niedziela, 15 marca 2015
Idy marcowe

Zrobię sobie małą reklamę kosztem Gajusza Juliusza Cezara, który 2059 lat temu został zamordowany pod posągiem swojego dawnego przyjaciela, sojusznika, a potem rywala politycznego, Gnejusza Pompejusza, w tzw. Opera Pompeii, gdzie na czas remontu kurii znajdującej się na Forum Romanum obradował senat rzymski.

W 1911 roku Konstantinos Kawafis napisał o tym piękny wiersz. "Mój" Kawafis, w sensie tłumaczeń, zbliża się do druku wielkimi krokami, więc pozwalam sobie taką kolejną małą zapowiedź.

Konstantinos Kawafis

IDY MARCOWE

Strzeż się wspaniałych zaszczytów, o duszo,
a jeśli własnych ambicji nie zdołasz
pohamować, podążaj za nimi z wahaniem
i ostrożnością. Im wyżej się wspinasz,
tym więcej pytań; trzeba być przezornym.

A gdy dosięgniesz szczytu, zostaniesz Cezarem,
otrzymasz atrybuty sławnego człowieka,
zwróć szczególną uwagę, gdy wychodzisz z domu,
ty, znakomity władca ze swoim orszakiem,
czy przez przypadek nie próbuje z tłumu
jakiś Artemidoros przekazać ci listu,
mówiąc nagląco „Przeczytaj natychmiast,
to bardzo ważne sprawy, które cię dotyczą.”
Pamiętaj się zatrzymać; pamiętaj odłożyć
obowiązki, przemowy; pamiętaj odsunąć
wszystkich, którzy w ukłonach się z tobą witają
(spotkasz się z nimi później); niech poczeka nawet
sam Senat; ty pamiętaj zapoznać się szybko
z poważnym listem Artemidorosa.

1911

(przekład Agnieszka Fulińska)

Jean Leon Gerome - Śmierć Cezara

 

 

niedziela, 08 marca 2015
Przeciw ikonoklazmom

Kiedyś posągi Buddy, teraz Niniwa i Hatra. Patrzymy na to bezradnie - bo jak pozbyć się na dobre fanatyków, którzy chcieliby zniszczyć wszystko, co nie pasuje do ich ciasnego oglądu świata i na ten świat pomysłu? Jak zlikwidować sprawnie działający mechanizm polityczny, oparty na słabości ludzkiej, na potrzebie jasnych celów i poczucia ważności (jakże złudnego...)?

Choć powinnam zacząć inaczej: kiedyś posągi i świątynie pogańskie... Na przełomie IV/V w. n.e., po edykcie Teodozjusza I zakazującym kultów pogańskich w cesarstwie rzymskim i nakazującym niszczenie wszelkich materialnych przejawów takich kultów przez spory kawał Europy przetoczyła się fala ikonoklazmu i wandalizmu (przepraszam lud Wandalów za to nadużycie językowe) na skalę niespotykaną nigdy wcześniej i nigdy później. Być może do dziś. To wtedy utraciliśmy na wieki najwspanialsze zabytki kultury greckiej i rzymskiej, to wtedy masowo burzono budynki i przetapiano brązowe posągi, a marmurowe rozbijano. Nie różniło się to niczym - za wyjątkiem technologii - od tego, co dziś robi Państwo Islamskie. Na szczęście w nowym ładzie znalazło się dość ludzi wychowanych na tej klasycznej kulturze, żeby w końcu zahamować szaleństwo, a potem powolutku zacząć odbudowywać i przebudowywać dziedzictwo.

Burzyć jest łatwiej niż budować - przekonują się o tym wszystkie rewolucje - dlatego Państwo Islamskie nigdy nic nie stworzy, bo nie ma takiej potrzeby ani takich "dysydentów", jakich posiadała poklasyczna Europa. Gdyby opanowało świat i zniszczyło wszystkie ślady nieprawomyślnych kultur, szybko znalazłoby w swoim łonie nie dość radykalnych, nie dość fanatycznych i w końcu mogłoby istotnie urzeczywistnić stary scenariusz nie tylko science-fiiction o ostatnim człowieku na ziemi (zob. obrazek pod tekstem).

Ktoś kiedyś zbudował Niniwę, ktoś kiedyś zbudował Hatrę, potem, po wielu latach, ktoś inny te miasta odkrył, odkopał z piasku, zrekonstruował na tyle, na ile się dało. Wszystkie te czynności trwały lata, kosztowały wiele wysiłku budowniczych, a potem naukowców i robotników. Żeby je zburzyć, wystarczył jeden dzień, kilka buldożerów.

