sobota, 25 października 2008
Bogowie od tego nie umarli...

Cóż, nie ma to jak artykuły prasowe jako pożywka dla bloga... Tym razem chodzi o skądinąd wielce słuszną wypowiedź Andrzeja Romanowskiego na temat papieskich pomników*, w ogólnym założeniu współbrzmiącą z tym, co jakiś czas temu na ten temat pisałam.

Na marginesie tego tekstu - a raczej dwóch jego niewielkich fragmentów - przypomniała mi się natomiat kwestia, o którą już jakiś czas temu zahaczałam, a która nagle teraz ukazała mi się z dość niespodziewanej strony. Chodzi mi mianowicie - co chyba zresztą dość łatwo przewidzieć - o sformułowania w rzeczonym tekście odwołujące się do pogaństwa w pogardliwym i deprecjonującym tonie - jako przeciwstawienia Jedynej Prawdziwej Religii... przepraszam, Wiary (tendencję do odróżniania różnych mniej lub bardziej nieprawdziwych religii oraz wyznań od jedynej prawdziwej wiary zaobserwowałam ostatnio w wielu wypowiedziach o orientacji katolickiej).

Oto inkryminowane cytaty, na wypadek gdyby ktoś nie miał ochoty czytać całości: "Te pomniki nie mogą być świadectwem naszej wiary. One świadczą raczej o naszym pogaństwie." I na samym końcu: "[Te pomniki] przez długie lata będą świadczyć o infantylizmie, w który popadliśmy. Bo dziś, za rządów prawicy, zmęczeni wyżynami 'Solidarności', tacy właśnie jesteśmy. Małe dzieci potrzebujące maskotek, naiwni poganie czczący złotego cielca."

Przeczytawszy te słowa, po raz pierwszy chyba w życiu miałam ochotę upomnieć się o polityczną poprawność. Jakiś czas temu bowiem uświadomiłam sobie, że - zwłaszcza w Polsce i języku polskim - są grupy, których włączenie w obręb tejże nikomu nie przyjdzie do głowy, podczas gdy na zachodzie na takie dictum z pewnoscią oburzyliby się przedstawiciele religii wicca oraz kilku, jeśli nie kilkudziesięciu wyznań neopogańskich. I bardzo słusznie, bo jeśli upominamy się o prawa jakiejkolwiek grupy, to konsekwentnie powinniśmy te same prawa stosować do wszystkich. I jeśli za niepoprawne politycznie uważamy takie wyrażenia - które zadomowiły się w języku w całkowitym oderwaniu od swojej etymologii - jak "ocyganić" czy "oszwabić", jako godzące w dobre imię odpowiednich grup etnicznych, to jakim prawem mówimy na przykład o "pogańskiej godzinie" (w odniesieniu do bardzo wczesnego wstawania)?

A tym bardziej jakim prawem profesor zacnych instytucji naukowych i publicysta mediów uważanych za liberalne posługuje się porównaniami obrażającymi inne religie? Kilkadziesiąt lat temu publicysta napisałby zapewne o złotym cielcu w jego kontekście biblijnym, z księgi Exodus. Dziś wzmianka, że czcili go Izraelici w trakcie wędrówki do Ziemi Obiecanej mogłaby wypaść niedobrze z punktu widzenia politycznej poprawności. Ba, kilkadziesiąt lat temu publicysta zapewne nie miałby żadnych wahań, żeby w miejscu pogan postawić żydów** jako tych, którzy odrzucili prawdziwe światło wiary itd. Dziś nie wypada.

Poganie natomiast uchodzą najwyraźniej za jakiś wymarły gatunek, jakąś muzealną ciekawostkę, naiwne dzieciństwo ludzkości. Pomijam fakt, że dla mnie osobiście dość problematyczną jest sama definicja pogaństwa. Nawet w polskiej wikipedii czytamy: "Pogaństwo - określenie (często o wydźwięku negatywnym), zazwyczaj używane przez wyznawców religii monoteistycznych (...) w stosunku do wyznawców innych religii, głównie politeistycznych i animalistycznych" i dalej "Słowo 'poganin' czasem bywa również niepoprawnie używane jako obraźliwy synonim słowa 'ateista'." Poza tym w polskim artykule jest tylko króciutka notka etymologiczna, podczas gdy, co charakterystyczne, angielska wikipedia zawiera obszerny artykuł poświęcony różnym odmianom historycznych i współczesnych wierzeń określanych tym terminem.

