Blog > Komentarze do wpisu
Decorum

Jak miałam jakieś najwyżej czternaście lat, moja świętej pamięci Babcia, przedwojenna (powojenna zresztą też) nauczycielka zapomniała chyba o pedagogicznym wykształceniu, że o instynkcie już nie wsponmnę, i uraczyła mnie opowieścią, która żadną miarą nie nadawała się do opowiedzenia osobie w tym wrażliwym wieku. Była to opowieść o opowieści, którą Babci z kolei opowiedziała niegdyś jej koleżanka, pracująca w administracji cmentarza komunalnego w Warszawie. Tego, na który przywieziono szczątki ofiar katastrofy lotniczej Iła na Okęciu w 1980 roku.

Scenę pamiętam do dziś w szczegółach: siedzimy, jak zwykle, w kuchni, ale z opowieści brzmi mi wciąż w głowie tylko jeden fragment: Babcia mówiąca, że ta koleżanka widziała worki, w których kawałki białych ciał przemieszane były z kawałkami czarnych - sporą część reprezentacji bokserskiej USA stanowili, jak by się dziś rzekło, Afroamerykanie (Babcia ani jej koleżanka nie znały jeszcze tego określenia, więc mówiły Murzyni). Ten właśnie szczegół makabrycznej opowieści utkwił mi w pamięci najbardziej. Babci pewnie też, może opowiedziała to szczególnie obrazowo, a może dla jej koleżanki to właśnie symbolizowało rozmiar katastrofy i tragedii. Zapewne Babcia, podobnie jak wcześniej jej koleżanka, potrzebowała się od tego obrazu uwolnić. Nie dziwię im się - mnie on też prześladuje do dziś, mimo że był z drugiej ręki.

Ten obraz wraca teraz do mnie, choć bardzo tego nie chcę, ilekroć czytam wynurzenia osób z rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, konkretnie tych, które domagają się doprowadzenia do czystości genetycznej szczątków znajdujących się w poszczególnych trumnach, posuwając się do tak nieludzkich stwierdzeń, że nie życzą sobie, żeby ich współmałżonkowie leżeli razem z współmałżonkami innych osób. (Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na skojarzenia, jakie ta konkretna wypowiedź może wywoływać, całkiem mimowolnie.)

Ponieważ nigdy nie byłam w podobnej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy nie będę, mogę oczywiście jedynie teoretyzować, co uważam za najsensowniejsze wyjście. Ale jest to teoretyzowanie oparte na przesłankach zarówno emocjonalnych jak i intelektualnych, które wydają mi się dość mocno osadzone w moim światopoglądzie. Otóż podobnie jak Paweł Deresz - któremu należy się wielki szacunek za pełną godności postawę w całej tej historii, zwłaszcza że musi wysłuchiwać naprawdę nieprzyjemne rzeczy o swojej nieżyjącej żonie - uważam, że w takich okolicznościach najlepszym wyjściem jest wspólny grób. Demokratyczny, upamiętniający wszystkich, którzy zginęli, nie robiący z nich równych i równiejszych.

I po prawdzie moim skromnym zdaniem wyrażający maksymalny szacunek dla zmarłych, zważywszy, w jakim stanie znajdowały się ich ciała, zob. opowieść koleżanki mojej Babci, nie mówiąc już o wypowiedziach specjalistów. Z niedowierzaniem zatem przeczytałam dalsze enuncjacje jednej z wdów, porównujących taki zbiorowy grób do masowych grobów ofiar mordów.

To są przecież dwie zupełnie odrębne kulturowo sprawy - i zawsze były. Konieczność pochowania jakiejś grupy, najczęściej poległych w bitwie, we wspólnym grobie, jest stara jak świat. Czasem na polu bitwy wystawiano odrębne pomniki dla poszczególnych stron walczących, z czasem zaś - zasadniczo gdzieś w połowie wieku XIX - zaczęto niekiedy stawiać takie pomniki dla wszystkich poległych, słusznie zakładając, że zwykły żołnierz jest ofiarą, niezależnie od tego, po której walczy stronie. A szacunek dla grobów poległych wrogów jest jedną z miar człowieczeństwa danej społeczności.

