Blog > Komentarze do wpisu
Rośnij, lulku, wysoko (Belle epoque 9)

Pani zabiła pana. Bo go miała dość. A prostytutki to uciśniona szlachetność (nie wiem, czy jest dużo motywów, na które mam podobną alergię). W zasadzie tyle można powiedzieć o fabule przedostatniego odcinka Naszego Ulubionego Serialu. Pani pana zabiła lulkiem czarnym hodowanym wśród zielistek i paprotek, prostytutkę usiłując w to podle wrobić. Nie wiem, jakim cudem Weronika (czy ktoś może odstrzelić tę postać?) nie zorientowała się natychmiast w kwestii lulka, bo my się zorientowałyśmy. W sumie przez cały odcinek powtarzałyśmy na zmianę "lulek" i "ochrana", albowiem ta druga wyrosła przed naszymi oczami równie niespodzianie jak lulek w cieplarni pani sędziowej.

Twisty są dobre. Twisty są nawet bardzo dobre. Ale od twistów szczęka widzowi powinna opadać z podziwu, a nie zażenowania. Twisty albowiem powinny być takie, żeby ex post czytelnik lub widz dostrzegał ślady do tych twistów prowadzące, aczkolwiek w pierwszym momencie nieoczywiste. Tymczasem nieistniejąca tak naprawdę na ekranie i w historii Misia, która nagle okazuje się agentką rosyjską, jest niekupowalna. Podobnie jak nagła przemiana demonicznego antykwariusza w pomocnika rosyjskich rewolucjonistów.

Naprawdę czuję się bezradna wobec bezmiaru nieudolności w tworzeniu wiarygodnych historii przez scenarzystów tego serialu. Nie wiem, na czym to polega, oprócz fatalnego aktorstwa, że nie jestem w stanie ani się przejąć losem którejkolwiek z postaci, ani się z nią choćby śladowo identyfikować, albo choćby być zainteresowana motywami czy perspektywami. Może częściowo polega to na tym, że postacie są niekonsekwentne albo też po prostu niekonsekwentnie prowadzone i pokazywane. Twisty, jak już mówiłam, są dobre. Ale twisty muszą mieć zahaczenie w historii postaci albo przynajmniej jej charakterystyce. To nie jest serial eksperymentalny, gdzie każdy trop ma być odwrócony, ale serial gatunkowy, gdzie tropy mają grać wedle pewnych reguł.

Tak, antykwariusz miał być postacią tajemniczą. Ale nic, nic, nic i jeszcze raz nic w nim, w tym jak został wykreowany, nie pasuje do tego, czym się okazał. Cała historia wielokąta Konstancja-Misia-Lucjan-Jan-antykwariusz-Iwanow i kto tam jeszcze nie ma sensu z tym dodanym naprędce (a w każdym razie takie wrażenie sprawiającym) wątkiem politycznym. Nie wytrzymuje brzytwy Ockhama. O coś jest tam za dużo. A może za mało. A może jedno i drugie na raz. Za dużo nawymyślane, za mało działa? Za dużo wątków, za mało motywacji? Za dużo rozwiązań w rodzaju "bo scenarzysta tak chciał i napisał", za mało działania bohaterów?

A z fabularnych konkretów: Po co (i jak?) ta podmieniana czaszka na przykład? Po co podstawione czy też zniszczone pistolety? Wątpię, czy ostatni odcinek przyniesie odpowiedzi na te pytania.

Na dodatek mam ponure wrażenie, że ktoś (ochrana) zabije Konstancję przed ślubem, żeby Weronika (czy ktoś może...?) mogła w drugim sezonie nadal żenująco podrywać głównego bohatera. Nawiasem mówiąc, na marginesie głównego wątku w odsłonie z najnowszego odcinka: nie bardzo chce mi się wierzyć, że w przypadku samobójstwa (Misi) ot tak zaniechano sekcji zwłok - mam wrażenie, że to tylko po to, żeby w tym odcinku Weronika (czy ktoś...?) z narażeniem życia, a na pewno zdrowia, mogła pokosztować preparatu z krwi Misi, którą przezornie denatce, co to jej nie krajali, utoczyła. Pozostaje mieć nadzieję, że Misia nie była wampirem, bo nieśmiertelna Weronika (czy...?) to już tylko najeść się lulka i iść do hotelu Ypsilon.

A najgorsze jest to, że wciąż bardzo niewiele brakuje, żeby ta historia miała sens i nawet była całkiem niezła. Ale brakuje. Ten odcinek pokazał, jak dramatycznie brakuje.

Aha, byłabym zapomniała. Scenarzyści wrócili do idei sponsorowania odcinków nazwiskami dziewiętnastowiecznych celebrytów. Dziś zaszczyt ten przypadł Leopoldowi von Sacher-Masochowi, co z kolei zaowocowało sporej skali infodumpem na tematy chyba jednak dość oczywiste, zjadając przy okazji czas odcinka, który, przypomnijmy, ma raptem nieco ponad czterdzieści minut.

Save

Save

Save

czwartek, 13 kwietnia 2017, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
pfg
2017/04/13 09:43:07
Rodzeństwo Skarżyńskich naprawdę jest jak CSI. Tym razem Henryk po próbce pisma rozpoznaje typ maszyny, układ czcionek i wie, że są tylko takie dwie w Krakowie, i u kogo.

Wygląda na to, że mój scenariusz z Konstancją knującą w drugim sezonie przeciwko bohaterom się nie sprawdzi. Teraz myślę, że Facet Bez Kapelusza będzie chciał zabić Jana, ale Konstancją zasłoni go własną piersią, uratuje, ale sama zginie.
-
2017/04/13 10:58:52
Wniosek z odcinka: carską ochranę poznaje się po braku kapelusza?
-
pfg
2017/04/14 09:23:04
@drakaina - Wszystkiego Najlepszego! Fejsbuk prawdę ci powie ;-)
-
2017/04/14 11:14:23
A dziękuję, dziękuję :)
-
Gość: pfg, *.dynamic.chello.pl
2017/04/19 22:27:53
O, cliffhanger. Najbardziej banalny z możliwych.
-
2017/04/20 01:35:33
Właśnie, w kwestii tego cliffhangera: mamy z N odmienne zdania co do tego, kto był w ostatnim kadrze (a nie nagrałyśmy) - Jan czy Iwanow?
-
pfg
2017/04/20 08:15:43
Jan. Broda i w ogóle.
Pokazywanie Iwanowa byłoby trywialne, skoro wiadomo, że padł po pierwszym strzale. Ale co z drugim?
-
2017/04/20 09:50:20
Taka jest też moja wersja, bo miałam wrażenie, że była broda ;) Drugi strzał - padł Jan, nie? Ale zmartwychwstanie, jak sądzę.

A co do rozwiązań trywialnych - w przypadku tego serialu nie wykluczałabym ich...
-
pfg
2017/04/20 10:33:25
Weronika będzie troskliwie opiekować się Janem, by ten, choć ciężko ranny, wrócił do zdrowia.
       

       Copyright