Blog > Komentarze do wpisu
O urnie i ziemi włoskiej

Malowani Patrioci (używam wielkiej litery, żeby nie nadużywać cudzysłowu, a poza tym oni lubią wielkie litery) nie przestają prześcigać się w kuriozalnych pomysłach. Potwierdzają one tezę, którą sformułowałam sobie już dość dawno: im bardziej ktoś w Polsce o swoim Patriotyzmie krzyczy, tym mniej zna własny język i własną historię. Polszczyzna wypowiedzi Patriotów zazwyczaj woła o pomstę do nieba, dowodząc braku szacunku dla języka, jego zasad i historii (bo te co bardziej absurdalne zasady mają swoje źródło w zmianach historycznych języka).

W ostatnich dniach dwie radykalnie odmienne sprawy pokazały, że również z edukacją w zakresie rodzimej literatury oraz historii jest u Patriotów krucho.

Przypadek 1. Literatura polska

Mazowieckie kuratorium ogłosiło konkurs dla gimnazjów, zatytułowany "Lech Kaczyński - historia najnowsza". Pomińmy to, że z tytułu wynika, iż Lech Kaczyński był najważniejszą personą ostatniego mniej więcej półwiecza i że w ogóle na nim historia się zamyka - konkurs dotyczy lat 1944-2010 (trochę to dziwne, bo bracia Kaczyńscy urodzili się, wg wikipedii, dopiero w 1949).

Pomińmy cały kuriozalny opis tego konkursu, do którego byłego prezydenta wciśnięto tak na siłę, że to aż boli (całość "programu merytorycznego" można sobie przeczytać w załączniku pod takim właśnie tytułem na oficjalnej stronie kuratorium). Przyjrzyjmy się mottom. I tu zaczyna się problem, bo nie wiem, od którego zacząć. Jest bowiem tak, że drugie urąga pierwszemu i to na więcej niż jednym poziomie i właściwie należałoby się z nim najpierw rozprawić. Otóż uważam, że autor motta pierwszego (Cyprian Kamil Norwid) powinien jako ta hrabini z Ballady o jednej Wiśniewskiej ze zbiorowej paryskiej mogiły wstać, wyrwać z trumny sękatą deskę i zdzielić nią kogoś po głowie. Zostawmy w spokoju śp. autora motta drugiego, bo w końcu Norwid należy do domeny publicznej i można go cytować jako motto*. Grzechem niewybaczalnym w szkolnym konkursie jest zestawienie dwóch mott: jednego z poezji wybitnej, drugiego z marnej amatorszczyzny, nie wydanej nawet oficjalnie czyli tak naprawdę nienależącej do obiegu literackiego**, a zarazem niebędącej nawet dziełem osoby powszechnie znanej, co mogłoby od biedy taką decyzję usprawiedliwiać.

Po tej dygresji wróćmy do motta pierwszego. Są nim słowa z jednego z bezwzględnie najlepszych i najwybitniejszych wierszy, jakie powstały w języku polskim, a zaznaczę może, iż nie jestem wielbicielką Norwida en masse. Cytat brzmi "Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie" i pochodzi, oczywiście z Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie. Kiedy przeczytałam, że ten wers, fragment tego konkretnego wiersza stał się mottem takiego konkretnego konkursu, najpierw śmiech mnie porwał pusty, a potem litość i trwogę zastąpił iście diabelski chichot, przyszło mi bowiem do głowy, że może w tym kuratorium pomysł z tym mottem wyszedł od kogoś, kto postanowił konkurs strollować?

Wers, jak to z mottami bywa, jest wyrwany z kontekstu. Zazwyczaj jednak, wybierając motto, mamy również na uwadze właśnie kontekst, z którego pochodzi (hmm, historia w sumie obfituje w źle czy raczej ahistorycznie i wbrew oryginalnym intencjom zastosowane motta, ale idealne założenie jest właśnie takie). A o czym jest wiersz Norwida? Oczywiście o tym, że wybitnych ludzi często nie doceniano za życia. Tak. Ale oparty jest na pewnym zamyśle kompozycyjnym i historycznym: jest w nim mowa wyłącznie o takich wybitnych, którzy doczekali się drugich pochówków (czasem symbolicznych), bo tym, co ich łączy, jest to, że po śmierci zostali pochowani byle jak, bez pompy, a dopiero po latach ich współobywatele docenili ich zasługi i wyprawili im uroczyste pogrzeby lub wystawili pomniki.

Czyli mamy bardzo wyraźne następstwo wypadków: śmierć w zapomnieniu, pogardzie lub na wygnaniu -> nędzny pogrzeb -> docenienie po śmierci -> drugi, wystawny pogrzeb/grobowiec lub wzniesienie pomnika.

Pytanie, które natychmiast się nasuwa, jest następujące: co oznacza motto z tego wiersza wobec pośmiertnej narracji (wybaczcie), która zaczyna się dokładnie po stronie przeciwnej czyli od wystawnego pogrzebu i wspaniałego grobowca w najważniejszym miejscu Polski?

Przypadek 2. Historia Polski

W ostatnich dniach publicysta i pisarz Jaś Kapela został skazany (jeszcze nieprawomocnie) na karę grzywny za obrazę hymnu polskiego. Oskarżycielami byli oczywiście Patrioci. Co takiego zrobił Kapela? Pomyślałby kto, że podeptał albo spalił jakieś wydanie Mazurka Dąbrowskiego, śpiewał hymn po pijanemu trzymając w ręce flagę ze swastyką albo coś w tym rodzaju.

