Blog > Komentarze do wpisu
Nous sommes Charlie

Jedną z największych, niewytłumaczalnych zagadek wszechświata i conditio humana jest dla mnie istnienie umysłów tak zamkniętych, że każdą wypowiedź niezgodną z ich poglądami, z tym, w co mniej lub bardziej rozpaczliwie wierzą, uznają za osobisty atak na siebie, a na dodatek sublimują to poczucie w atak na wartości czy też na Boga. Atak, który zasługuje na natychmiastową kontrę, na pognębienie przeciwnika - w dużej mierze przecież wyimaginowanego, bo będącego po prostu człowiekiem, który chce żyć inaczej i nic więcej. Nie przestaje mnie zadziwiać istnienie ludzi, którzy na serio uważają, że satyryczny obrazek czy zrodzona z gniewu (zazwyczaj zasadnego) wypowiedź, narusza jakiś ład we wszechświecie.

Ludzi kurczowo trzymających się idei, najczęściej wypaczonej - tak kurczowo, że dla obrony tej swojej wizji idei są gotowi walić na oślep, a nawet zabijać. Ludzi, którzy wierząc w takiego czy innego boga (zazwyczaj nazywanego przez nich miłosiernym i wszechmogącym) uważają, że to oni są depozytariuszami tego bóstwa opinii i honoru,  muszą więc je bronić przed pragnącym je splugawić motłochem. Ludzi, którzy obraz tego bóstwa tak bardzo kształtują na swoje własne podobieństwo, że czynią z niego karykaturę, sami o tym nie wiedząc. Pokazują je światu jako małostkowe, bezsilne, mściwe i egoistyczne. Broniąc rzekomo praw tego bóstwa czy też instytucji, w którą równie święcie wierzą, bronią tak naprawdę własnego przerażenia, własnej niepewności, własnego poczucia zagrożenia. Fanatyzm jest najczęściej strawą umysłów słabych, nieumiejących samodzielnie myśleć, uciekających przed braniem odpowiedzialności za swoje życie i czyny, składających ją w czyjeś ręce. Słuchają jakiegoś mistrza, guru, przewodnika i dają mu sobą kierować. Przyjmują radykalne poglądy, bo one porządkują świat, ukazując go w w czerni i bieli. Nie zdają sobie zazwyczaj sprawy z tego, że w tym pozornie czarno-białym obrazie kryje się wielka strefa mroku, w którą wepchnięte są różne paskudne szkielety. Strefa, w którą spycha się wszystko to, co niewygodne, co mogłoby rzucić cień na tę białą stronę. W ostrym świetle tego mroku nie widać, ale on czai się gdzieś na granicy.

Ludzkość broni się przed fanatyzmem, przed tymi zadziwającymi zamkniętymi umysłami, między innymi poprzez wolność słowa. Zastanawia mnie zawsze, na ile powinna ona być bezwzględna, czy i gdzie są granice tej wolności. Z jednej strony głębokie przekonanie mówi mi, że jest to wartość absolutna. Z drugiej - wiem, że pewne treści, a raczej ich czynne propagowanie, powinny być zakazane. I że zdarzają się sytuacje, kiedy dla dobra powszechnego pewne treści należy przemilczeć. Że na przykład w czasie wojny nie powinno się podkopywać morale. Ale w sumie wszystkie te przypadki można regulować umową społeczną -oczywiście trzeba mieć do tego społeczeństwo na tyle dojrzałe, żeby umiało odróżnić realne zagrożenia od urojonych.

Taka autocenzura zresztą często działa nawet w społeczeństwach pod tym względem mało dojrzałych. W Polsce powstrzymała ona chociażby nawet tabloidy od drukowania drastycznych zdjęć po katastrofie w Smoleńsku - choć naprawdę, bywały takie chwile, kiedy czytając kolejne jątrzące wypowiedzi różnych prawicowych mędrców smoleńskich, zwłaszcza te rzucające kalumnie na rząd i śledztwo, uświadamiając sobie, że ich fanatyczna gadanina trafia do rzesz pragnących, by ktoś nimi pokierował, myślałam w duchu, że może oni powinni te drastyczne zdjęcia zobaczyć, przekonać się, z czym miała do czynienia na przykład obecna pani premier i gdzie była wówczas prawdziwa odwaga i poświęcenie.

To jest też powód, dla którego nie potrafię jednoznacznie ocenić inicjatyw takich jak wikileaks. Z jednej strony ujawnianie machinacji polityków, służb specjalnych i korporacji jest pożądane, jest jakąś formą społecznej kontroli nad tymi, którzy nami rządzą. Z tego samego powodu uważam na przykład, że w demokratycznym państwie żadna instytucja nie powinna być zwolniona z jawności finansowej. Z drugiej - gdzie jest granica ujawniania informacji, które potencjalnie mogą zaszkodzić bardziej niż pomóc?

