czwartek, 22 lutego 2018
Przyczynek olimpijski

Nie oglądam olimpiady, nie czytam doniesień z zawodów - sport znudził mi się wiele lat temu, kiedy skończył być fajną zabawą, a stał się wielką komercyjną machiną. (Tak, przyznaję się bez bicia: irytuje mnie to, że ludzie, którzy często nie mają sensownego pomysłu, na co można wydać wielkie pieniądze, dostają ciężkie miliony za kopanie albo odbijanie piłki. I tak, wiem, że to nie dotyczy wszystkich konkurencji, ale i tak to, co można dostać za udział w olimpiadzie, jest niewspółmierne do tego, co można dostać np. za książkę czy inną działalność kulturalną. Wiem również, że ta różnica wynika z oglądalności - ale jakkolwiek igrzyska zawsze były popularniejsze od czytania, a gladiator zarabiał więcej niż poeta, to jednak to akurat jest po prostu smutne.)

Nie jestem jednak w stanie uciec od tego, że media mnie tą olimpiadą bombardują - nie da się uciec od nagłówków gazet czy serwisów internetowych. (To z nich zresztą wiem, jak bardzo ci najlepiej zarabiający sportowcy nie mają pomysłu, na co wydawać pieniądze, ale i tak stają na głowach, żeby zarobić jeszcze więcej.)

No i nie mogę w związku z tym uciec od kompleksu polskiego. Zwłaszcza że N ogląda olimpiadę, bo sport nadal lubi, i podzieliła się ze mną ciekawą obserwacją. N ogląda sport głównie na Eurosporcie, ma więc niezłą konfrontację z polskimi mediami.

Otóż od prawa do lewa media polskie obchodzi jedynie to, co na olimpiadzie uzyskują / nie uzyskują / mogliby uzyskać Polacy. Jak co dwa lata, a może i częściej, bo przy innych wielkich imprezach sportowych to też działa, mamy taką specyficzną krzywą: od wyliczeń, ile to medali zdobędziemy (przed rozpoczęciem imprezy), przez smętne miny, kiedy okazuje się dzień po dniu, że jednak coś nie wychodzi, po podsumowujące "znowu nie wyszło". A po drodze głównie dramatyczne nagłówki, że miało być tak wspaniale, byliśmy prawie na pozycji medalowej, ale zły wiatr, złe strzelanie, zła trasa, złe warunki. Nigdy po prostu, że np. inni zawodnicy po prostu okazali się lepsi. Do tego wykrzykniki, jakby to wszystko naprawdę była narodowa tragedia.

Na dodatek jak już nie wychodzi i musimy się z tym wśród wykrzykników pogodzić, to w nagłówkach na próżno szukać informacji o tym, kto wygrał, albo zachwytów nad jakimś niezwykłym wyczynem innej nacji. (Jak już było, to o Irance bez realnych olimpijskich szans - bo sprzęt treningowy dostała od Polki! Skądinąd rzeczona Iranka wzbudziła moją autentyczną sympatię, bo jak dla mnie, to sport powinien tak właśnie wyglądać: ludzie, amatorzy, którzy na marginesie swojej zwykłej pracy robią coś, żeby pokazać głównie sobie, że mogą.)

A potem narzekamy, że nikogo na świecie nie obchodzimy*. Ale czy nas obchodzi świat?

* Co zresztą nie jest wcale prawdą. Francuska Biblioteka Narodowa uruchomiła właśnie na swoim ogromnym i bardzo odwiedzanym portalu specjalną stronę poświęconą pięciuset latom stosunków polsko-francuskich, z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Ale ponieważ nie ma tam nic o widelcach, to pewnie suweren nie będzie zadowolony.

Tagi: sport
14:49, drakaina , Cottidiana
Link Komentarze (6) »
czwartek, 08 lutego 2018
Polak potrafi!

Jak już myślałam, że nic nie zdoła mnie zaskoczyć, to zaskoczyło. Co? Ano to, że obecne kręgi rządowe były w stanie wymyślić własną odmianę politycznej poprawności.

Pewien pan poseł zaproponował właśnie, choć chyba należałoby powiedzieć: zażądał, poprawienia tekstu "Medalionów" Zofii Nałkowskiej, ponieważ znalazło się w nich trefne z punktu widzenia najnowszej wykładni sformułowanie.