Nie. Kapela napisał wiersz, bo jego dzieło jest tak naprawdę autonomicznym utworem, opartym na słowach i rytmie Mazurka. Wiersz jest całkiem dobry - na pewno o siedem nieb lepszy od podzielonej na wersy prozy jezuity, który jest autorem motta nr 2 wzmiankowanego powyżej. Wiersz bardzo sprawnie operuje obrazami i kontekstem powstania naszego hymnu narodowego i jest, co więcej, społecznie ważny. Prowokacja jest często najlepszym sposobem zwrócenia uwagi na jakiś problem, i miejmy nadzieję, że Kapeli się to uda - kampania rozdmuchiwania sprawy jest tu jak najbardziej słuszna.

W bardzo sensownej rozmowie z dziennikarzem Kapela tłumaczy założenia tej prowokacji: my też byliśmy kiedyś "uchodźcami". Wykorzystanie tekstu powstałego na uchodźstwie w kontekście katastrofy humanitarnej, wydaje się bardzo na miejscu. Pomija przy tym jednak pewien aspekt, który do linii ideowej jego prowokacji pasuje przecież jeszcze lepiej. Przypomnę go, ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że po edukacji szkolnej (bardzo Patriotycznej, mój licealny historyk dołączył po 1989 do szeregów skrajnej prawicy) nie miałam pojęcia o realnym kontekście powstania Legionów Polskich w Italii. Gdzieś tam, coś tam, sprawa polska. Wybicki, Dąbrowski - nazwiska bez znaczenia.

Drodzy Patrioci, pozwólcie zatem, że wam uświadomię, jakiego to tekstu, którego dziejów i kontekstu, najwyraźniej nie znacie, bronicie jako nietykalnej świętości. Może któregoś z was ten kontekst będzie parzył. Mazurek Dąbrowskiego powstał, oczywiście, w Legionach Polskich. Legiony Polskie zaś powstały w 1797 jako przybudówka republikańskiej, ba: rewolucyjnej armii francuskiej, która w północnej Italii walczyła z opresją habsburskiej Austrii, ale też Państwa Kościelnego. Polscy legioniści brali udział we francuskim marszu na Rzym i pierwszym w historii obaleniu tegoż papieskiego państwa, a także w obaleniu rządów burbońskich w Neapolu. Walczyli w armii, której hasłem były "wolność, równość i braterstwo". Nie robili tego pod przymusem - to byli ochotnicy. Nie robili tego wyłącznie z politycznego wyrachowania i dla ugrania czegoś dla Polski, choć na pewno było to istotnym czynnikiem. Niemniej o wolnościowe ideały i przeciwko konserwatywnej tyranii walczyli z przekonania. Dla tej właśnie armii Józef Wybicki napisał Pieśń Legionów Polskich we Włoszech (i mógłby się czepiać, że obecny hymn zmienił nieco jej słowa).

I jeszcze jedno: proponuję na wszelki wypadek zlustrować Jana Henryka Dąbrowskiego. Miał wprawdzie epizod niepodłegłościowy (powstanie kościuszkowskie, Legiony, armia Księstwa Warszawskiego), ale jednak zaczynał z własnej woli w wojsku niemieckim - saskim i pruskim (za Fryderyka Wielkiego!), a potem został oficerem armii carskiego Królestwa Polskiego.

Na koniec wbiję wam jeszcze w związku z naszym hymnem nóż w samo Patriotyczne serce. Otóż, jak wyczytałam w naukowym artykule poświęconym przeróbkom różnych hymnów narodowych z Marsylianką na czele, ale i o Hendrixie i Star Spangled Banner też tam jest, polski hymn narodowy jest jednym z trzech w Europie (obok francuskiego i włoskiego, wszystkie trzy są skądinąd genetycznie i ideowo pokrewne), który nie ma żadnych religijnych korzeni i powiązań.

I co teraz zrobicie z tym naszym hymnem?

Reggio Emilia 

* Tak, drogi czytelniku, wzrok cię nie myli. Motto drugie jest z utworu, którego mottem jest inny fragment tego samego wiersza Norwida, na dodatek stoi tak jak byk "Motto (fragment)", po czym następują dwa oddzielone trzykropkiem w nawiasie kawałki z Coś ty Atenom... Niestety świadczy to o tym, że autor, który za motto (nr 2) posłużył kuratorium oświaty, nie rozumie idei motta.

**Pseudo-wierszowana (bo jest to marna proza podzielona na wersy) kiczowata pisanina (felietonistyka?) jezuity Mirosława Paciuszkiewicza dostępna jest  jedynie jako dokument tekstowy online, a "wydana" jest "staraniem Przyjaciół Ojca Mirosława", bez ISBN, bez instytucjonalnego wydawcy, najwyraźniej nawet bez jakiejkolwiek formy trwałej, bo nie jest to nawet nieedytowalny pdf. Przed lekturą należy się uzbroić w dużą dawkę poetyckiej niewrażliwości, ponieważ większość utworów nie łapie się nawet na usprawiedliwiające określenie "naiwne".

 

 

piątek, 14 października 2016, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/10/31 11:25:45
I jeśli 100.000 ogolonych przejdzie przez nocne miasto z pochodniami tłukąc buciorami w bruk, to prawdą historyczną będzie to, co uważa ten, którego oni poprą.
Mówię zupełnie serio. Gdy się czyta "Geschichte eines Deutschen" Sebastina Haffnera a potem rozgląda wokół to ciarki po plecach przechodzą. Haffner wydano pośmiertnie, bodajże w 2000 roku. Powinien trafić na listę lektur szkolnych wszędzie. A z tego co wiem, to ukazał się kiedyśtam w Znaku i jest pozycją wyczerpaną. Wielka szkoda.
       

       Copyright