Jest też inny aspekt wolności słowa. Dotyczący już samego języka. Ponieważ nie jestem zwolenniczką żadnych radykalizmów, nie popieram również poprawnościowej walki z językiem, a zwłaszcza z tym, co się w nim zakorzeniło. Nie wierzę aż tak bardzo w moc sprawczą słów i w to, że jeśli będziemy mówić (potocznie) "ocyganić" albo "oszwabić" (jako dziecko w ogóle nie widziałam związku tych słów z czymkolwiek konkretnym), to zwiększy to poziom nienawiści społecznej do Romów czy Niemców. Ale jeśli już prowadzi się kampanie na rzecz wycofania takich słów z języka, to bądźmy konsekwentni i przestańmy również używać określenia "pogański" jako przydawki wartościującej. Poganom też może być przykro, kiedy ktoś z niechęcią czy rozpaczą w głosie mówi, że każe mu się wstawać "o pogańskiej godzinie". Że już nie wspomnę o szafowaniu określeniem "pogańskie obyczaje" na obyczaje uznawane za prymitywne i niecywilizowane, które może bez trudu być uznane za obraźliwe. (Powtórzę jednak, że osobiście jestem przeciwko takim czystkom, ale jeśli już je robić, bo taka moda intelektualna zapanowała, to konsekwentnie.)

A dlaczego jestem przeciwko czystkom i tzw. politycznej poprawności? Bo jak dla mnie ona też zbyt łatwo może prowadzić do zachowań o charakterze fanatycznym. Jak każdy radykalizm. Ludzie skupieni na śledzeniu, czy w jakiejś wypowiedzi nie ma przypadkiem sformułowania, które mogłoby naruszyć uczucia - takie czy inne - jakiejś grupy społecznej, przestają czytać teksty. W sensie - ich komunikaty. Nie widzą treści poza zbitką słów. Poza materiałem do prowadzenia śledztwa, czy aby nie narusza to zestawienie słów, to jakieś pojedyncze słowo, praw do dobrego samopoczucia mniej lub bardziej ściśle zdefiniowanej grupy. I naprawdę niczym się to nie różni od naruszania uczuć religijnych tych ludzi, których mentalność tak bardzo mnie zadziwia we wszechświecie.

Nieważne, po której stoi się stronie, fanatyzm zawsze jest zły i należałoby go dusić w zarodku. Zawsze gdzieś u swoich korzeni jest wynikiem niepewności i braku poczucia własnej wartości. Ono może brać się z różnych źródeł: odrzucenia, biedy, krzywdy, ale i z przekonania o tym, że świat będzie lepszy, jeśli wszyscy będą tacy sami. I że dekretem, ustawą, wyrokiem sądu czy zamachem terrorystycznym można do tej jednolitości doprowadzić. Sprawić, że ludzie zaczną wyznawać te same "wartości", które wyznaje ten, kto je narzuca. Problem w tym, że dzieje absolutnie wszystkich rewolucji pokazują, że jeśli nawet radykalny ruch był w miarę jednolity na samym początku, to bardzo szybko zaczynał dzielić się na wrogie sobie frakcje - jednolitość najwyraźniej nie leży w naturze ludzkiej. Pod tym względem pojawienie się chrześcijaństwa niewątpliwie było rewolucyjne: dość spójna początkowo sekta bardzo szybko podzieliła się na zwalczające się wzajemnie odłamy. Skądinąd w tego typu wydarzeniach działa również inny mechanizm - wielkie rewolucje mające na sztandarach sekularyzację i antyklerykalizm bardzo szybko wykształcają własne formy o charakterze sakralnym, nawet jeśli formalnie odrzucają sacrum, bo mentalność rewolucyjna potrzebuje jednoczącej idei. Fanatyzm religijny i fanatyzm rewolucyjny w jednym stoją domu.

Dlatego chciałabym żyć w świecie, w którym nie strzela się do dziennikarzy w obronie żadnych świętych mędrców i niezależnie od tego, czy nam się ich robota dziennikarska podoba czy nie, a sprawy dotyczące światopoglądu i potencjalnych przykrości wyrządzanych sobie wzajemnie przez różne osoby o odmiennych poglądach wyjaśnia się w cywilizowanej rozmowie. W świecie, w którym obrona "wartości", "Boga" czy "honoru" nie staje się bezpardonowym atakiem na drugiego człowieka. W którym ludzie deklarujący nadstawianie drugiego policzka rozumieją znaczenie tego wyrażenia i nie zamieniają go na oddaj, byle zabolało. W którym przyznanie sobie prawa do krytykowania innych oznacza danie tym innym prawa do krytykowania nas i na odwrót - pogodzenie się z tym, że inni nas krytykują, oznacza automatycznie, że my mamy prawo krytykować ich. W świecie, w którym satyra i krytyka są głosem w debacie, a nie głosem, który należy stłumić za każdą cenę.

W świecie ludzi świadomych wartości swojej i wyznawanych przez siebie idei na tyle, że dla ich obrony nie potrzebują sięgać po broń, jakakolwiek by ona była.

I tylko... wysp tych nie ma.