Angielski artykuł w wikipedii otwarcie, polski zaś implicite zalicza do religii "pogańskich" np. hinduizm - najważniejszą dziś religię politeistyczną świata. Podejrzewam, że Andrzej Romanowski - ze względu na polityczną poprawność - nie wypowiedziałby się pogardliwie o wyznawcach hinduizmu, mimo że z punktu widzenia doktryny katolickiej nie różnią się oni od wyznawców starożytnej religii celtyckiej, egipskiej czy greckiej. Dla katolika nie są zapewne religijnie "bardziej poważni", dla światłego publicysty - muszą być, ponieważ są licznie reprezentowani w populacji ziemskiej. I obawiam się, że światły publicysta instynktownie zaprzeczyłby, jakoby hinduiści mieli być poganami - bo przecież nie wypada.

W polskim kontekście tekstu Romanowskiego "pogaństwo" odnosić się powinno do wierzeń słowiańskich, o których wiemy bardzo niewiele - a o tym, w co wierzono na naszych ziemiach wcześniej (np. w czasach wpływów rzymskich)  jeszcze mniej. Owszem, nie mamy podstaw sądzić, że były to rozwinięte systemy religijne - i zapewne nie były. Ale nie można ich odsądzać - w przenośni i dosłownie - od czci i wiary. Ba, zaryzykowałabym stwierdzenie, że czci dla bóstwa i wiary mogło być w nich więcej niż w religijności statystycznego polskiego katolika.

A poza tym akurat katolicyzm nie miał nigdy tendencji ikonoklastycznych, a zatem pretensje do tego, że katolicy potrzebują widomych i namacalnych pośredników między nimi a bóstwem, są dość chybione. Troszkę za późno na walkę z kultem obrazów...

Jeśli zaś chodzi o polityczną poprawność: osobiście wolałabym, żeby nieśmiesznego kawału o Murzynach, Żydach, Polakach, muzułmanach czy kimkolwiek innym, nie wypadało opowiadać ze względu na to, że jako kawał jest nieudany, żałosny i niezabawny, a nie dlatego, że jakoby uraża czyjeś uczucia narodowe czy religijne. Sprawia to bowiem, że nagle nietaktem okazuje się opowiedzenie dobrego i śmiesznego żartu o danej nacji czy grupie. Żart tymczasem - podobnie jak każda inna sztuka - powinien być oceniany wyłącznie na podstawie swojej artystycznej wartości. "Nie ma książek moralnych i niemoralnych. Są książki dobre i złe" - napisał w przedmowie do Portretu Doriana Graya Oscar Wilde, a ja podpisuję się pod tym stwierdzeniem wszystkimi czterema łapkami.

I chciałabym używać zadomowionych w polszczyźnie słów, a nie musieć je obchodzić opłotkami. Ale skoro nic nie mogę poradzić na to, że zabrania mi się mówić, że ktoś mnie ocyganił, to ja bardzo proszę o zaprzestanie używania słowa "pogański" jako określenia pejoratywnego.

 Ofiarnicy, brąz etruski

* Dziękuję nieocenionej szperaczce ninedin za linka :)

** Wbrew temu, co się niektórym wydaje, mała litera nie jest tu wyrazem braku szacunku ani błędem typograficznym, ale wynika z polskiej normy językowej, która wyznawców religii każe pisać małą literą, narodowości zaś dużą.

PS. Tytuł notki pochodzi z jednego z moich ulubionych wierszy, Z Jonii Konstandinosa Kawafisa (skądinąd mojego ulubionego poety i patrona moich blogów), który w całości (i przekładzie Zygmunta Kubiaka) brzmi następująco:

Że rozbiliśmy ich posągi,
że ich wygnaliśmy z ich świątyń,
bogowie jednak od tego nie umarli.
O, ziemio Jonii, kochają oni ciebie,
oni jeszcze o tobie pamiętają.
Kiedy świta nad tobą sierpniowy poranek,
przez twe powietrze przeciąga dreszcz gorący z ich życia.
I nieraz jakaś eteryczna postać młodzieńcza,
nieuchwytna, szybka,
nad wzgórzami twoimi przelatuje.

wtorek, 07 października 2008
Ad Hiacinthum Dukaj

Drogi Jacku,

całkiem przez przypadek dowiedziałam się właśnie, że dostałeś prestiżową - bo wysoce mainstreamową - nagrodę Kościelskich za swoją ostatnią powieść, Lód. Dowiedziałam się teraz, poniewaz kiedy zostało to ogłoszone, najpierw biegałam po Londynie załatwiając ostatnie tam sprawy, a następnie usiłowałam spakować wszystko, co miałam wziąć z sobą w bagaż, który nie wzbudzi popłochu wśród pracowników lotniska...

