poniedziałek, 30 stycznia 2012
Z wyspy skarbów

Nie znam się na szczegółowych zapisach ACTA, ich konsekwencjach prawnych itp., choć na zdrowy ludzki rozum widzę, podobnie jak np. Pfg, różnicę między panem Iksińskim zbijającym mająteczek na taniej produkcji i następnie sprzedaży podrobionych markowych ciuchów albo skopiowanych płyt ze skserowanymi okładkami a panem Ygrekowskim, który posiada w domu legalną kablówkę, nagrywa film i następnie udostępnia go za darmo w sieci. Ten drugi nie zarabia na tym, że oferuje ludziom niepełnowartościowy towar pod znaną marką. Tak naprawdę z punktu widzenia zarobków rozmaitych firm fonograficzno-filmowych ten drugi przyczynia się do wzrostu ich sprzedaży w krajach tego drugiego i pół świata, w którym przyszło mi mieszkać.

Dlatego ponieważ nie znam się na różnych prawnych aspektach, postanowiłam jednak włączyć się w konfesyjny nurt "jestem piratem i to dzięki mnie zarabiacie", którego kolejne odsłony pojawiają się obecnie na różnych blogach i portalach społecznościowych.

Początki mojego piractwa sięgają oczywiście czasów, kiedy zakupy w Amazonie były dla mnie nieosiągalnym finansowo (a i po części logistycznie) luksusem, a polskie sklepy nie oferowały filmów czy muzyki wydawanej za granicą. Dość wcześnie zaczęłam sprowadzać za pośrednictwem krakowskiego Music Cornera legalne płyty cd z operą, ale powiedzmy sobie szczerze, iż w porównaniu z ówczesnymi cenami filmów, a zwłaszcza seriali telewizyjnych, były one dość tanie. Powodem tego wczesnego piractwa była przede wszystkim mierność i zasadnicza nieoglądalność polskiej produkcji telewizyjnej, a także bardzo długi czas oczekiwania na wydanie - zwłaszcza w Polsce - płyt dvd z filmami, które spodobały mi się w kinie. Przypominam, że obecnie żyjemy w świecie, w którym film schodzi z ekranów w najlepszym razie po kilku tygodniach, w związku z czym nie da się go obejrzeć w kinie po na przykład trzech miesiącach, kiedy to człowiekowi zamarzy się sprawdzenie jakiegoś szczegółu bądź też zobaczenie jeszcze raz ulubionej sceny.

Mam wrażenie, że pierwszym świadomie ściągniętym filmem, jaki posiadałam, była Drużyna Pierścienia Petera Jacksona. Producentom i dystrybutorom spieszę donieść, że wcześniej byłam na tym filmie w kinie dziewięć (tak 9!) razy, w związku z czym wrzuciłam do ich kieszeni całkiem pokaźną sumę. Więcej razy nie zdążyłam z wspomnianego wyżej powodu: film w końcu zniknął z ekranów. Spieszę również donieść, że pierwsze legalne dvd z tym filmem przywiozłam z Niemiec przed polską premierą, a następnie już w Polsce kupiłam rozszerzoną wersję. Pirat służył tak naprawdę wyłącznie wypełnieniu luki między kinem a dvd.

Potem zaczęła się era seriali. A konkretnie era czytania w internecie o amerykańskich hitach, które wedle wszelkich poszlak miały szanse mi się spodobać - w przeciwieństwie do papki oferowanej przez polską telewizję. Niekiedy też zdarzało się, że po prostu będąc gdzieś na zachodzie oglądałam w hotelu pojedynczy odcinek serialu, w którym się zakochiwałam, ale w Polsce nie miałam żadnej szansy go obejrzeć. Albo, w wyjątkowych przypadkach czegoś, co jakaś rodzima stacja postanowiłaby jednak zakupić (zapewne na podstawie internetowego szumu wokół danego tytułu - szumu, dodajmy, kreowanego głównie przez ludzi, którzy widzieli już pirackie wersje), miałabym szanse zobaczyć go z kilkuletnim opóźnieniem i zmasakrowany przez lektora - w kinie przynajmniej normą stały się napisy, a i daty premier już jakiś czas temu zrównały się ze światową średnią.

Tak, większość ulubionych obecnie seriali (proszę spojrzeć na listę na prawej szpalcie tego bloga) oglądałam oryginalnie w wersjach ściągniętych z netu - choć w niektórych przypadkach zaczynało się od legalnej kopii z wypożyczalni, tyle że zazwyczaj były tam tylko pierwsze sezony, a na ciąg dalszy nie można było liczyć w żadnej przewidywalnej przyszłości. Niemniej jak sobie sama na tę listę spojrzałam, to na około trzydziestu tytułów ponad połowę mam obecnie na legalnych płytach, a następne kilka zamierzam w najbliższym czasie kupić.