Liberte

 

 

czwartek, 08 stycznia 2015, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/01/08 13:54:13
Dziękuję za tak ładne ujęcie w słowa myśli, które powinny były przyjść do głowy każdemu rozsądnemu człowiekowi po wczorajszym wstrząsającym zamachu.
-
Gość: The Natoorat, *.dynamic.mm.pl
2015/01/10 08:43:42
Niestety, Bergamuty to utopia...
Ciekawe jednak, jak wyglądałby świat bez ludzi dogmatycznie wyznających przeciwstawne racje ? Tak, od zarania dziejów człowieka ?
Pewnie tkwilibyśmy jeszcze w Raju... :)
Poważniej - pewnie, trochę się już różnimy od ludzi z kultury mustierskiej, czy oryniackiej, kiedy to dyskusje panelowe toczyły się w nieco innej, niż dzisiaj, formie. Warto jednak zauważyć, że to skrajności określają tak społeczeństwo, jak całą, w ogóle, cywilizację. Skrajności są paliwem dla motoru postępu. Każdego - społecznego, kulturowego, technologicznego i jakiego tam jeszcze...
A wracając jeszcze do wysp, których nie ma - w pewnym okresie historii Indii, powszechnie panująca religia uczyniła modnym praktyki zmierzające do doskonalenia ducha, bez przykładania wagi do spraw doczesnych. Dosyć szybko zakończyło to rozkwit wspaniałej cywilizacji i wprowadziło Hindusów w okres wielowiekowej stagnacji, z której do dziś nie mogą się wygrzebać.

Gorąco polecam świetną rzecz Lema: "Powrót z gwiazd". To piękna, literacka wizja społeczeństwa bez przemocy, nawet bez jakiegokolwiek osobistego ryzyka. Jednak społeczeństwa, które pomimo iż kwitnie, przypomina mityczne, elizejskie pola.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2015/01/10 10:53:19
Ja bym jeszcze dodał, zgadzając się zasadniczo z wpisem Drakainy, że w ogóle lepiej zachować ostrożność przy nadawaniu jakiejkolwiek wartości etykietki "absolutna". Ostatecznie zawsze albo musimy do swoich wartości oponentów przekonać, albo ich do respektowania tych wartości przymusić, tymczasem absolutyzm z jednej strony osłabia naszą zdolność do argumentacji (bo "wartość absolutna" tym właśnie jest absolutna, że nie podlega negocjacji, a więc oderwana jest od argumentów za i przeciw) i rozleniwia intelektualnie oraz moralnie, a z drugiej strony może być łatwo użyty jako broń przeciwko nam (łatwiej sterować osobą czy społecznością, której tabu jest nam znane, a przez nas samych nie respektowane; nieco paradoksalnie, im bardziej purytańska i zasadnicza jakaś społeczność jest w warstwie deklaratywnej, tym łatwiej jej członkowie poddają się różnego rodzaju szantażom i naciskom, z lęku przed piętnującą reakcją otoczenia).
-
2015/01/10 13:10:30
@Gość - jak czytałeś, sama też się waham z tą bezwzględnością wolności słowa, łatwo znajduję dla niej wyjątki. W sumie skłaniam się do negowania wszelkich "absolutów", ale nie mogłam znaleźć dobrego na to wytłumaczenia - więc dziękuję za to, co napisałeś, bo to właśnie to. Niemniej wolność słowa wydaje mi się zapewne dlatego o tyle najbliższa "wartości absolutnej", że tylko ona gwarantuje, że inne wartości nie staną się absolutne, bo tylko wolność słowa pozwala _wszystko_ negować.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2015/01/10 23:24:48
@Drakaina

Dzięki za dobre słowo. Tak, wolność słowa jest oczywiście wartością pierwotną w sensie, który wskazałaś, choć złośliwość każe mi, przyznawszy rację, zacytować z pamięci komiks z Garfieldem, w którym kot ów, bardzo z siebie zadowolony, peroruje: "Zapamiętajcie drogie dzieci i zapiszcie to sobie: reglarne odżywianie się jest podstawą regularnego odżywiania się." ;)

