Blog > Komentarze do wpisu
Mój wujek Niemiec

Wszystkie media dziś o rocznicy katastrofy Tupolewa pod Smoleńskiem. W różnym tonie, oczywiście. Najbardziej trafiła mi jednak do serca i rozumu uwaga (Tomasza Lisa), że nawet ofiary Katynia zredukowano do roli "rekwizytu smoleńskiej inscenizacji". Jak jeszcze za PRL chodziłam do szkoły, to fatalny - jak się okazało - nauczyciel historii był uważany za wielkiego człowieka, za guru i za wspaniałego pedagoga, bo "mówił o Katyniu". Ponieważ jednak swoimi metodami uczenia zniechęcił mnie na wiele lat do historii, dziś mogę spokojnie powiedzieć, że wolałabym nauczyciela, który może o pewnych sprawach otwarcie nie mówił (ten po prawdzie też nie otwarcie, tylko aluzjami, a sądząc po jego poglądach po 1989, gdyby żył do dziś, to na należałby do tych, dla których Katyń jest tylko rekwizytem), ale za to uczył czegoś więcej niż dat i miejsc na mapie. Ale o tym już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać.

Tak jak uwaga Lisa wydaje mi się szczególnie trafna, tak tym, co najbardziej mnie boli, jest zawłaszczanie przez obecny obóz władzy. Wszystkiego: katastrofy, cierpienia, patriotyzmu, bohaterstwa. Hektolitry atramentu przelano już na temat różnic semantycznych między "zginął" czy nawet "zginął tragicznie" a "poległ". Wypowiadały się największe tuzy polskiego językoznawstwa, specjaliści od poprawności językowej, ale nie na wiele się to zdało. Wprawdzie na tablicy w kancelarii premiera napisane jest, że prezydent "zginął", podobnie jak dwie pozostałe osoby (o pozostałych 93 tablica milczy), ale na koniec jest maksyma "Wszystko dla ciebie Polsko". Czyli niby zginął, ale jakby poległ, bo przecież dla ojczyzny.

Żaden ze mnie patriota w rozumieniu, jakie narzuca nam obecny obóz władzy i jego przybudówki, bardziej leży mi na sercu Europa jako idea niż jakikolwiek jej kawałek jako idea, moją małą ojczyzną jest Kraków, a mnóstwo miejsc w Europie lubię znacznie bardziej niż mnóstwo miejsc w Polsce. O panujących tam obyczajach, mentalności, sposobie życia czy jedzeniu nie wspominając. Niemniej wkurza mnie zawłaszczanie idei patriotyzmu w kraju, gdzie mnóstwo ludzi naprawdę decydowało się walczyć i ginąć dla jakoś tam rozumianej ojczyzny. Myślę, że każdy w swojej rodzinie może znaleźć kogoś, kto zasługuje na patriotyczną (w rozumieniu szerszym i bardziej oświeconym niż dyktowane przez obecny obóz władzy i jego ideologiczne przybudówki).

W mojej rodzinie kimś takim jest por. Eugeniusz Weber, żywiecki Niemiec, oficer polskiego lotnictwa (63. Eskadra Towarzysząca), rozstrzelany na tzw. żwirowisku w 1941 roku. Wujek mojego Taty, którego zapamiętał w pięknym przedwojennym mundurze, z krótkim mieczykiem lotnika zamiast szabli. Aresztowany jako cywil, świeżo upieczony partyzant - ponieważ tragiczny splot rodzinnych komplikacji, zasługujący na scenariusz hollywoodzkiego wojennego dramatu, sprawił, że nie zdążył uciec do Anglii. Mogłam mieć wujka w Bitwie o Anglię, bohatera co się zowie, dziś zapewne kuzynów gdzieś na wyspach. Zostały tylko listy do żony i grypsy z Montelupich i Auschwitz, pisane piękną polszczyzną, pełne cytatów z Sienkiewicza.

Wujek Eugeniusz zginął za Polskę i polskość, ale pewnie też za europejskość, choćby z racji swego pochodzenia. Jego rodzice byli Niemcami, podobno po polsku mówili słabo. Babcia opowiadała mi, że umarli w czasie wojny, praktycznie z głodu, ponieważ nie zgodzili się na wpis na Reichslistę, a za pomaganie takim odszczepieńcom groziły podobne represje jak za pomaganie Żydom. Oni też umarli za Polskę, za to, że czuli się związani z krajem, w którym żyli, dla którego zginął ich syn. Nie sądzę jednak, żeby był on patriotą w rozumieniu dyktowanym dziś ... itd., rodzina Taty była przed wojną pepeesowska i pozytywistyczna.

Może kiedyś napiszę opowiadanie, powieść, reportaż o tamtych losach. Jestem jedyną osobą, której Babcia to wszystko kiedykolwiek opowiedziała. Ale mimo że znam tę historię od będzie już dwudziestu lat, wciąż czuję się do niej niedojrzała. Napisałam tu tyle, ile napisałam, bo ilekroć słyszę, co się dziś przez patriotyzm rozumie, czuję się, jakby ktoś tych wszystkich ludzi takich jak mój wujek, odzierał z ich heroizmu. Tacy ludzie są w rodzinnych wspomnieniach wielu z nas - może warto im dać głos w obliczu tego ponownego zakłamywania historii, jakie się na naszych oczach dokonuje?

Fot. Agnieszka Fulińska (Touches of the past)

Save

poniedziałek, 10 kwietnia 2017, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
       

       Copyright