wtorek, 04 maja 2010
Słabość człowieka przejmuje

Mój szacowny, uczony i poniekąd były - znaczy się nadal rozmawiamy, jak się na ulicy spotkamy, ale już nie muszę udawać, że interesuje mnie to, co on robi w pracy - kolega wydał książkę. I uwaga: książka jest Bardzo Ważna dla horyzontu (po)nowoczesności w Polsce! Ba, książka traktuje o "ważnym zjawisku w dzisiejszej panoramie myślowej"! Zjawisko nazywa się myśl słaba, zostało wymyślone przez dwóch facetów... przepraszam, filozofów... o których nigdy bym nie usłyszała, gdyby nie to, że przez pewien czas dzieliłam z Uczonym Kolegą biurko.

Wywikipediowanie ich dało mi wiedzę - nieposiadaną wcześniej, bo wszyscy w mojej byłej pracy uważali ją za przedustawną - że jeden z nich był zapoznanym rumuńskim filozofem o trudnym życiorysie, marzącym o szkolnej utopii, w której nie ma nauczycieli, a "nauką będzie dialog, spór, uwolnienie własnych myśli i idei na podstawie przeczytanych arcydzieł filozoficznych" (i ktoś mówi, że marksizm był filozofią nierealistyczną), drugi zaś jest nadal typowo włoskim kuriozum: jednocześnie komunistą, praktykującym katolikiem wyznającym zarazem "śmierć Boga" i gejowskim ideologiem. A do tego wszystkiego byłym europosłem i teoretykiem myśli słabej.

Może i ci panowie są/byli sympatycznymi ludźmi, podobnie jak mój Uczony Kolega - w sumie zazwyczaj lubię ludzi z fantazją jak ten Włoch, byle przy okazji nie mącili mi w głowie. A zapodane mi przez N streszczenie książki Uczonego Kolegi niestety sprawiło, że myśl słaba (a już z całą pewnością metatekst jej poświęcony) wydała mi się klinicznym przykładem bełkotu. Pozwolę sobie zatem zacytować co smakowitsze kąski z tego streszczenia celem poznęcania się nad nimi, jako że już dawno nie miałam - w sumie na szczęście - okazji pastwić się nad postmodernizmem.

Otóż przede wszystkim dowiedziałam się, że myśl słabą "cechuje zwrócenie szczególnej uwagi na to wszystko, co bytowo kruche, ułomne, kalekie, wybrakowane". Hmm. Co to właściwie znaczy? Dlaczego nigdzie nie ma choćby jednego przykładu (z referatów UczK również nie pamiętam konkretów)? No dobrze, jedyny niby konkret, który jestem w stanie wyłowić ze spisu treści (niech nikt się nie spodziewa, że wydam na tę książkę 40 zł), to cytat z Różewicza w części analitycznej, gdzie UczK najwyraźniej wiwisekcjonuje konkretne utwory za pomocą myśli słabej. Cytat brzmi: Słabnie poeta / obrazy tracą siłę i na moje oko jest po prostu metaforą starości i nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii, bo poza wszystkim nie bardzo by mi to do Różewicza pasowało. Skądinąd chyba na podstawie tego właśnie cytatu mój inny eks UczK wykonał niegdyś ekwilibrystykę intelektualną, z której w dyskusji wynikł mój umiłowany "eksces jako miara wyporności wiersza".

Jeśli na dodatek połączyć tezy owego referatu (Różewicz publikuje coraz gorsze wiersze, których kiedyś nie zamieściłby w zbiorku, ponieważ w ten sposób celowo chce pokazać degradację swojego starzejącego się umysłu) z myślą słabą to wychodziłoby na to, że myśl słaba stanowi usprawiedliwienie dla publikowania rzeczy... no dobra, nomen omen: słabych. W sensie: niedobrych. Nieudanych. Oczywiście, wolno i można. Ale po co? Chyba że dla chleba. Tylko nie wydymajmy tego w wielką filozofię. Choć osobiście uważam, że nawet jeżeli starość ma coś wspólnego z pogorszeniem jakości wierszy Różewicza (moim skromnym zdaniem był to również przypadek Miłosza i Herberta, nie dotyczy zaś Szymborskiej, która nadal publikuje bardzo mało i są to rzeczy niezmiennie dobre), to jest to raczej kwestia utraty umiejętności krytycznej oceny własnych utworów i publikowania wszystkiego, co się napisało, jak leci.