Ja do Absolutu i absolutów jako takich nie mam awersji (i nie chodzi tu wyłącznie o
mój stosunek do spiritusu :). Sądzę, że - abstrahując chwilowo od kwestii ontologicznych - są one naturalnym narzędziem, za pomocą którego ludzki umysł porządkuje świat, troszkę podobnym pod tym względem np. powszechnikom czy innym pojęciom abstrakcyjnym, niekoniecznie posiadającym ściśle określone czy materialne desygnaty, ale użytecznym w procesie pojmowania rzeczywistości. W takim też chyba sensie Jung widział w Jaźni umysłowy obraz Boga/Absolutu obecny w psychice każdego - poza może najbardziej zaburzonymi przypadkami - człowieka, nie implikując przy tym zresztą jakiejkolwiek tożsamości tego obrazu z istniejącym czy nieistniejącym Absolutem "zewnętrznym" wobec psychiki. Zgaduję, że starania pana K..., które wylazły w sąsiednim wątku, sprowadzające się do projektu wyrugowania wszelkiego absolutu z ludzkiego pojmowania świata, byłyby akurat dla Junga istnym horrendum i pretekstem do smutnych refleksji nad psychiką projektodawcy. Wracając do ontologii: wierzę również w istnienie chrześcijańskiego Boga, a więc jakiejś formy Absolutu (tu oczywiście natychmiast należałoby odnieść się do klasycznej wątpliwości co do tego, jak Bóg chrześcijan ma się do boskiego Absolutu filozofów, co przemilczam, bo nie o to tym razem chodzi). Co rzekłszy, wciąż z olbrzymią ostrożnością traktuję ludzi, którzy uważają, że mają osobisty dostęp do prawdy absolutnej - takie roszczenia zazwyczaj nie prowadzą do niczego dobrego. Dostęp do wartości absolutnych jest przymiotem boskim; ego utożsamiające się z Jaźnią - by wrócić do opisu w duchu Junga - jest jak planeta, która zamiast wiecznie z respektem krążyć wokół Słońca, spada na nie.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2015/01/11 00:08:09
@Anuszka - Myślę, że to jest przypadek, o którym pisałem w pierwszym moim wpisie w tym wątku. Cywilizacja Zachodu nie ma już zbyt wielu tabu, ale wciąż myśl o unicestwieniu całego świata jest tego typu "okropnością nie do wypowiedzenia". Rosyjska propaganda od dawna próbuje to tabu wykorzystywać ("better red than dead"), Putinowi i spółce bardzo zależy na tym, by Rosję zaczęto traktować jak Koreę Północną w wersji makro. Jednak ludzie, którzy wynieśli Putina do władzy, za dobrze żyją, by szykować się z radością na globalne samobójstwo rozszerzone. Żeby tego typu szantaż był wiarygodny na zewnątrz, Putin musi przekonująco odtworzyć również wewnętrzne stosunki północnokoreańskie: ciągłe czystki, egzekucje, pranie mózgów i ogólny terror, przy którym chyba nawet stalinowski wygląda blado. Ciekawe, czy kumple Putina i na to się piszą.
-
2015/01/11 01:03:42
@Anuszka - Mam wrażenie, że tu właśnie wchodzi ta kwestia "umowy społecznej", że o pewnych rzeczach się nie mówi, pewne rzeczy się autocenzuruje itd. Na swoim blogu napisałaś, że kopie filmiku znikają. Znaczy ludzie je kasują. Znaczy - działa. Ta społeczna autocenzura działa. Zabrzmi to banalnie, ale prawdziwa, dobrze rozumiana wolność łączy się z odpowiedzialnością - to nie jest "wszystko jest dozwolone". I nie mam tu oczywiście i bynajmniej na myśli sankcji religijnej dla tej wolności i odpowiedzialności, ale, nazwijmy ją etyczną czy humanistyczną.
-
2015/01/11 11:25:22
Kopie filmu znikają nie z z powodu autocenzury tych, co je wrzucili, lecz z powodu, że youtube je kasuje. Bo widzowie zgłaszają administratorom serwisu treści nieodpowiednie. I wtedy youtube je kasuje bądź nakazuje właścicielowi skasować.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2015/01/11 11:35:57
Bo chyba nawet żądnym popularności (i związanego z nią zysku) zarządcom portali typu youtube nie całkiem pasuje zapełnienie ich propagandą Putina czy ISIS. Nie żeby sumienie ich poruszyło, religijne czy świeckie, tylko nie mają ochoty czekać na interwencję smutnych panów z Departamentu Stanu itp. instytucji.
-
2015/01/11 14:48:59
Cóż, tego rodzaju "umowy społeczne" zawsze po części na takich przesłankach się zasadzają. Dlatego od surowego prawa lepsza i ważniejsza jest sprawna egzekucja łagodniejszego. No i nie jest w sumie istotne, czym się kieruje człowiek postępujący przyzwoicie, byle postępował przyzwoicie.

Jak dla mnie dlatego aż tak bolesny (i wkurzający) jest rozdźwięk między oficjalną "nauką" kościoła a postępkami jego prominentnych przedstawicieli oraz ludzi deklarujących się jako wierzący katolicy, że im się wydaje, że samo mówienie o wartościach sprawia, że się te wartości naprawdę wyznaje i wciela w życie. No tylko że nie. O tym jest to zdanie o drugim policzku w moim tekście.
-
2015/01/11 19:47:08
Bardzo dobry wpis. Zgadzam sie z nim całkowicie. I sam dostrzegam opisane powyżej rozterki, i nie jestem w stanie powiedzieć, ze wiem jak wyglądają rozwiązania.
Wszakże kilka uwag: "Fanatyzm jest najczęściej strawą umysłów słabych, nieumiejących samodzielnie myśleć, uciekających przed braniem odpowiedzialności za swoje życie i czyny, składających ją w czyjeś ręce. Słuchają jakiegoś mistrza, guru, przewodnika i dają mu sobą kierować" - a skat ten wniosek? Z literatury? Z filmu?> Film i literatura nie są życiem, są, artystycznym, kłamstwem, manipulacją, w amach której jak juz po trupach i krwi, Ten Zły pozbywa się rodziny, przyjaciół i sojuszników, to choć zdobywa władzę, nie jest pewny jutra i w duchu łka, bo moralnie przegrał swe życie. Tymczasem skurwysyny, tacy prawdziwi, jak już dotrą na sam szczyt, nie mają ani grama wyrzutów sumienia. Choćby prosty przykład twórcy wielkiej firmy komputerowej, który żył z notorycznej kradzieży i wykorzystywania cudzych pomysłów, by na koniec zostać okrzyknięty kim? Ikoną błyskotliwej innowacyjność! Spalił sie ze wstydu? Nie, występował w TED pokazując jak wymyślił pomysły które ukradł. Sadzisz że Putin ze strachu nie śpi po nocach? Że Stalin umierając rzęził w gorączce błagając o przebaczenie? Że Hitler miał wyzuty sumienia? Nie sądzę. Co najwyżej byli mniej lub bardziej rozgoryczeni, że się nie udało, zwykle dlatego ze dosięgła ich??? zdrada...

