Blog > Komentarze do wpisu
Scenarzysta kule nosi (Belle epoque 10)

Zastrzelili. Nie arcyksięcia, nie. Jeszcze nie. Również niestety nie Weronikę (już nawet nie westchnę cichutko, że była taka wspaniała szansa na odstrzelenie tej postaci). W sumie to nawet trzy osoby chyba odstrzelili, bo jak na złość, kiedy nagrywarka nie działa, to mamy z N rozbieżność zdań co do tego, kogo operator pokazał nam w ostatnim kadrze: głównego bohatera czy też Iwanowa przez Pfg zwanego Człowiekiem bez Kapelusza, a który jako żywo wyskoczył z testamentu Misi jako ten nie przymierzając królik z kapelusza.

Tak. To by mogło być w sumie na tyle w kwestii tego odcinka, bo na ten poziom fabularnego bełkotu nie wspiął się jeszcze żaden z poprzednich. Ale zaciśnijmy zęby i jednak spróbujmy jakoś się z nim rozprawić w kontekście całości. Nie będzie łatwo, o nie.

Konstancja. Miałam nadzieję, że ją odstrzelą. Podczas ślubu. Wtedy mielibyśmy głównego bohatera ślubującego vendetta, tremenda vendetta w drugim sezonie. Postać policjanta, który zrywa sie z uwięzi, bo ma własną sprawę do wyśledzenia i własnych złoli do ukarania, jest może niespecjalnie oryginalna, ale posiada potencjał. Ale Konstancja właściwie okazała się po prostu patologiczną kłamczuchą, a scenarzyści chyba pogubili się w jej kłamstwach, że o aktorce, która kompletnie pogubiła się w tej roli nie wspomnę (o co jestem skłonna obwiniać reżysera, bo to jednak zasadniczo dobra aktorka). Ewentualnie Konstancja cierpi na osobowość wielokrotną i mamy jakąś marną podróbkę Memento. Wątek jej ślubu z Iwanowem sporo obiecywał, ale Iwanowa chyba zastrzeliła na dobre (bo w śmierć głównego bohatera niestety nie uwierzę, że nie czytałam bowiem, jakoby Małaszyńskiego zamierzał zatrudnić Hollywood, HBO czy choćby BBC, co skłoniłoby go do rezygnacji z roli, a scenarzystów zmusiło do zabicia postaci).

Mila. Pragnę przypomnieć scenarzystom (i charakteryzatorom), że Mila jest prostytutką. Przeczystą, ale jednak prostytutką. W hotelu z tych może nie najpodlejszych, ale jednak o cechach burdelu z wyszynkiem i z pokojami na godziny. W związku z czym nawet solidnie podbite jedno oko nie powinno być dla niej taką traumą, że najpierw straciła przytomność, a potem nie chciała, żeby ukochany ją w takim stanie oglądał. Prostytutka jej klasy do takich zachowań klientów raczej była przyzwyczajona i naprawdę musiałaby być znacznie bardziej pokiereszowana, żeby robić aż takie mecyje. Prawdę mówiąc, jak kilka lat temu oberwałam podczas upadku z konia strzemieniem w plus minus oko, to wyglądałam znacznie gorzej niż ona tak straszliwie pobita. A wszystko po to, żeby Henryk mógł się jej prawie że oświadczyć, co ona zresztą przyjmuje z taką łatwością, że ma się wrażenie, że w tym burdelu to ona tak od godziny i przez przypadek.

Komisarz Jellinek. Olaf Lubaszenko po raz kolejny i to w wielkim stylu udowodnił, że jest jedynym aktorem z prawdziwego zdarzenia w stałej obsadzie (tyrada w pierwszej tercji odcinka - średnio napisana, ale za to powiedziana!). Poza tym scenarzyści zapomnieli, że kilka odcinków temu postanowili dodać tej postaci nieco życia i biografii - nieszczęsny komisarz wrócił do roli miejscowego biurokratycznego idioty. Nagrodę dnia otrzymuje jego przenikliwość w kwestii Iwanowa, który miał szybko do Krakowa nie wrócić, a tymczasem pojawił się już dwa miesiące później na ślubie swojej żony.

Pozostałe postacie oraz związane z nimi aktorstwo pozostały tam, gdzie były, więc nie będę się nad nimi rozczulać.

Wątek polityczny. Nie dość, że wprowadzony znienacka, to jeszcze na dodatek stojący na głowie. Pomijam już fakt, że w gąszczu powiązań między postaciami można się nie tyle zgubić, ile zaplątać. Ten wątek przede wszystkim nie ma sensu, bo z dzisiejszych rewelacji wynika, że Konstancja od początku wiedziała, kto zabił Lucjana. Można by też mniemać, że to dzielny główny bohater jest jakimś super hiper szpiegiem albo co najmniej przywódcą rewolucji, ponieważ całe polityczne knowanie zdaje się mieć jego właśnie w samym centrum, co nijak nie wynika z żadnej innej przesłanki w scenariuszu.

Ach, jeszcze w kwestii jednej z postaci poległych. Zaczynam mieć podejrzenie, że podmieniona czaszka została po wygotowaniu podrzucona Tardis czy inną maszyną czasu do grobu Lucjana, a w rzeczywistości jest czaszką demonicznego antykwariusza, ponieważ mam wrażenie, że zgadzają się obrażenia. A może to on sam podmienił czaszki? Na miejscu Weroniki zbadałabym, czy czaszka antykwariusza na pewno należy do niego. Weronika (...) na pewno ma jakiś sposób na to, żeby taki banalny fakt ustalić, wierzę pod tym względem w scenarzystów.

A do tych ostatnich mam jedną podstawową uwagę. Otóż widz na koniec sezonu potrzebuje oczywiście cliffhangera, który sprawi, że zacznie oglądać sezon drugi. (Ja osobiście wolałabym, żeby zginął główny bohater, a Iwanow przeżył, bo miał większy potencjał stania się interesującą postacią, ale wiem, że tak nie będzie.) Niemniej widz potrzebuje również nagrody w postaci sensownego rozwiązania choćby jednego wątku. Tu nie dostaliśmy nic takiego. Bo że Lucjana zabił ktoś inny, wiedzieliśmy od początku. Wątek Ochrany i narodników rozłazi się w szwach tak, że o jakimkolwiek osiągniętym przezeń punkcie dojścia nie można mówić. Czaszka i cała sprawa podmiany zwłok oraz pistoletów została zapomniana i zapewne już nie wróci, bo wszyscy, którzy mogliby tu coś powiedzieć, nie żyją.

No chyba że demoniczny antykwariusz okaże się Time Lordem albo innym demonem (ktoś pamięta naprawdę demonicznego chyba właśnie antykwariusza z Torchwood?) i wróci triumfalnie, żeby nam wszystko opowiedzieć.

Nawiasem mówiąc, N zauważyła dziś słusznie, że Krakowa to w tym serialu nie było. Nie wystąpiła w nim, choćby wspomniana, żadna ważna czy znana postać epoki, a, powiedzmy sobie, było ich sporo. Ten serial mógłby się dziać gdziekolwiek, zwłaszcza w "generic fantasylandzie", tak bardzo nie jest osadzony w konkretnym miejscu i czasie. A ja w następnym recenzenckim odcinku napiszę o czymś, co dzieje się w belle epoque i jest bardzo piękne. Oraz w przeciwieństwie do naszego ulubionego serialu naprawdę drobiazgowo odtwarza Kraków fin de siècle'u i jego atmosferę. Udowadniając, że się da.



czwartek, 20 kwietnia 2017, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
       

       Copyright