Od tzw. zawsze też ludzkości zdarzało się cichaczem wymordować jakąś grupę i usiłować zamaskować miejsce zbrodni chowając jej ofiary w nieoznaczonym dole. To jest ta fundamentalna różnica: to wszystko, co zbiorowy pochówek otacza w wymiarze zarówno materialnym (pomnik, miejsce), jak i symbolicznym (celebracja, upamiętnienie z imienia i nazwiska itd.). Jeśli chowa sie ludzi, choćby pozbieranych w kawałkach z pola bitwy albo miejsca katastrofy, z należną pompą i podpisuje grób choćby zbiorowym określeniem o symbolicznym znaczeniu (trudno np. na niewielkim obelisku wypisać tysiące nazwisk), to nie umniejsza to szacunku dla poszczególnych zmarłych.

Na dodatek nawet relatywnie pozbawiony godności pochówek we wspólnej mogile "dla nędzarzy", co bywało niegdyś praktykowane, nie szkodzi prawdziwej wielkości, o czym świadczą przykłady Mozarta czy Norwida. Oczywiście, tym wielkim, nawet docenionym dopiero po śmierci, zazwyczaj robi się potem choćby i symboliczny pochówek indywidualny - i to już jest troszkę nieuczciwe wobec wszystkich innych pochowanych w takich grobach. A w sumie wystarczyłoby, żeby w owych czasach na jakiejś zbiorowej tablicy wypisywano nazwiska wszystkich chowanych w tych zbiorowych mogiłach, żeby rytuałowi stało się zadość.

Na dodatek, jakkolwiek istniały i istnieją nadal kultury, które regularne wyjmowanie zmarłych z grobów uznają za objaw szacunku wobec przodków, to nasza kultura (niezależnie od tego, czy kładziemy większy nacisk na jej klasyczne, czy judeochrześcijańskie korzenie) do nich nie należy. Dlatego osobiście czuję duży dyskomfort, kiedy jestem epatowana przez media nie tylko samymi ekshumacjami, ale przede wszystkim wypowiedziami ludzi domagających się tego wyciągania, analizowania i przerzucania fragmentów ciał z trumny do trumny. Gdyby zdecydowano się na wspólny grób, szacunek dla wszystkich byłby równy. Ale niestety mam wrażenie, że nie wszystkim o to chodzi.

Save

Save

Save

piątek, 02 czerwca 2017, drakaina
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/06/03 13:43:36
Cóż, jestem ateistą, nie wierzę w jakiekolwiek życie pozagrobowe, i dla mnie moi zmarli istnieją li tylko w mojej pamięci. Nie muszę mieć żadnych symbolicznych przypominaczy, czy to w postaci dat w kalendarzu, czy inskrypcji na nagrobkach: wystarczy mi moja głowa. Nie odwiedzam cmentarzy - jeśli już, zmuszony okolicznościami, to ze źle maskowaną niechęcią.

Rozumiem jednak postawy odwrotne, bez względu na to, co nimi powoduje, religia, czy jakieś inne atawizmy lub idiosynkrazje - tak długo jak wynikają one z potrzeb psychicznych bliskich osób zmarłych. Tutaj mamy jednak ewidentną potrzebę polityczną, która w implementacji przypomina mi madagaskarską famadihanę.

Co do wspólnego grobu: problem byłby taki, że w zgodzie z zasadami przyzwoitości, a nawet nauczaniem Kościoła, należałoby "osobę wawelską" umieścić pośród innych alfabetycznie, a i nawet nie większą czcionką. Na to "smoleńscy" nigdy by się nie zgodzili, bo to godzi w ich filoque.
-
2017/06/04 01:31:28
Niechby nawet dali urzędującego bądź co bądź prezydenta na górze, a resztę alfabetycznie, przebolałabym, bo to trochę jak z tym Mozartem i Norwidem, niech już będzie. Mam wrażenie, że dla smoleńskich gorsze jest to, że w tym samolocie oprócz członków ich rodzin byli też niegodni, których najlepiej byłoby jakoś wymazać.