Co do samej wolności słowa to mam dwie uwagi: należy być bardzo czujnym, bowiem w ciepełku ofiar zabitych dziennikarzy chce sie ogrzać co niemiara rozmaitych polityków ( a politykiem jest nie ten kto ma etat w parlamencie, ale ten kto uprawia politykę! ). Zatem już jutro usłyszymy, od tych co dziś krzyczą "Je Suis Charlie" że konieczne jest danie więcej władzy właśnie w ich ręce: w ręce organów przymusu, kontroli, inwigilacji. Już jutro dowiemy sie od Radka Sikorskiego że torturowanie niewinnych ( jak sie okazało) ludzi jest konieczności a w jego pracy, in on Radek, gdyby mial sam swoimi rękami to robić, dziś też postąpiłby tak samo. Już jutro dowiemy sie ze konieczna jest jakaś nietolerancyjna polityka wobec muzułmanów, i niejeden będzie nawoływał do ksenofobii - w imię jeszcze większej wolności. A zwłaszcza inwigilacja i uprawnienia służb będą na fali wznoszącej, bo władza, a zwłaszcza wielki biznes, chce wiedzieć i kontrolować jak największe obszary naszego życia. Bo inwazja w naszą prywatność jest forma biznesową. A jak opisała pięknie Naomi Klein w "Doktrynie szoku" - jak zdarzy sie tsunami, które niszczy wioskę w atolu na Pacyfiku, to wielkie korporacje są tam na miejscu jeszcze zanim biedacy którym woda zabrała domy powrócą, i budują tam hotele. Korzystając z faktu, ze zdezorientowani ludzie w szoku nie mają dosyć siły by przeciwstawić się ich wiecznie gotowym do grabieży - prawnikom, księgowym, lobbystom. Dziś - przeszło terrorystyczne tsunami - ci prawnicy juz działają w Europie, by na fali strachu ugrać coś dla wielkiego biznesu - kosztem wolności, równości i sprawiedliwości. Niejedna kariera z tego wyniknie...
-
2015/01/12 13:24:50
@kakaz - ci, których wymieniasz (Hitler i jemu podobni) to fanatycy, którzy zostają guru, przewodnikami duchowymi. O psychologii takich jednostek napisano tomy, nie jestem specjalistą, więc może powtarzam memy, ale wydaje mi się, że to są zazwyczaj też tak naprawdę psychologicznie zagubieni we własnych kompleksach i resentymentach ludzie, którzy na dodatek do tego mają jednak charyzmę (i na dodatek trafiają na właściwy dla siebie moment) i potrafią zarazić swoimi wypaczonymi ideami tłumy podobnych sobie zagubionych, niepewnych siebie ludzi, którzy charyzmy do zostania wodzami nie mają. Oni te swoje idee postrzegają jako pozytywne, podobnie jak inni fanatycy. A ludzie potrzebujący kogoś, kto im pokaże drogę, idą stadnym instynktem - i od osobistego świra przywódcy zależy, co będą robić: zabijać innych czy tylko siebie samych (sekta Koresha i inne takie). Dlatego ci fanatyczni przywódcy pewnie nie mają wyrzutów sumienia, bo wątpię, żeby postrzegali swoją klęskę w takich kategoriach. Ale tego nie wiemy, bo zazwyczaj nie zostawiają na ten temat przemyśleń. Nie wiem nawet, po prawdzie, dlaczego Twoim zdaniem miałabym uważać, że Stalin czy inni drżą po nocach ze strachu: oni właśnie ten strach przysłonili, stłumili już ideą, fanatyzmem i uwierzyli w swoją misję, która pozwala zapomnieć o lękach i niepokojach - podobnie zresztą jak ich wyznawcy. Chyba nie przypadkiem terroryści są zazwyczaj gotowi na śmierć - czyli omijają najpotężniejszy jednak lęk człowieka.
-
2015/01/12 14:59:51
@drakaina - oczywiście nie wiem co tkwi w głowie fanatykowi. ale obawiam sie że przypisywane im przez Ciebie ( ogólnie - nas) cechy są nasza racjonalizacją i nie oddają złożoności ich psychiki. Jest jakaś potrzebą człowieka deprecjacja zła. Wielu by się obruszyło gdyby ktoś nazwał Stalina geniuszem politycznym, a tymczasem on kimś takim był. A przy tym zniewalającym towarzysko rozmówcom. Nie przez przypadek uwiódł zachodnich liderów w czasach II WS ( choć oczywiście częściowo działali oni zgodnie z tzw. wymogiem chwili, faktem jednak jest że Stalin wkradł się także w ich sympatie) .
Jak powiedziałem, ludzie potrzebują rozpuszczenia zła w sosie innych negatywnych cech. Chcemy aby fanatycy, dyktatorzy, zbrodniarze, oszuści byli małymi pokurczami, postaciami jak z bajek, pełnymi kompleksów, najlepiej z zepsutymi zębami. Rzeczywistość jest jednak w straszliwy sposób inna. I kpi sobie z naszych racjonalizacji.