Z domu pirata - seriale

Przechodząc do sedna: jeśli jakaś nieprzemyślana ustawa miałaby zablokować mi możliwość ściągania nowości z sieci, to części z tych filmów zapewne bym nie kupiła. Nie kupiłabym, bo bym ich nie znała - same opinie recenzentów i internautów to czasem jednak trochę mało, o czym wielokrotnie przekonałam się w obie strony, rozczarowując się co do rzeczy okrzyczanych arcydziełami i zachwycając czymś, co miało zaledwie przeciętne oceny. A jeśli na dodatek nie znałabym nikogo z obsady (ulubiony aktor jest bardzo silnym magnesem dla kupna legalnej kopii), to nie ryzykowałabym moich niezbyt spektakularnych dochodów na kupowanie przysłowiowego kota w worku.

Nie znam się na prawnych ani ekonomicznych aspektach sprawy, ale wiem jedno: "piractwo" takich osób jak ja sprzyja sprzedawalności legalnych płyt, zarówno z muzyką jak i z filmami. Oczywiście pod warunkiem, że wytwórnie nie będą sobie liczyć jakichś kosmicznych cen za swoje produkty, co do niedawno stanowiło bardzo poważną zaporę - i dla części skądinąd całkiem przeze mnie lubianych seriali, zwłaszcza amerykańskich, nadal ją stanowi. Znacznie lepiej ma się sytuacja z produkcjami brytyjskimi, które na dodatek całkowicie zdeklasowały na mojej liście ulubieńców wszystkie inne. Brytyjczycy redukują ostatnio przerwę między emisją telewizyjną a wydaniem na dvd do naprawdę takiego minimum (dwa tygodnie, plus przystępna cena oryginalna), że jeśli jestem pewna, że coś chcę obejrzeć, to mogę zamówić z wyprzedzeniem na Amazonie i zaczekać aż znajdzie się w moim domu dwa dni po płytowej premierze.

I w podobnej praktyce - a nie restrykcyjnych zakazach i jednoczesnym windowaniu cen produktów legalnych - upatruję autentyczną szansę na walkę z niekontrolowanym udostępnianiem plików w internecie. Jeszcze bardziej podobałoby mi się, gdybym za rozsądną cenę (np. pakietu danych z serwisów w rodzaju Chomika) mogła ściągnąć sobie legalny plik dobrej jakości ze strony wytwórni/dystrybutora - oczywiście globalnie, bo co mi ze streamingów dostępnych jedynie dla mieszkańców USA? W wielu przypadkach następnie i tak kupiłabym sobie "prawdziwą" płytę dvd, bo ulubione rzeczy po prostu chce się mieć na półce! Może co najwyżej w niektórych przypadkach zaczekałabym na jakąś promocję, przecenę albo poszukała taniej okazji na eBayu.

Dlatego marzy mi się serwis jakiegoś porozumienia wytwórni filmowo-telewizyjnych, udostępniający na całym świecie swoje produkcje, gwarantujący mi dobrą jakość obrazu i dźwięku już w tym pierwszym podejściu do oglądania, ale przede wszystkim dający mi możliwość zapoznawania się z maksymalnie jednodniowym opóźnieniem z tym wszystkim, co ludzie na świecie oglądają w telewizji. Jest bowiem jeszcze jeden aspekt piractwa, który bywał już poruszany: my, fani różnych seriali, chcemy być globalnie na bieżąco, nie chcemy spojlerów, a internet w zasadzie nie  pozwala ich uniknąć. Dlatego za taki serwis byłabym chętna i gotowa płacić - a chwilowo płacę jak głupia za polską telewizję publiczną i kablówkę, z której jakiś zaledwie marny procent uważam za wart moich osobistych pieniędzy. Marzy mi się globalna telewizja, w której realnie płacę za to, co oglądam albo abonuję i co sobie mogę nagrać na płytę. Gdzie naprawdę mam wybór, a nie narzucony przez jakiegoś mędrka z działu marketingu pakiet, w którym 90% to jak dla mnie tylko zapychacze kanałów.

Póki co z Amazonu idzie do mnie kilka kolejnych niedrogich płyt, a dwie następne czekają na swoje premiery płytowe, żeby powędrować do Krakowa. Tytuł wpisu zaś jest nieprzypadkowy - jednym z ostatnich filmów, jakie ściągnęłam, jest najnowsza adaptacja Wyspy skarbów Stevensona; opowieści, jakby nie było, o piratach. Gra w niej jeden z moich ulubionych aktorów, a data premiery płytowej jest jeszcze nieustalona - w innym przypadku zapewne bym poczekała. A i tak, jeśli nie będzie to kosztować majątku w dniu premiery, to kupię jak tylko się ukaże...

Z domu pirata - opery

PS 1. Część tych spektakli też najpierw widziałam w wersjach sieciowych...

PS2. Z tekstów o samej ACTA ten wydaje mi się najrozsądniejszy.

Zakładki:
...
Blogi (i foto) moje
Blogroll
Miejsca w necie
Ulubione - artystycznie
Ulubione - filmowo
Ulubione - literacko
Ulubione - muzycznie
Ulubione - naukowo
Ulubione - przyrodniczo
Ulubione - zabawnie
Z tego bloga czyli moje ulubione lub najpopularniejsze notki
Tagi
       

       Copyright