Gratuluję, Jacku, i bardzo się cieszę, ponieważ od dawna uważam, że jesteś najwybitniejszym obecnie polskim pisarzem, godnym następcą moich dwóch ulubionych, nieżyjących już pisarzy XX w.: Stefana Themersona i Stanisława Lema.

Cieszę się, że przynajmniej Lód został doceniony przez krytyków, którzy odkąd pamiętam nie nagrodzili niczego, co miałabym ochotę czytać. Nagroda Kościelskich była zawsze wyróżnieniem dla mnie najbardziej nieczytelnym (w wielu znaczeniach tego słowa). Przyznaję, przez Lód jeszcze nie przebrnęłam w całości, a raczej przeczytałam go z wielkimi skokami pośrodku, albowiem z przyczyn recenzenckich musiałam wiedzieć, o czym jest, w czasie nie pozwalającym na posmakowanie, a nawet fizyczne przebiegnięcie wzrokiem tych ponad tysiąca stron. A potem jakoś wciąż brakowało czasu, żeby dać się wciągnąć w dysputy filozoficzne na łamach tej księgi... Ale mam nadzieję, że kiedyś przeczytam ją dokładnie, aczkolwiek przy mojej niemal fizjologicznej niechęci do teoretycznych rozważań filozoficznych będzie to zapewne sporym wyzwaniem.

I cóż, jakkolwiek kapituła nagrody przyznała ją za Lód właśnie, dla mnie jest to nagroda za wszystko, co napisałeś, a zwłaszcza za moje ukochane Inne pieśni, których fragmenty lubię sobie raz za czas podczytywać, i które niezmiennie zachwycają mnie genialnym przekształceniem fizyki Arystotelesa w spójny i funkcjonujący świat, perspektywą historyczną i genialnym pomysłem na ukazanie całkowitej obcości. To ostatnie udało się niewielu autorom fantastyki, skrępowanym naszą antropomorficzną wyobraźnią. Ty zastosowałeś chwyt niezwykle prosty - z tym, czego nie umiemy zrozumieć, nie potrafimy w pierwszym rzędzie nawiązać komunikacji. Mierzył się z tym wcześniej Lem, w mojej ulubionej jego powieści, Niezwyciężonym, ale tam obca cywilizacja nie była "rozumna".

Nigdy nie zapomnę uczucia, z jakim czytałam o podróży do "jądra ciemności" w Innych pieśniach, kiedy powolutku zaczynało do mnie docierać, czym są adynatoi, niemożliwi, i co robią z formą świata. Nie zapomnę jak wirowało mi w głowie przy ostatnich akapitach powieści, kiedy stało się jasne, co musiał zrobić bohater. To były przeżycia literackie na miarę tych, które pamiętam z dzieciństwa: zrozumienia, co to znaczy, że "Boerst zderzył się z Księżycem" (ostatnie zdanie Testu z Opowieści o pilocie Pirxie Lema), czy też nagłego olśnienia, co znaczy oślepiające białe światło i wystrzelająca ogniem strzała Legolasa podczas wędrówki przez Fangorn. Tak, nie waham się przed zestawieniem Innych pieśni z największymi dziełami światowej fantastyki, bo bezwzględnie na to zasługują. Co więcej, zasługują na to, żeby dołączyć do kanonu polskiej powieści XX/XXI w. we wszystkich możliwych nurtach.

Pochlebiam sobie, że jako członek kapituły znacznie mniej ważnej - i na dodatek chwilowo przynajmniej nieistniejącej - nagrody od samego początku starałam się o przyznanie kolejnym Twoim powieściom naszej statuetki. Cieszy mnie to, że miałam zaszczyt raz czy drugi powiedzieć dobre słowo o Twoich powieściach w telewizji. Ale najbardziej cieszy mnie dedykacja na moim egzemplarzu Innych pieśni: "Dla esthle Agnieszki". 

Ad multos annos, Jacku

Amfora panatenajska

Zakładki:
...
Blogi, po części zdechłe
Blogroll
Miejsca w necie
Ulubione - artystycznie
Ulubione - filmowo
Ulubione - literacko
Ulubione - muzycznie
Ulubione - naukowo
Ulubione - przyrodniczo
Ulubione - zabawnie
Z tego bloga czyli moje ulubione lub najpopularniejsze notki
Tagi
       

       Copyright