Wiele świadków wskazuje że ludzie podejrzewani o zamachy, zbrodnie, bywają w obyciu prywatnym cisi, sympatyczni, czasami nieśmiali. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze. Ale dostatecznie często by wskazać że prostych prawidłowości tu nie ma...
-
2015/01/12 16:29:42
@Kakaz - nigdy i nigdzie nie kwestionowałam talentów politycznych Stalina, o jego osobowości (w sensie uroku osobistego) nic nie wiem, ponieważ historią XX w. interesuję się nader słabo, więc wspomnień z tych czasów nie czytałam.

Nawiasem mówiąc, ta charakterystyka "cisi, sympatyczni, nieśmiali" bardzo często wynika właśnie z tłumionych kompleksów, lęków, poczucia niedocenienia. I wydaje mi się, że problem nie tkwi w tym, czy akurat mój opis pasuje do rzeczywistości w takim czy innym procencie. Chodzi o to, że raczej mało prawdopodobne jest, żeby ktoś, kto ma realne i realistyczne poczucie własnej wartości (czyli ani zawyżone, ani zaniżone) miał potrzebę dokonywania czynów terrorystycznych czy podobnych. Przypomina mi się, co pewien mój profesor, jeszcze na filologii, mówił o prawdziwej pokorze: że nie oznacza ona poniżania siebie, ale prawidłową ocenę swoich możliwości, potrzeb, zdolności. Dalej będę się upierać, że fanatycy i kandydaci na fanatyków są pod tym względem zaburzeni.
-
2015/01/12 16:50:51
Jeśli ktoś mówi o sobie Je sui Charlie, to niech ma odwagę powiedzieć też Je sui...i dodać imię terrorysty. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Stwierdzenie to nie zrównuje ofiary z zabójcą, ale każe się zastanowić nad tym, jakie są korzenie cierpienia i zła, i widzieć w człowieku, który postępuje w sposób nieludzki człowieka...Nasze cechy gatunkowe jak np. silne utożsamianie się ze stadem, nie sprzyjają ogólnoludzkiej solidarności i empatii. Godzimy się z codziennym istnieniem przemocy i wyzysku, a często nawet ich nie zauważamy. Nie uważam, żeby ktokolwiek miał prawo zabijać, bić lub poniżać ludzi, który myślą inaczej, nawet w sposób prymitywny i raniący uczucia innych. Fanatyzm przeraża mnie bardziej niż hipokryzja lub cynizm. Wystarczy jednak przeczytać parę słów o życiu terrorysty, aby zrozumieć kim jest człowiek i świat, w jakim żyjemy. Rozumiem potrzebę obrony wartości demokracji i potrzebę solidarności z ofiarami. Nie rozumiem, dlaczego w necie, między innymi na stronie Gazety Wyborczej, mogą ukazywać się wypowiedzi wzywające do "przerobienia Arabów na kompost". Czy wolność wypowiedzi jest wolnością budzenia zbiorowej nienawiści? Kto może poważnie bronić prawa do takiej wolności wypowiedzi? ...Ranienie uczuć innych ludzi, w tym także ranienie uczuć ludzi religijnych nie powinno stawać się normą w cywilizowanym świecie. I w tym sensie nie - nie jestem Charlie...
-
2015/01/13 09:50:29
Mam wrażenie, że jeśli się jest przeciwko _każdemu_ fanatyzmowi, to jest się też przeciwko fanatyzmowi tej islamofobii. Terrorystami można moim zdaniem symbolicznie "być" tylko w tym sensie, w jakim również oni są ofiarami: fanatyzmu, charyzmatycznych przywódców. Nie w sensie wyboru ich metod.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2015/01/13 10:39:36
@Drakaina: "No i nie jest w sumie istotne, czym się kieruje człowiek postępujący przyzwoicie, byle postępował przyzwoicie."