Na celowniku wiadomej ustawy jest przede wszystkim jedno konkretne określenie, o którym na dodatek zrobiło się naprawdę głośno dopiero z okazji tej ustawy. Ale sama ustawa mówi ogólniej o szkalowaniu.

A to oznacza, że być może będziemy zmuszeni rozprawić się z ogromną częścią literatury polskiej. I nie tylko polskiej.

Ze względu na nocną porę i chwilowy brak czasu proponuję na początek zająć się trzema szkalującymi autorami i ich wypowiedziami ( zapraszam do zgłaszania kolejnych kandydatur w komentarzach):

1. Juliusz Słowacki o Polsce: "pawiem narodów byłaś i papugą".

2. Alfred Jarry: "w Polsce czyli nigdzie"

i przede wszystkim

3. Jan Kochanowski: "Nowe przysłowie Polak sobie kupi, | Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi."

A że wszyscy autorzy nie żyją? Co to dla nas! Mieliśmy już ministra, których chciał się spotykać z nieżyjącym malarzem, więc możemy mieć i takiego, który będzie karał nieżyjących pisarzy. Polak potrafi!

Le veritable portrait de Monsieur Ubu

Zapisz

Zapisz

piątek, 02 lutego 2018
Kopernik a sprawa polska

Jednym z głównych problemów, jakie ludzkość, a po prawdzie głównie teologowie, bo ogółowi ludzkości było to wówczas zapewne głęboko obojętne, mieli z teorią heliocentryczną, było to, że w jej świetle Ziemia przestała być uprzywilejowanym punktem we wszechświecie. Została przesunięta na bok i zrównana z innymi planetami. A to oznaczało, że człowiek nie jest w centrum stworzenia. Przez stulecia teologowie musieli się pogodzić z tym, że teorii heliocentrycznej nie da się podważyć, a mimo to antropocentryzm ma się nieźle w postaci tzw. hipotezy czy też zasady antropicznej. Jak na ironię, podobno powstała ona z okazji obchodów pięćsetlecia urodzin Kopernika.

Jednym z głównych problemów, jakie mają propagatorzy "polityki historycznej" oraz ostatnio autorzy skandalicznych zapisów w ustawie o IPN, jest najwyraźniej niemożność pogodzenia się z tym, że Polska, podobnie jak Ziemia, nie posiada wyróżnionego miejsca we wszechświecie. Że nie jest jego centrum, z powodu którego i dla którego wszystko inne się kręci.

Podobnie jednak, jak prawa fizyki nie dążyły celowo do tego, żeby mogło powstać ziemskie życie, tak historia nie miała na celu stworzenia Polski i Polaków. Im szybciej się z tym pogodzimy, tym lepiej się nam będzie żyło i tym przyjaźniej spojrzymy na otaczający świat.

Byłoby dobrze, gdybyśmy potrafili zaakceptować, że nasze społeczeństwo, podobnie jak każde inne, składało się, składa i składać będzie z ludzi bardzo różnych. I tak jak nikt nie neguje, że są w nim np. bogaci i biedni albo wykształceni i niewykształceni, tak musimy pogodzić się również z tym to, że są w nim ludzie szlachetni i podli. I że tak jak bogactwo, bieda i poziom wykształcenia niekoniecznie muszą być nam dane na zawsze, tak i postawy ludzkie mogą się zmieniać. Historia zna nie tylko przypadki "od pucybuta do milionera", ale także "od łajdaka do bohatera". Niestety, również na odwrót. Ale to jest normalne, ot, natura ludzka.

Udział procentowy poszczególnych grup w społeczeństwie, a także możliwości zmian, zależą w dużej mierze od edukacji i tego, jakie w jej ramach wzorce moralne są wpajane uczniom. Zależy też od języka władzy, mediów, od tego, co się oficjalnie propaguje. Także od tego, na co się przyzwala. I jak się traktuje przeciwników. Słowem, od całego tego "dyskursu publicznego", którym jesteśmy zewsząd otoczeni. W znacznie mniejszym stopniu natomiast zależy to od zapisów w ustawach.

Andreas Cellarius 1708

Zapisz

Zapisz

Zakładki:
...
Blogi, po części zdechłe
Blogroll
Miejsca w necie
Ulubione - artystycznie
Ulubione - filmowo
Ulubione - literacko
Ulubione - muzycznie
Ulubione - naukowo
Ulubione - przyrodniczo
Ulubione - zabawnie
Z tego bloga czyli moje ulubione lub najpopularniejsze notki
Tagi
       

       Copyright