Wróćmy jednak do streszczenia, bo najlepsze dopiero przed nami. Cytuję większy kawałek in extenso: "W myśli słabej istotne jest założenie, że sposób manifestowania się bytu słabego, czy też 'osłabionego', można wyrazić najlepiej za pomocą pojęcia śladu. Pewne wątki myśli słabej - a szczególnie właśnie pojęcie śladu - zastosowane zostały w książce do próby reinterpretacji podstawowych pojęć poetyki: pojęcia mimesis, tu traktowanego jako naśladowanie, ze szczególnym akcentem położonym właśnie na śladowość, pojęcia podmiotu tekstowego jako śladu-rysy..."

Jak to przeczytałam, to włosy zjeżyły mi się na głowie, a szczęka opadła na ziemię, wraz z wszystkim, co opaść może. Po pierwsze, o ile wiem, mimesis zawsze była tłumaczona i traktowana jako "naśladowanie", aczkolwiek w różnych epokach miało ono dotyczyć różnych rzeczy, toteż brak dopełnienia, czego naśladowanie dotyczy, pozostawia ten problem niewyjaśnionym. Po drugie - i to jest to horribile lectu - jak człowiek z wykształceniem filologicznym, ba, po części klasycznym, może tak naginać rzeczywistość językową, żeby uważać, że polskie naśladowanie jest kalką greckiej mimesis czy nawet łacińskiej imitatio, i wyciągać z podstawowego znaczenia tego polskiego wyrazu, czy raczej znaczenia jednego z jego składników, wnioski dotyczące znaczenia pojęcia oryginalnego? Mówiąc jaśniej: ani w greckim słowie mimesis, ani w łacińskim imitatio nie ma składowej cząstki znaczącej tyle co ślad*, umieszczanie go więc w polu znaczeniowym oryginalnego pojęcia jest, delikatnie mówiąc, nadużyciem intelektualnym. A na dodatek pojęcie śladowości, cokolwiek w zamyśle UczK ma znaczyć, odchodzi semantycznie dość daleko od samego śladu...

No ale cóż, najwyraźniej niedaleko pada jabłko od jabłoni, jako że na podobnym - choć mimo wszystko mniejszej wagi - nadużyciu przyłapałam jakiś czas temu jednego z czołowych guru polskiego postmodernizmu. W pewnym artykule dokonał on również niezłej ekwilibrystyki językowo-intelektualnej na podstawie faktu, że polskim odpowiednikiem francuskiego słowa lieutenant jest porucznik, mimo że językowo kalką lieutenanta jest namiestnik. Guru jednak uznał, że można wyciągać wnioski filozoficzno-literaturoznawcze z faktu, iż dwa znaczeniowo różne słowa oznaczają w dwóch językach tę samą funkcję wojskową.

Wszystkie te wygibasy przypominają mi rozbrajającą odpowiedź Uczonej Koleżanki z tejże byłej pracy, która na zarzut nierzetelności intelektualnej, również na gruncie językowym, odpowiedziała, że no niby tak, w sumie mam rację, ale jej to "tak ładnie pasuje do wywodu"... Myśl słaba myślą słabą, ale od takiego sposobu myślenia mnie osobiście robi się słabo.

I mam tylko nadzieję, że do przechadzającego się po Polach Elizejskich czy też przebywającego w jakichkolwiek innych zaświatach Arystotelesa nie docierają echa tych bredni, które jego kosztem wypisują różni Uczeni Koledzy. Bo jakkolwiek te jego pisma, które równie niecnie wykorzystał niegdyś Tomasz z Akwinu dla swojej ekwilibrystyki teologicznej, straciły w dużej mierze naukową aktualność, tak moim skromnym zdaniem Poetyka pozostaje wciąż najważniejszym tekstem o literaturze, jaki wydała ludzkość, pomimo archaicznej formy oraz zakorzenienia w konkretnej sytuacji kulturowej. Jeśli zaś docierają, to biednemu duchowi Arystotelesa zapewne robi się słabo.

Arystoteles, Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

* Na wszelki wypadek podaję dla podejrzliwych, żeby oszczędzić im szukania: ślad, trop to po grecku ichnion (ιχνιον), po łacinie zaś signum, vestigium lub indicium.

Zakładki:
...
Blogi (i foto) moje
Blogroll
Miejsca w necie
Ulubione - artystycznie
Ulubione - filmowo
Ulubione - literacko
Ulubione - muzycznie
Ulubione - naukowo
Ulubione - przyrodniczo
Ulubione - zabawnie
Z tego bloga czyli moje ulubione lub najpopularniejsze notki
Tagi
       

       Copyright