No, nie wiem. Ktoś, kto zachowuje się przyzwoicie jedynie z lęku przed konsekwencjami zachowania nieprzyzwoitego, może zacząć się zachowywać znacznie gorzej, gdy lęk zmaleje (np. dlatego, że zmieniły się okoliczności). Wolę mimo wszystko myśleć o kimś, że nie kradnie, bo uważa, że kradzież jest czymś złym, niż że nie kradnie, bo ryzyko wpadki ocenia jako zbyt wysokie. Choć o tym, które normy moralne rzeczywiście mamy zinternalizowane, dowiadujemy się zwykle dopiero po fakcie - tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono - a i to bez żadnej pewności, że następnym razem zachowamy się podobnie. Więc moim zdaniem to nie jest wszystko jedno, tyle że nasze możliwości rozeznania, nawet wobec motywów własnego postępowania, są ograniczone. Ot, taki częściowy "agnostycyzm moralistyczny".
-
2015/01/13 13:50:46
@Drakaina "nigdy i nigdzie nie kwestionowałam talentów politycznych Stalina," - nie wiem dlaczego to piszesz, bo ja nigdzie nie wspomniałem że pisałaś. Wypowiedź czasami zawiera pewne stwierdzenia by naświetlić ogląd na pewną sytuacje, fakt że komentuję pod Twoim blogiem, bynajmniej nie oznacza że wszelkie uwagi kierowane w abstrakcyjny sposób, lub zawierające opnie że "pewni ludzie" postępują w określony sposób sa w zamyśle dawaniem do zrozumienia iż mówię o Tobie.

Celem moich uwag było tylko i wyłącznie zwrócenie uwagi, że ludzie lubią sobie racjonalizować że "ten zły" to zapewne osoba skrzywiona psychicznie, a tymczasem w większości przypadków tak być nie musi. Skoro przykłady znanych tyranów do ciebie nie przemawiają, to ja może przypomnę wyniki tzw. eksperymentu Milikana i podobnych. Całkiem zwyczajni ludzie, studenci, w odpowiednio sprowokowanych warunkach potrafią przejawiać zachowania agresywne, a wręcz zbrodnicze jak nadużywanie władzy, stosowanie nieuzasadnionego przymusu ( tzw. fala) a nawet torturować własnych kolegów.
Aby zwykli ludzie zaczęli stosować terror i przemoc, wystarczy ofiary oznaczyć kolorowym znaczkiem, np. nalepką. Właściwie nic więcej nie jest potrzebne.
-
2015/01/14 00:38:46
A ja nie napisałam, że wspomniałeś, że _pisałam_ ;) Tak się przerzucać na konkretne sformułowania można ad mortem defecatam, ale nie o to chodzi. I nie chodzi też o to, że do mnie nie przemawiają argumenty o znanych tyranach - zawodowo zajmuję się m.in. wizerunkiem publicznym władzy (w epokach historycznych, współczesnością nie miałabym najmniejszej ochoty), więc umiem oddzielać ich prywatne oblicze od tego, co się pokazuje na zewnątrz i wiem, że czasem populizm bywa wręcz wykalkulowaną strategią (podobnie jak wykalkulowaną strategią może być robienie "intelektualnych" filmów, które mają sprawiać wrażenie głębokich, mimo że są płytkie i co najwyżej mętne). Nie dziwi mnie zatem rozbieżność między miłym panem prywatnie a krwawym tyranem w polityce. Natomiast mam jednak wrażenie, że pod tym wszystkim w przypadku Stalinów i Pol Potów tego świata (żeby uciec od tych najbardziej wyświechtanych przykładów) leży jednak jakieś zaburzenie - jeśli nie psychopatia, to socjopatia. Natomiast eksperyment Zimbardo (bo zakładam, że jednak o niego chodzi) pokazuje zupełnie co innego: że zwykłymi ludźmi bardzo łatwo jest manipulować przy pomocy dania im poczucia władzy i siły. I to dają guru sekt czy przywódcy terrorystów, którzy skądinąd zazwyczaj chętnie posyłają innych na śmierć, a sami siedzą w wygodnych willach.
-
Gość: The Natoorat, *.dynamic.mm.pl
2015/01/14 22:46:42
Można wtrącić pewne uwagi ? :)
Myślę jednak, że zdecydowanie łatwiej dostrzec różnicę między wizerunkiem publicznym a prywatnym obliczem współczesnego przedstawiciela władzy, niż tego, który żył dziesiątki wieków temu. Po prostu - materiału badawczego jest o niebo więcej... Tym niemniej odnoszę wrażenie, że w tej dziedzinie niewiele się zmieniło od czasów starożytnych.
Populizm wcale "nie czasami" a wręcz najczęściej jest wykalkulowaną strategią. Z definicji wynika, iż "populista" ma świadomość nierealności tego, co obiecuje. Wyjątkiem był Kaczyński z 30 mln mieszkań i Wałęsa z milionami dla każdego...
Jeżeli chodzi o "eksperyment Zimbardo" - trudno mówić, że eskalacja przemocy była skutkiem jakiejkolwiek manipulacji. Na pewno wyniknęła z tak, a nie inaczej sformułowanych warunków brzegowych eksperymentu, na pewno całkowicie wymknęła się spod jakiejkolwiek kontroli (a to wyklucza manipulację) i na pewno pokazała, jak niewiele wiemy o ludzkiej naturze.
Między guru sekty a przywódcą terrorystów zieje przepaść. Większość przywódców sekt, zakładających męczeńską śmierć swoich wyznawców, umarła wraz z tymi ostatnimi. Również większość przywódców co bardziej znaczących ugrupowań terrorystycznych już nie żyje, lub długo nie pożyje. Z tym, że ryzyko mają wkalkulowane w misję, której się podejmują a ponieważ są, de facto, dowódcami wojskowymi, nie powinni się bezpośrednio narażać. Z ich strony byłaby to skrajna nieodpowiedzialność. Polecam "Cienką, czerwoną linię" J. Jonesa. Jest tam taki fragment, gdzie kpt. Stein zostaje poinformowany, że dowódca musi zrozumieć, że jego podwładni narażeni są na śmierć, giną, a, co w więcej, czasami musi ich na tę śmierć świadomie wysłać.