Oczywiście miasta powstają i upadają, tak samo jak pojedyncze budynki, burzone, by na ich miejscu postawić nowe - zazwyczaj wedle aktualnego stanu technologii funkcjonalniejsze, praktyczniejsze, wygodniejsze, czasem nawet ładniejsze. Myślę, że zawsze towarzyszy temu nostalgia: do dziś na forach można poczytać utyskiwania na Hausmanna, który zburzył średniowieczny Paryż (w którym nie dało się mieszkać), w Polsce znajdują się obrońcy niemal każdego budynku z czasów komuny, choćby nie wiem jak brzydkiego (bo nie tylko, że socrealizm czy neomodernizm lat '70 to w końcu też kierunki w architekturze, ale często także sentyment: to tu "zawsze" było). Hausmann jednak w swojej przebudowie uwzględnił stare budowle o dużej wartości architektonicznej czy artystycznej, a peerelowskiej architektury, która ma znaczenie historyczne też zazwyczaj się nie rusza (w kilku przypadkach, o ile wiem, społeczne protesty powstrzymały rozbiórkę).

Dziwnym trafem najrzadziej można usłyszeć głosy krytyczne wobec przebudowy Kapitolu/Campidoglio przez Michała Anioła, który zniszczył bezpowrotnie to, co na wzgórzu zostało z zabytków rzymskich, a dla pozyskania budulca rozebrał część Forum Romanum... Może dlatego, że wielkim artystą był, może dlatego, że to dość dawno (a dotyczy zabytków jeszcze dawniejszych), żeby ktoś się tym na serio przejął? Nie wiem, pozostawiam kwestię otwartą. Przypomnę tylko, że w szkole wmawiają nam, jak to renesans bałwochwalczo niemal czcił starożytność. Ot, jedno ze szkolnych uproszczeń.

No więc miasta się zmieniają, krajobraz cywilizacyjny się zmienia i nie ma w tym nic strasznego - tak zawsze było i tak zawsze będzie. Tylko że większość ludzkości nauczyła się na przestrzeni dziejów dbać o dziedzictwo kulturowe, nawet jeśli to dbanie bywało niekiedy kulawe. I jeśli coś burzymy, to (zazwyczaj) po to, żeby na tego miejscu powstało coś nowego. Problem zaczyna się, gdy burzy się tylko po to, żeby zburzyć.

Nie znaczy to, że my, niby dzieci oświecenia, wyrośliśmy całkiem z ideologicznie motywowanego ikonoklazmu: jeszcze ćwierć wieku temu, w czasie twz. transformacji, zburzono w Polsce (i nie tylko, bo proces dotyczył całego bloku wschodniego) mnóstwo pomników, część z nich niszcząc bezpowrotnie. Uważam, że to był błąd, przed tym należało się strzec, do tego nie należało dopuścić. Trzeba było tych wszystkich Dzierżyńskich, Leninow i Koniewów fachowo zdjąć z pomników i wstawić do muzeów, gdzie ich miejsce. Bo dzieł sztuki, choćby były słabe, zideologizowane albo jedno i drugie na raz, nie należy niszczyć dla niszczenia, po prostu. Tak jak nie należy palić książek. Żadnych. Choćby ich treść bardzo nas bolała. Nic, ale to nic nie powinno usprawiedliwiać niszczenia dóbr kultury, które należą do całej ludzkości.

Jak je chronić? - to powinno stać się teraz jednym z podstawowych pytań, bo najwyraźniej istniejące światłe prawa nie wystarczają. Moim skromnym zdaniem najbardziej skompromitowało się prawo nakazujące pozostawiać wszelkie znaleziska w kraju ich znalezienia - zwłaszcza że w przypadku starożytności związek jest w ogromnej większości przypadków europejsko-bliskowschodnich wyłącznie terytorialny, podczas gdy ludność zamieszkująca owe tereny ma niewiele wspólnego etnicznie i kulturowo z ludnością z czasów cywilizacji klasycznych. Czy zatem z racji tego, że ktoś kiedyś tam zmigrował, to on ma być depozytariuszem dóbr, które należą także do ludzi mieszkających na najdalszym krańcu Europy jako nasze wspólne dziedzictwo? Może należy to prawo przemyśleć. Ale to osobne zagadnienie.

Robespierre exécutant le bourreau

Robespierre ścina głowę katu po tym jak zgilotynował wszystkich Francuzów
(karykatura z okresu Wielkiego Terroru, 1793/93)

PS. A jeśli ktoś chce na odmianę przeczytać w dzień kobiet o niezwykłej kobiecie sprzed dwustu lat, zapraszam tutaj.

 

Zakładki:
...
Blogi (i foto) moje
Blogroll
Miejsca w necie
Ulubione - artystycznie
Ulubione - filmowo
Ulubione - literacko
Ulubione - muzycznie
Ulubione - naukowo
Ulubione - przyrodniczo
Ulubione - zabawnie
Z tego bloga czyli moje ulubione lub najpopularniejsze notki
Tagi
       

       Copyright