Blog > Komentarze do wpisu
Dzień kota: Ludwik czyli Zezowate szczęście

Dziś Dzień Kota, a ja poniekąd akurat mam kota. To znaczy jak zwykle w przypadku zwierzątek futerkowych mam kota trochę wirtualnie, tak jak kiedyś miałam króliki. Mam albowiem alergię i jakkolwiek chwilowo dała mi trochę spokój, to nigdy nic nie wiadomo. Kot zatem mieszka u N, która zawsze, ale to zawsze była kocią mamą i nasze wakacyjne rozmowy nader często wyglądały następująco:
N: Jaki piękny koteczek.
D: No, kot jak kot.

Louis 1

A kota mam(y) dlatego, że pewnego sierpniowego dnia znalazłam go w ogrodzie górskiego domku letniego moich Rodziców. Wyglądał zupełnie jak jedno z kociąt mieszkającej po sąsiedzku kotki, która czasami żywi się u nas (i wszystkich wokół, jak się okazało), być może nawet urodziła się pod naszym dachem (dosłownie: kotka poprzedniego pokolenia miała kocięta w naszym dachu), no i czasem przyprowadza podrośnięte dzieci.

Louis 2

Pomaszerowałam więc w poszukiwaniu właściciela kotki, ale jak się okazało, oba kocięta były na miejscu. Tyle że jak wróciłam do domu, to "naszego" kocięcia nie było ani widu, ani słychu. Dobra, pomyślałam, pewnie mały spryciarz przebiegł ogródkami do mamy. I co? I następnego dnia kocię było pod domem. A jak przyszła kotka (sama), to kocię miauczące na trawniku zmierzyła wzrokiem podejrzliwym i nieelegancko mówiąc, olała. Wtedy przypomniało mi się, że poprzedniego dnia za płotem stało nieznane auto, jacyś ludzie pobyli chwilę na drodze i razem z autem znikli.

Louis 3

Zaczęło się polowanie na kocię, ponieważ kocię było wprawdzie ospałe i słabe, ale uciekało w rododendron oraz pod werandę z niebywałą wręcz zwinnością. Nie dawało się skusić na mleczko w miseczkę ani na żadne tam kici kici. I przede wszystkim nie dawało do siebie podejść na wyciągnięcie ręki. W końcu podstępnie się czołgając chwyciłam małego drania, który rozcapierzył łapki i miauknął przeraźliwie, by moment później przytulić się i mruczeć, i prawie że nie złazić z kolan. Dobra, trochę tu licencja poetycka mnie poniosła, bo przez następne parę dni trzeba było go jednak troszkę podstępem łapać, ale raz złapany nie protestował, tylko tulił się i mruczał.

Louis 4

Pojawił się za to - po pierwszym złapaniu - problem. Kocię nie umiało pić z miseczki. A w domu żadnej strzykawki, bo o pipecie w ogóle zapomnijmy. (W sumie moi Rodzice, którzy są farmaceuto-chemiko-fizykami mogliby mieć jakieś chemiczne narzędzia w domu, prawda?) Z palca - nie. Z pyszczkiem w miseczce - nie. Ze źdźbła trawy - nie. Zbawieniem okazał się listek, który na szczęście rozbudził też instynkt i następnie kocię jadło i piło bez problemu.

Louis 5

Kolejny problem - dom. O pozostaniu w tym domku nie było mowy, bo to dom sezonowy. Akcja na fejsbuku i tym podobnych nic nie dała. W końcu powiedziałam N, że trudno, kot póki co będzie miał u niej dom zastępczy i będziemy szukać nadal.

Hortensja zatem, albowiem miała to być koteczka, została przywieziona do Krakowa - podróż zniosła nad wyraz dzielnie, śpiąc u Taty na kolanach przy dźwiękach Toski. W Krakowie jednakowoż wyrokiem lekarskim okazało się, że Hortensja jest chłopcem (taki dżender), została więc Ludwikiem.

Louis 6

Ludwik ma lekkiego zeza. I jest strasznie śmieszny. Uwielbia taplać się w wodzie. I nadal jest wielką przytulanką, i bardzo lubi ludzi. Ma niestety również tryb zwany Wiewiórą (na cześć Ratatoska - potwornej wiewiórki zamieszkującej Yggdrasil w mitologii nordyckiej), kiedy rzuca się na wszystko z zębami i (obcinanymi) pazurkami, oraz tryb Luxtorpedy, kiedy pędzi z końca mieszkania na drugi koniec, sam chyba nie wiedząc, po co i dlaczego. Ale przede wszystkim jest nieskończenie uroczy z tym swoim zezikiem. I wiedziałyśmy to właściwie od pierwszej chwili, w związku z czym Ludwik... no, po prostu został. I chyba nadal lubi operę.

Louis 7

piątek, 17 lutego 2017, drakaina
Tagi: kot
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/02/17 17:58:32
Ludwik <3 <3 <3
Przepraszam za brak elokwencji, na tyle mnie na razie stać.
-
2017/02/18 11:59:58
Ludwik <3 <3 <3
-
pfg
2017/02/20 20:46:18
Potworna wiewiórka z mitologii nordyckiej?! Boże drogi, jak wiele elementów naszej europejskiej kultury jest mi zupełnie nieznanych.
Może to i dobrze...
-
2017/02/21 02:30:21
@pfg
Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale my o Ratatosku zasadniczo dowiedziałyśmy się czegokolwiek więcej dzięki młodzieżowej serii, którą tłumaczę dla chleba, "Magnus Chase i bogowie Asgardu", a gdzie Ratatosk jest niezwykle malowniczo przedstawiony i zapada w pamięć :) I akurat te różne drobiazgi z mitologii nordyckiej, których się stamtąd dowiedziałam (autor robi bardzo - ! - porządny research do swoich książek), są bardzo fajne, więc nie żałuję.
       

       Copyright