cdn
-
Gość: , *.dynamic.mm.pl
2015/01/14 22:50:01
cd
Z innej trochę beczki: mowa tu była o cenzurze, czy autocenzurze. Hm... Troszeczkę to spłyca problem. Ujmijmy rzecz tak: każdy obywatel tego kraju może, w swoim mieszkaniu załatwiać się w kącie pokoju. Czemu tego nie robi ?
Dalej: wolność słowa ma swoje (również prawne, kodeksowe) granice. Nie daje np. zezwolenia na obrażanie innych. Cóż jednak znaczy "obrażanie innych" ? Myślę, że kluczem jest tu poczucie krzywdy, jakie powstaje u obrażanego. Decydującym czynnikiem są więc jego emocje, nie zaś świadome, czy bezrozumne intencje obrażającego.
Istnieje bardzo ładnie zarysowana różnica między człowiekiem cywilizowanym a kulturalnym: człowiek cywilizowany, nadepnąwszy komuś na odcisk mówi "przepraszam". Człowiek kulturalny nikomu na odcisk nie nadepnie.

W końcu mamy coś takiego, jak "kłamstwo oświęcimskie"... Jak to zakwalifikować ?

Drodzy Państwo !
Od czasów prehistorycznych do Oświecenia (tak gdzieś wiek XVII) normą w stosunkach międzyludzkich była eliminacja tego, kto się z nami nie zgadzał. Często (lub najczęściej) - fizyczna... Trwało to całe tysiąclecia. Od bardzo niedawna dopiero kultura europejska kultywuje (z lepszym lub gorszym skutkiem) inny paradygmat.
Stawiając tezę, iż ten, który odpowiada przemocą na obcą mu wizję rzeczywistości ma coś nie tak w głowie, musielibyśmy zgodzić się, że całe pokolenia naszych przodków to ludzie spaczeni umysłowo. A dopiero my, współcześni Europejczycy, jesteśmy normalni a, co więcej, ta normalność spłynęła na nas jak dar z niebios, jakiś... Bo przecież nie mogli dać nam jej nasi poprzednicy.

Otóż, wydaje mi się, że świat islamu (miał też swoje oświecenie ale później poszedł inną drogą) to inny świat. Jako taki, albo w ogóle nie podlega naszym ocenom, albo oceny te są wybitnie zdeformowane. Nie jesteśmy obiektywni, bo i być takimi nie możemy... Nie umiemy wyjaśnić podłoża zjawisk we własnej kulturze, takich jak np. Manson, Frakcja Czerwonej Armii, wojna w Irlandii Płn, na Bałkanach i wielu innych... A chcielibyśmy zrozumieć, jak myśli jakiś islamski terrorysta, facet z innego całkiem świata, we Francji, czy gdzieś indziej. Jeżeli nam się to nie udaje - bo udać się nie może - upraszczamy: ma coś z głową, jak wszyscy tacy...

Drakaino - no pewnie, ja też wolę Neronów i Kaligule niż Pol Potów, czy Stalinów... Ci pierwsi są jacyś tacy bardzie egzotyczni a przy tym całkiem już niegroźni. Drudzy - no, straszą do dzisiaj.
-
Gość: Galadhorn, *.dynamic.chello.pl
2015/01/18 08:31:57
Agnieszko, a jak myślisz, czy w ramach wolności słowa moglibyśmy teraz narysować kilka karykatur obśmiewających zastrzelonych, zmasakrowanych członków redakcji i ich płaczące rodziny? Założę się, że ktoś bardzo wesoły dałby radę narysować coś bardzo śmiesznego.
-
Gość: Ezoteryk, *.net013-g2.isko.net.pl
2015/03/11 21:59:23
Przeczytalem ten wpis i zauważyłem ciekawą rzecz .
Piszesz o fanatykach , ale co dziwne , nie ma nic na temat tego KIM SĄ ci fanatycy .
Słowo islam jakoś się nie pojawia ...
Czyżby zaraza politycznej poprawności dotarła i na ten blog ?
       

       Copyright