawdę od trzeciej strofy.
-
Gość: Marcin Ciura, *.play-internet.pl
2014/11/28 07:42:31
Poddaję się. Dziękuję za ciekawą dyskusję.

Dodam tylko, że "śród warg" już się zdarzało: www.google.pl/search?q=%22%C5%9Br%C3%B3d+warg%22 a w mojej krytyce osnowy od dawna nie chodziło o dodawanie do tekstu, tylko o pogodę w wierszu, która się zrobiła wewnętrznie sprzeczna: trzy razy świeci pełne słońce, a raz niebo jest osnute.
-
2014/11/28 09:49:23
Mam taki defekt antypoetyczny, z wyrazów wyskakuje mi etymologia, czytam parów i widzę parę (tzn. mgłę). Tam są jeszcze szczyty, a więc dolina musi być dość głęboka, czyli słońce bywa tam krótko. Więc wilgoć i chłód.
-
Gość: zig_zac, *.mniow.pl
2014/12/25 11:46:23
Dolina i kotlina to dwie różne formacje terenu, czy to nie przesada używać ich zamiennie? Zwłaszcza, że dolina zawiera z definicji rzekę, może więc być podmokła, co zdaje się mieć znaczenie.
-
Gość: estimado, *.dynamic.chello.pl
2015/10/18 23:06:57
Uruchomiłem się na Pani gorzkie biadanie, że gra słów "trou" i "trous" nie dała się uratować.
Wpadły mi do głowy słowa "rozpadlina" i "szczelina", z których każda też może być zielona i którą też może płynąć strumień. Jesteśmy wtedy dużo bliżej znaczeniowo tego, co nasz śpiący rycerz ma w prawym boku - wyrwy, szczeliny, a może rymującej się z nią przestrzeliny.
Zastrzegam, że ani Pani przekładu (ogólnie bardzo mi się podoba), ani również swojego pomysłu nie próbowałem roztrząsać z punktu widzenia kompozycji, stosowności użycia ewentualnych rymów wewnętrznych w ramach wersu etc. To Pani robota, a ja ani chcę, ani śmiem coś Pani narzucać.
Jak się już zaprzyjaźnimy, to może będę bardziej czepliwy :)
Pozdrawiam
       

       Copyright