A ja, choć takoż niewierząca, chodzę bardzo dużo na cmentarze, tyle że z przyczyny takiej, że odkryłam niedawno, jak fascynująca jest sztuka nagrobna...
-
2017/06/05 01:08:48
@Drakaina
@Babilas

Przecież żaden zdrowy na umyśle człowiek nie będzie się domagał kilku rzeczy ze sobą sprzecznych i się nawzajem wykluczających. A "czystość genetyczna" i "pietyzm funeralny, ale subito bo naród czeka" całkowicie się wykluczały. Można z tego wyciągnąć wniosek, że w obecnych jasełkach zupełnie nie chodzi ani o pamięć, ani o szczątki.
Chodzi - co jest widoczne gołym okiem - o wymierzenie kopa w miękie podbrzusze znienawidzonemu przeciwnikowi politycznemu. I jest to sprytnie pomyślane, bo wyobraźnia masowa jest wrażliwa na "bezczeszczenie" zwłok. I dlatego wpierw trzeba było wpisać do zbiorowej pamięci "ciało prezydenta" w drodze na Wawel. Jako pojęcie ciało to coś całego, dostojnego, stałego. Coś, czemu należy się szacunek.
Gdyby się od początku nazwało rzecz po imieniu (tkanki i szczątki zgrabione razem z błotem na kupkę) to nie tylko dostojność pochówku by prysła, ale również obecne jasełka byłyby niemożliwe.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2017/06/05 01:54:54
Ba, niech nawet "smoleńscy" i powołani przez nich specjaliści porozdzielają te szczątki tak dokładnie, jak im się marzy, a już zaraz potem dokładniejsze badanie wykaże niewątpliwie w rzekomo rozdzielonych szczątkach obecność DNA mnóstwa innych osób (zarówno zmarłych w katastrofie lotniczej, jak i żyjących, bo zwykle przy pracach o tej skali i prowadzonych w takim tempie nie sposób uniknąć kontaminacji; wyobraźcie sobie te tytuły w prasie wyklętej: święte polskie groby skażone wrażym DNA ruskich sołdatów). Nie mówiąc już o tym, że rodziny chyba nie zdają sobie sprawy z niszczącego charakteru badań genetycznych (czy kawałkom tkanek poddanych analizie i roztworom, w których je rozpuszczano, na pewno sprawiono odpowiedni pogrzeb, czy może poddano je utylizacji zgodnie z wymogami sanitarnymi?) ani z kosztów, które wiązałyby się z badaniem każdego najmniejszego skrawka porozrywanych, przemielonych, nadpalonych i powbijanych w ziemię i resztki samolotu zwłok (z finansowania ilu terapii ratujących życie powinno zrezygnować państwo polskie dla bardziej satysfakcjonującego skompletowania ciała jednej ofiary katastrofy?). Wiem, że tragedia odbiera lub poważnie ogranicza niekiedy zdolność do myślenia, zwłaszcza gdy żerujący na emocjach politycy podsycają niepokój i w nieskończoność przedłużają żałobę, przekształcając ją w spektakl nienawiści, ale po upływie tylu lat ktoś chyba mógłby krewnym zmarłych odrobinę przemówić do rozumu.
-
2017/06/05 11:20:01
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,21914629,zaginal-pierwszy-sarkofag-pary-prezydenckiej-trafi-do-instytutu.html#MTstream

Połupią na relikwie, czy też - Stoker się kłania - wiadoma osoba będzie w nim spać?
-
mt7
2017/06/05 19:37:00
Pilnuje go, tego sarkofagu, specjalna formacja byłych gromowców, za marne 100 tys. miesięcznie.
-
pfg
2017/06/10 15:04:35
Większość smoleńskich z pasją powołuje się na swój katolicyzm i w imię tego oburza się i rozpacza, że w "ich" grobach znajdują się fragmenty "obcych" ciał. A przeciez nie ma to nic wspólnego z chrześcijaństwem, jest natomiast manifestacją archaicznego kultu zmarłych. Ja to nawet rozumiem, ale wciąż uderza mnie ta ziejąca wewnętrzna sprzeczność.

@tentelemach - władzom i podelgłym im mediom oczywiście nie chodzi o szczątki i pamięć, ale o urobienie opinii publicznej przed oskarżeniem Tuska, Kopacz i kogo tam jeszcze o chaos, zaniedbania i "bezczeszczenie zwłok" po katastrofie. O zamach się nie da, a o coś przywódców Platformy oskarżyć przecież trzeba.

I jeśli przyjrzeć się najnowszym sondażom, to nawet całkiem nieźle działa...
       

       Copyright